piątek, 18 lutego 2011

"Chcemy Wam coś pokazać... (zdjęcie), (łzy) ... jestem w ciąży" no i cisza. Odezwała się mama. Tato cały czas milczał, nie odezwał się w sumie ani słowem, dopóki nie zmieniliśmy po jakiejś godzinie czasu tematu. Mama o wszystko pytała, mnie, mojego Wu. Nie krzyczała, cały czas z nami rozmawiała, pytała się co i jak, chciała wszystko wiedzieć i wszystko z nami ustalić. Ja parę razy płakałam, Wu siedział i też milczał, odzywał się tylko o coś pytany (chyba zjadł go strach). Ale ogólnie to ważne jest, że u moich rodziców daliśmy radę. Było ciężko, ale do zniesienia. W końcu nie co dzień się słyszy takie wieści od dziecka, dla którego miało się jeszcze inne plany. 

Mój Wu troszkę jeszcze w szoku poszedł do siebie do domu. Siedziałam z mamą i długo gadałyśmy, tata chyba musiał to "przetrawić" bo dalej nie odzywał się słowem i poszedł grac w szachy. Z jednej strony dobrze, że nie krzyczał. Na początku nawet się uśmiechnął. Z drugiej jednak chciałabym żeby powiedział mi cokolwiek. 

Dostaliśmy "przykazania na przyszłość" i takim sposobem, ja muszę skończyć szkołę. Najlepiej w trybie dziennym. Mam o siebie dbać. Mamy się nie kłócić i Wu ma mi pomagać. A wszystko się poukłada i będzie dobrze. Aaa no i na razie mamy się nikomu nie chwalić zbytnio. 

W niedziele moje ostatnie "naście", nie będzie prezentów, bo w domu krucho z kasą. Będzie ciasto i kawa. Rodzinnie i skromnie. Tak jak lubię. Nie chcę nic więcej. Tylko spokojnej atmosfery i osoby które kocham. Nie będzie tylko mojego brata :( Jest za granicą i nie da rady przyjechac. Ale to zrozumiałe. Ważne, żeby był później. Może na jakimś ślubie? a może na chrzcinach? 

wtorek, 15 lutego 2011

Minął weekend i nic. Minęły Walentynki i nic. W weekend nie wyszło bo Wu był chory, wczoraj nie wyszło bo najprościej w świecie nie wiedziałam jak się do tego zabrać. No i rodzice dalej nie wiedzą. A była taka okazja. Nawet wszyscy siedzieliśmy przy stole, gadaliśmy, jedliśmy ciasto, atmosfera była całkiem niezła. A ja? Miałam blokadę, i "jestem w ciąży" nie chciało mi przejść przez gardło :( 
Kolejne podejście? Nie mam pojęcia. Może najpierw powiem mamie, sama... a później w czwartek pójdę do lekarza, wezmę zdjęcie i albo w czwartek albo w urodziny w niedziele? Wtedy już muszę... Na razie jestem wściekła na samą siebie i strasznie smutna... Eh.

ps. z moim już wszystko w porządku, ale nie będę Go chwalić bo znowu coś na wymyślą...
Wczoraj był przy mnie, wspierał mnie. A ja i tak nie miałam dość odwagi :( PORAŻKA.
Siedzieliśmy też chwile u mnie, oglądaliśmy sprzęcik do pokoju :) Jedyne co pozytywne chyba. I planowaliśmy jak poustawiamy w pokoju łóżeczko i inne bzdety :)

piątek, 11 lutego 2011

Wiem, że już był podobny tytuł. Piszę to bo znowu jest tak samo. Z moim Wu. od tygodnia się nie mogę dogadać bo albo jest w pracy albo pije. Wczoraj kupił mi "na przeprosiny" piękny bukiet róż i prezent niby dla mnie ale miał z tego większą uciechę sam niż ja. Bo kupił radio do auta i taką gałkę do zmiany biegów. Nie powiem, że mi się nie podobało, podobało mi się. Ale nie podobało mi się jego zachowanie, bo ... pił. Byliśmy na ulotkach - nie wiem czy wam już mówiłam, że czasem z nim jeżdżę, żeby zareklamował swoją "firmę" bo on nie ma prawka a ja mam i dlatego tak. Jak wróciliśmy to mieliśmy iść do niego, ale nic z tego nie wyszło i pojechaliśmy na tamę gdzie mieliśmy "pogadać" a wyszło tylko tyle że ja pokrzyczałam a potem ryczałam cały czas a on sobie siedział i piłpiwo. Mam dośćA na koniec usłyszałam takie coś, że nawet nie chcę mówić. Dzisiaj rano mi napisał, żebym nie brała tego do siebie... A ja nie potrafię. 

Nie mam już siły, w sobotę mieliśmy powiedzieć rodzicom, a teraz to ja już nie wiem co z tego będzie... 
Byłam na badaniach krwi itp. a w czwartek mam wizytę u lekarza, ciekawe czy pójdzie ze mną i jak to będzie dalej wyglądało... 
Póki co mam naprawdę dość i nerwy mam tak zszargane że szok. A przecież nie powinnam nawet brać żadnych lekarstw uspokajających, żeby nie szkodzić dzidzi. 
Tak bardzo ją pokochałam, ale tak bardzo mi przykro że jej "tatuś" robi takie rzeczy....