Wu. w pracy, mój tata też. Ja w domu sama z małym. Wygłupy i śmiechy od rana, nawet na blogu mi się udało co nieco porobić, ogólnie wszystko ok, do czasu... Wymyśliłam, że na obiad zrobię ziemniaczki z pulpetami i na surówkę czerwoną kapuchę z jabłkiem... mmm pychota. Jednak taka kaleka jak ja musiała sobie coś zrobić bo dzień byłby zbyt piękny... krojąc kapustę wbiłam sobie nóż w rękę... niedużo, ale wystarczająco na tyle, żeby krew poleciała od razu strumyczkiem a mi się zrobiło słabo. Mało co nie zemdlałam... jednak w porę się opamiętałam zmoczyłam twarz zimną wodą, rękę opatuliłam ręcznikiem i siadłam sobie pod meblami żeby nie upaść... Mały podszedł jakby wyczuł że coś się stało i głaskał mamę po głowie... kochany.
Teraz już lepiej, ale ręka boli cholernie i nie jestem w stanie nic nią zrobić. Dobrze, że mogę palcami ruszać. No i wciąż mi słabo... I na obiad na pewno nie będzie kapusty i klopsów. Spaghetti w najprostszej wersji... to i tak dużo w tej chwili...
Dopisek.
Na obiad jednak były pulpety i kapusta. Nie mogłam jej dzisiaj odpuścić! Jednak w gotowaniu była godzina przerwy na dojście do siebie, później skończyłam to co zaczęłam, tym razem już bez żadnych urazów :)
Prośbę mam. Bo sama się już pogubiłam. Bo dodaję i dodaję do linków i wciąż o kimś sobie przypominam... gdybym jednak o którejś z Was zapomniała, to przepraszam i proszę o przypomnienie mi się :)