Natchnęło mnie to co przeczytałam wczoraj u Karolci. I tak sobie od wczoraj myślę, myślę i myślę. A dzisiaj do tego doszło jeszcze to co rano zrobiłam - mianowicie, niby nic takiego - zakupy. I tak sobie szłam do domu, pchając wózek, obładowana jak wielbłąd albo beduin jakiś... i zastanawiałam się JAK to do cholery jest?!
Odkąd dowiedziałam się, że będę MAMĄ, wiedziałam, że to TO czego chciałam, na co czekałam i o czym marzyłam! Tak. Chciałam być mamą! Pomimo tak młodego wieku, włączył mi się taki instynkt i chciałam, dążyłam do tego i oto - stało się. Byłam mega szczęśliwa.
Odkąd Bombel przyszedł na świat - wszystko spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Wyobrażenia miałam troszkę inne - życie okazało się mniej łaskawe. A dokładnie chodzi o to, że moja druga połówka wyobraża sobie to wszystko chyba całkiem inaczej niż ja. Niestety.
Ja jestem MAMĄ. Wstaję na każde mruknięcie w nocy. Od rana jestem na nogach, karmię, przewijam, chodzę na spacery, na zakupy (często wracając obładowana jak głupia, bo przecież co - ja sobie nie poradzę?), usypiam, kąpię, wygłupiam się, gdy chory to ja wymyślałam co by tu zrobić, żeby dziecię zdrowym było, jestem ponadto szoferem i fotografem, pielęgniarką, lekarzem, organizatorem przyjęć, kucharką, sprzątaczką, praczką, itd, itp. Nie mam urlopu, nikt mi za to nie płaci. Pracuję od ponad roku na pełen etat, dzień i noc, 24 na dobę, 7 dni w tygodniu.
Ale wiecie co - myśląc, że robię to DLA BOMBELKA, jestem szczęśliwa! Jest mi z tym dobrze!.
Gorzej gdy pomyślę, że mój własny, osobisty facet za niedługo przyjdzie z pracy i będzie tak strasznie zmęczony, że uzna że jemu po 8 godzinach pracy należy się odpoczynek i rozsiądzie się na łóżku lub pójdzie na ryby. I uzna że przecież ja będąc w domu mogę sobie odpocząć, usiąść a właściwie to przecież nie muszę nic robić. A mi to urlop się nie należy, si?
Taaa szkoda tylko, że samo się zrobić nie chce. A ja nie pozwolę na to żeby moje dziecko żyło w brudzie i sprzątam, piorę i gotuję, tańczę, śpiewam i haftuję :)
Mimo to. JESTEM MAMĄ. Jestem z tego DUMNA. Jestem SZCZĘŚLIWA.
Bo KOCHAM najmocniej na świecie! Bo ŻYJĘ dla tego małego Serduszka!
środa, 10 października 2012
niedziela, 7 października 2012
weekendowy przegląd komórkowy
Wpadłam na taki pomysł, trochę odgapiony, że zrobię przegląd komórkowy :) Jednak nie całotygodniowy tak jak na większości blogów a tylko weekendowy :) Zobaczymy jak długo uda mi się coś takiego prowadzić i czy będzie to miało sens :) A na dziś mam dla Was:
Sobotnia pogoda nas rozpieszczała słonkiem. Spacerek więc musiał być. Działka też odwiedzona. A no i owoce pigwowca. Pachną obłędnie! Uwielbiam!
Kwiaty, typowo jesienne. Oczywiście kojarzą mi się ze świętem Zmarłych. Ale mają w sobie jakiś urok i podobają mi się.
Nowe naklejki nad łóżeczkiem Bombelka. Zrobiły furorę. A kupione w ... biedronce :D
Niedziela za to już nas nie rozpieszczała, deszcz od rana do wieczora. Więc postanowiłam "osłodzić" życie moim facetom i upiekłam im jabłecznik na kruchym cieście. Chyba smakował bo od południa do wieczoru zniknął prawie cały :D
A na dodatek moje małe Cudo dało dzisiaj mamie pospać prawie 8 godzin ciągiem! Jestem w szoku aż do teraz. Rano wstałam i ciągle się zastanawiałam czy ja aby na pewno w nocy nie wstawałam do Niego... Ale jak zasnęłam ok 23 tak karmiłam go dopiero o 6.30 a wstał dopiero ok. 8 mój misiek kochany :) Częściej tak proszę Synku :) :*
piątek, 5 października 2012
Zdrowi i szczęśliwi.
Przed chwilą wyciągnęłam z piekarnika muffuinki z czekoladą i makiem - pycha! Tego mi było trzeba! Sosik do spaghetti już zrobiony wystarczy przygotować makaron. A to wszystko za sprawką tego, że Bombel śpi a mi się udało wczoraj w końcu ogarnąć mieszkanie do tego stopnia, że teraz mogę sobie siedzieć i zajadać te pyszne muffiny.
My już na szczęście wszyscy zdrowi. Tak więc pierwsze choróbsko mamy za sobą. Mam nadzieję, że kolejne zbyt szybko się nie pojawi.
Dni uciekają nam tak szybko, Bombel co rusz to wymyśla coś nowego, czasem uda mu się wspiąć na wersalkę, choć póki co częściej jednak kończy się to jeszcze "porażką". Dupka za ciężka :)
Po za tym ciągle wstaję do Niego w nocy i szczerze mówiąc to czasem już nie mam siły bo trochę to moje Maleństwo urosło i ciężki jest ten mój chłopiec.
Dzisiaj gdy jedliśmy chlebek z szyneczką to głaskał się po brzuszku i robił "mniam, mniam" w swoim języku oczywiście. Jest strasznym uparciuchem, gdy coś jest nie po Jego myśli to "bunt" gotowy. Na razie pracujemy nad utemperowaniem takiego zachowania, ciekawe jakie będą efekty.
No a ja wciąż czekam z utęsknieniem na pierwsze "mama". Bo choć coraz częściej wymyka mu się jakieś "mamamamama", "tatatata" to jednak nie do końca jest to takie wołanie. Wie, że ja to mama, że Wu to tata i pokazuje paluszkiem, zapytany o dziadka od razu leci do Niego do pokoju albo odwraca głowę w jego stronę i się śmieje jednak póki co czekamy na pierwsze świadome słówka.
... chyba muszę znów częściej pisać ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







