Wu. w pracy, mój tata też. Ja w domu sama z małym. Wygłupy i śmiechy od rana, nawet na blogu mi się udało co nieco porobić, ogólnie wszystko ok, do czasu... Wymyśliłam, że na obiad zrobię ziemniaczki z pulpetami i na surówkę czerwoną kapuchę z jabłkiem... mmm pychota. Jednak taka kaleka jak ja musiała sobie coś zrobić bo dzień byłby zbyt piękny... krojąc kapustę wbiłam sobie nóż w rękę... niedużo, ale wystarczająco na tyle, żeby krew poleciała od razu strumyczkiem a mi się zrobiło słabo. Mało co nie zemdlałam... jednak w porę się opamiętałam zmoczyłam twarz zimną wodą, rękę opatuliłam ręcznikiem i siadłam sobie pod meblami żeby nie upaść... Mały podszedł jakby wyczuł że coś się stało i głaskał mamę po głowie... kochany.
Teraz już lepiej, ale ręka boli cholernie i nie jestem w stanie nic nią zrobić. Dobrze, że mogę palcami ruszać. No i wciąż mi słabo... I na obiad na pewno nie będzie kapusty i klopsów. Spaghetti w najprostszej wersji... to i tak dużo w tej chwili...
Dopisek.
Na obiad jednak były pulpety i kapusta. Nie mogłam jej dzisiaj odpuścić! Jednak w gotowaniu była godzina przerwy na dojście do siebie, później skończyłam to co zaczęłam, tym razem już bez żadnych urazów :)
Prośbę mam. Bo sama się już pogubiłam. Bo dodaję i dodaję do linków i wciąż o kimś sobie przypominam... gdybym jednak o którejś z Was zapomniała, to przepraszam i proszę o przypomnienie mi się :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
środa, 23 stycznia 2013
piątek, 18 stycznia 2013
Straszny sen...
Obudziłam się dzisiaj w nocy niemalże z krzykiem, bynajmniej mnie samej wydawało się, że krzyczałam przez sen. A śniło mi się, że ... odwoziłam kogoś razem z Wu. i Bombelkiem i kimś tam jeszcze na PKP i gdy dojechaliśmy na stację, wysiedliśmy z Wu. dosłownie na minutę z auta żeby komuś bagaże wyciągnąć i odnieść na peron czy coś a Bombelek został dosłownie na MINUTĘ sam w aucie ale oczywiście pozapinany w pasy a drzwi z auta były zamknięte, nie na zamek ale po prostu zamknięte i gdy wróciliśmy do auta to Jego tam nie było. Biegałam wszędzie, dosłownie WSZĘDZIE a Jego NIGDZIE nie było. Krzyczałam, wołałam i nic... Nigdzie go nie było. Już miałam w głowie najgorsze scenariusze.... później pojawił się skądś mój tata i moja mama, ja płakałam, że Jego nigdzie nie ma, że coś mu się pewnie stało, albo że ktoś go porwał.... i pamiętam, że tak strasznie krzyczałam i płakałam... wtedy się obudziłam.
Zlana potem, prawie płakałam przez sen. Zobaczyłam Bombelka śpiącego tuż obok mnie. Wyglądał tak beztrosko i błogo - zresztą jak zawsze gdy śpi. Wtuliłam się w Niego najmocniej jak mogłam i tak po baaardzo długiej chwili zasnęłam. Najpierw jednak długo leżałam wtulona w Niego i wdychająca zapach Jego dziecięcej skóry i zapach piżamki - uwielbiam zapach Jego ciuszków. Leżałam i myślałam, że zrobiłabym dla Niego wszystko. Myślałam, że nie darowałabym sobie nigdy gdyby coś mu się kiedyś stało...
Kocham Cię synku.!
Zlana potem, prawie płakałam przez sen. Zobaczyłam Bombelka śpiącego tuż obok mnie. Wyglądał tak beztrosko i błogo - zresztą jak zawsze gdy śpi. Wtuliłam się w Niego najmocniej jak mogłam i tak po baaardzo długiej chwili zasnęłam. Najpierw jednak długo leżałam wtulona w Niego i wdychająca zapach Jego dziecięcej skóry i zapach piżamki - uwielbiam zapach Jego ciuszków. Leżałam i myślałam, że zrobiłabym dla Niego wszystko. Myślałam, że nie darowałabym sobie nigdy gdyby coś mu się kiedyś stało...
Kocham Cię synku.!
sobota, 5 stycznia 2013
Doczekałam się!
Domyślacie się czego? No która zgadnie? No która? :)
Jeszcze może nie do końca tak świadomie i na w pełni "wiem o co chodzi"... ale jednak. Dla mnie liczy się sam fakt, że Mój Synuś wykazuje inicjatywę z ... powiedzeniem MA MA! Już jakiś czas "męczymy" go z "no powiedz mama", "a powiedz tata", "a może Kacperku powiesz dziadzia/baba/cokolwiek?" :) I tak ostatnimi czasy - czytaj dwa dni temu siedząc na kolanach u dziadka ja znów to samo... "a powiedz mama" Kacper cisza. "a powiedz nie" Kacper cisza. Na co ja jeszcze raz "a powiedz mama". A Kacperek wtedy "niiiie" :) Rozbawił mnie do łez wtedy. No i od tamtej pory od czasu do czasu się mu przypominałam w ciągu dnia i tak dziś mój kochany, jedyny synuś w końcu powiedział swoje pierwsze "MA MA". Brzmi to przesłodko w Jego wykonaniu!:) Jeszcze słodsze będzie pewnie to MAMA wypowiedziane w pełni świadomie, które pewnie już gdzieś "czai się za rogiem" :). Dodaje mi skrzydeł ten mój Skrzat mały.
I tak mi ten mój mały Skrzat na dodawał skrzydeł, że ja dziś po "mini remoncie" - czyt. wymianie jednej z rur w łazience która miała chyba ze 120 lat - rura nie łazienka :) bo to tak przy okazji tego, że sąsiad z góry wymieniał, bo kupił ktoś mieszkanie nad nami i się remontuje, a my mamy łazienkę jeszcze wciąż w rozkładzie niestety przez jakiś tydzień po zalaniu jakiś czas temu (zresztą długa historia :) ). No to ja po tym "mini remoncie" wysprzątałam dziś całą, CALUSIEŃKĄ łazienkę. Jak mały poszedł spać po 19, tak ja skończyłam dopiero o 21:40 i padam na ryjek. Zrobiłam sobie może ze dwie 5minutowe przerwy a tak to sprzątałam, myłam i jeszcze raz sprzątałam i myłam, kafelki od samej góry do samego dołu i prysznic i kibelek i umywalkę i wszystko, wszystko, wszystko. Aż się błyszczy i pachnie nowością :) heh. Ale jestem happy, ja lubię tak coś porządnie posprzątać i widzieć efekt swojej pracy :) A teraz już tylko buzi Wu. bo akurat przyszedł z pracy i idę lulu, więc słodkich snów dziewczyny!
Jeszcze może nie do końca tak świadomie i na w pełni "wiem o co chodzi"... ale jednak. Dla mnie liczy się sam fakt, że Mój Synuś wykazuje inicjatywę z ... powiedzeniem MA MA! Już jakiś czas "męczymy" go z "no powiedz mama", "a powiedz tata", "a może Kacperku powiesz dziadzia/baba/cokolwiek?" :) I tak ostatnimi czasy - czytaj dwa dni temu siedząc na kolanach u dziadka ja znów to samo... "a powiedz mama" Kacper cisza. "a powiedz nie" Kacper cisza. Na co ja jeszcze raz "a powiedz mama". A Kacperek wtedy "niiiie" :) Rozbawił mnie do łez wtedy. No i od tamtej pory od czasu do czasu się mu przypominałam w ciągu dnia i tak dziś mój kochany, jedyny synuś w końcu powiedział swoje pierwsze "MA MA". Brzmi to przesłodko w Jego wykonaniu!:) Jeszcze słodsze będzie pewnie to MAMA wypowiedziane w pełni świadomie, które pewnie już gdzieś "czai się za rogiem" :). Dodaje mi skrzydeł ten mój Skrzat mały.
I tak mi ten mój mały Skrzat na dodawał skrzydeł, że ja dziś po "mini remoncie" - czyt. wymianie jednej z rur w łazience która miała chyba ze 120 lat - rura nie łazienka :) bo to tak przy okazji tego, że sąsiad z góry wymieniał, bo kupił ktoś mieszkanie nad nami i się remontuje, a my mamy łazienkę jeszcze wciąż w rozkładzie niestety przez jakiś tydzień po zalaniu jakiś czas temu (zresztą długa historia :) ). No to ja po tym "mini remoncie" wysprzątałam dziś całą, CALUSIEŃKĄ łazienkę. Jak mały poszedł spać po 19, tak ja skończyłam dopiero o 21:40 i padam na ryjek. Zrobiłam sobie może ze dwie 5minutowe przerwy a tak to sprzątałam, myłam i jeszcze raz sprzątałam i myłam, kafelki od samej góry do samego dołu i prysznic i kibelek i umywalkę i wszystko, wszystko, wszystko. Aż się błyszczy i pachnie nowością :) heh. Ale jestem happy, ja lubię tak coś porządnie posprzątać i widzieć efekt swojej pracy :) A teraz już tylko buzi Wu. bo akurat przyszedł z pracy i idę lulu, więc słodkich snów dziewczyny!
niedziela, 23 grudnia 2012
Święta, święta
wpadłam tylko na chwilkę... w końcu ogarnęłam chałupkę prawie do końca tak jakbym chciała. W kuchni już też prawie wszystko gotowe, reszta jutro przed samą Wigilią. Prezenty popakowane czekają w szafkach. Choinka się błyszczy i migocze. Ja (prawie) zdrowa. Bo choć gorączka przeszła zaraz następnego ranka to coś mnie dziś męczy ból brzucha i nie wiem od czego to... Niby wszystko gotowe. Jednak brakuje mi czegoś bardzo, a właściwie to kogoś. Mojej mamy i mojego brata. Pomimo że wszystko gotowe, ja nie czuję tych świąt wciąż. Nie cieszą mnie one chyba tak jak powinny... Mam nadzieję, jednak, że jutro zwolnię tempo, że znajdę ten czas tylko dla tych którzy są tu blisko, na wyciągnięcie mojej ręki, że poczuję ten magiczny czas.
A tymczasem...
Chciałam Wam złożyć życzenia kochane:
W tę Wigilijną noc, niech w Waszym domowym zaciszu, przy Wigilijnym stole, zapanuje miłość, poczucie radości i zgoda.
Niech rodzinne ciepło doda Wam odwagi w nadchodzącym nowym roku, tak by był jeszcze lepszy od bieżącego.
Zdrowych, Spokojnych, Szczęśliwych i Pełnych Magii Świąt Bożego Narodzenia życzy A. Ka. i Wu.
A tymczasem...
Chciałam Wam złożyć życzenia kochane:
W tę Wigilijną noc, niech w Waszym domowym zaciszu, przy Wigilijnym stole, zapanuje miłość, poczucie radości i zgoda.
Niech rodzinne ciepło doda Wam odwagi w nadchodzącym nowym roku, tak by był jeszcze lepszy od bieżącego.
Zdrowych, Spokojnych, Szczęśliwych i Pełnych Magii Świąt Bożego Narodzenia życzy A. Ka. i Wu.
środa, 12 grudnia 2012
bo data mi się podoba :)
I dlatego korzystając z tego że mały jeszcze tnie popołudniową drzemkę to ja skrobnę to i owo. A właściwie to nic szczególnego do przekazania nie mam bo ostatnio wszystko mnie wpienia. Wciąż przychodzą jakieś listy upomnienia o zapłacie bo przez okres kiedy pracował tylko Wu porobiło się trochę zaległości bo nie wszystko byliśmy w stanie popłacić i teraz trzeba ze wszystkim nadgonić a dostawcy jakby się końca świata bali czy co. No ale przecież wszystkiego w jeden miesiąc nie jesteśmy teraz w stanie popłacić tym bardziej że idą święta, chciałoby się je jakoś spędzić, miesiąc przeżyć może chociaż jakieś tanie prezenty drobne pokupować a tu co? lipa. Doła mam mega przez to ostatnio i wszystkiego dość ogólnie. Marzy mi się wygrana w totka żeby to wszystko popłacić i mieć święty spokój.
Zasypało nas śniegiem odrobinę, małemu spacerki się podobają a szczególnie jak widzi że pług jedzie i odśnieża to cieszy jak szalony :) Gorzej jak pług już pojedzie to wtedy jest ryk że jego już nie ma :)
Wu. zaraz idzie do pracy a my z małym całe popołudnie sami... będzie zabawa i sprzątanie? Może ciasteczka byśmy upiekli? :) Bo co tu robić całe popołudnie?
Zasypało nas śniegiem odrobinę, małemu spacerki się podobają a szczególnie jak widzi że pług jedzie i odśnieża to cieszy jak szalony :) Gorzej jak pług już pojedzie to wtedy jest ryk że jego już nie ma :)
Wu. zaraz idzie do pracy a my z małym całe popołudnie sami... będzie zabawa i sprzątanie? Może ciasteczka byśmy upiekli? :) Bo co tu robić całe popołudnie?
sobota, 1 grudnia 2012
Mały Mądrala!
Mój Mały Mądry Synuś! Dziś pierwszy raz SAM wszedł na krzesło. Przepraszam... najpierw mnie z niego zgonił, a dopiero później wszedł SAM na krzesło nie pozwalając mi go nawet trzymać :) Byłam w wielkim szoku! Jestem do teraz. A to dlatego, że krzesła są wyższe niż nasze łóżko, na które ma problem z wejściem ale jednak z krzesłem sobie świetnie poradził. Ciekawe czy jutro powtórzy swoje wyczyny? :)
Mówiłam już też, że z każdym dniem coraz więcej rozumie? Czasem siada w przedpokoju i wyciąga buty swoje albo moje i jak się go pytam co on chce to pokazuje mi na drzwi i macha "papa" rączką. Jak chce coś dostać to stoi i pokazuje na to paluszkiem i "gada" coś po swojemu. W większości rzeczy to tylko ja go rozumiem, no ale cóż poradzić - mama jest niezastąpiona :) Mała mądrala mi rośnie!
A czy mówiłam, że Wu. od tygodnia ma urlop? I jeszcze tydzień będzie w domu? A ja już mam dość...? Ehh.... masakra z tym moim chłopem.!
A i nie wiem czy Wam się chwaliłam, że tata w końcu dostał pracę? I on i ja jesteśmy mega szczęśliwi! Ja jestem z Niego dumna! Cieszę się, że chociaż z tym mu się udało!
A od dzisiaj zamierzam prowadzić domowy budżet :) Przez cały listopad pisałam sobie w zeszycie ile codziennie wydaję... wyszła naprawdę niezła sumka. Teraz mam zamiar zrobić to na kompie w trochę innej formie. Zobaczymy jak to wyjdzie :) W końcu ktoś musi kontrolować wydatki, bo inaczej przy naszych możliwościach to "z torbami byśmy poszli" :D hehe. Tak więc idę coś kombinować w "ukochanym" excelu...
Mówiłam już też, że z każdym dniem coraz więcej rozumie? Czasem siada w przedpokoju i wyciąga buty swoje albo moje i jak się go pytam co on chce to pokazuje mi na drzwi i macha "papa" rączką. Jak chce coś dostać to stoi i pokazuje na to paluszkiem i "gada" coś po swojemu. W większości rzeczy to tylko ja go rozumiem, no ale cóż poradzić - mama jest niezastąpiona :) Mała mądrala mi rośnie!
A czy mówiłam, że Wu. od tygodnia ma urlop? I jeszcze tydzień będzie w domu? A ja już mam dość...? Ehh.... masakra z tym moim chłopem.!
A i nie wiem czy Wam się chwaliłam, że tata w końcu dostał pracę? I on i ja jesteśmy mega szczęśliwi! Ja jestem z Niego dumna! Cieszę się, że chociaż z tym mu się udało!
A od dzisiaj zamierzam prowadzić domowy budżet :) Przez cały listopad pisałam sobie w zeszycie ile codziennie wydaję... wyszła naprawdę niezła sumka. Teraz mam zamiar zrobić to na kompie w trochę innej formie. Zobaczymy jak to wyjdzie :) W końcu ktoś musi kontrolować wydatki, bo inaczej przy naszych możliwościach to "z torbami byśmy poszli" :D hehe. Tak więc idę coś kombinować w "ukochanym" excelu...
czwartek, 30 sierpnia 2012
rozrabiaka i pierwsze "ała"
Wczorajszy dzień był pełen wrażeń. Od jazdy samochodem (więcej takich ekstremalnych sytuacji nie chcę i nie żeby było jakoś tragicznie tylko, chodzi o to, że koło Bombelka może siedzieć tylko i wyłącznie.. no zgadnijcie kto...? mama. Nikt inny nie pasuje. Tak więc mama nie mogła prowadzić samochodu, tylko robił to dziadek - jej teść - i wtedy panowała względna cisza w samochodzie :D a Bombelini był zadowolony ) poprzez zwiedzanie wszystkich zakamarków prababcinnego domu, przez spanie na świeżym powietrzu, karmieniu w parku (pierwszy raz w miejscu publicznym karmiłam piersią! Dla mnie chyba większe przeżycie niż dla Bombla bo on zadowolony migiem usnął :) zdziwione że jeszcze karmię? ano tak... na "ululanie". najlepsza metoda. hehe ) i powrót z podobnymi przeżyciami jak droga w stronę "do prababci". Gdy dojechaliśmy do domu a Bombel został wykompany w dziecko wstąpiły kolejne niespożyte podczas jazdy zapasy energii i tak rozrabiał jeszcze ładną chwilę aż w końcu padł. Chwilę później padła mama i nawet nie pamięta ile razy wstawała w nocy a wydaje jej się że tylko raz? co jest chyba mało prawdopodobne... no ale może... może... :)
Dziś też wrażeń nie brakowało ani Małemu ani mi. Szczególnie po południu kiedy to wybraliśmy się na działkę. Bombel wypuszczony na wolność z wózka nie chciał chodzić ani za rękę ani "w eskorcie" no więc matka (z bólem serca i przejęciem oraz strachem w oczach) postanowiła zbierać maliny, dziadek zajął się rozsadzaniem truskawek a Bombel... no cóż. Bombel sam, podkreślam SAM biegał po całej działce. Nie straszne były mu winogrona, przy których wciąż kucał próbował zrywać kuleczki i gadał jak nakręcony po swojemu, nie straszne mu dróżki po których biegał, ani maliny. Raz chciał się nawet o nie oprzeć. Tak, tak dobrze czytacie. Próbował się oprzeć i... wpadł w krzaczki :) Jednak nawet się nie skrzywił, szybko pomogłam mu wstać, ten się na mnie popatrzył, obrócił głowę w drógą stronę i już go nie było znów. Wędrował tak, nawet i do dziadka. Łaził po świeżo przesadzonych krzaczkach, udeptywał, chciał podlać lecz z konewki wylało się trochę za dużo... łapał się za łopatę, grabki, aż w końcu stwierdził, że na działce to najlepiej wszystko robić gołymi rękami. Tak też poczynił aż w końcu ziemia była wszędzie - w sandałkach, na spodenkach (wcześniej umoczonych w wodzie...), na koszulce, rączkach, a nawet i nosie. A co tam. Przecież fajnie jest podrzucać ziemię do góry bo ona tak fajnie się w powietrzu rozlatuje :) Gdy już te wszystkie jakże męczące zajęcia mu się znudziły pobiegł do altanki, tam spędził chwilę, jednak przypomniał sobie, że chyba coś koło dziadka zostawił, chciał do Niego pobiec i nagle BĘC i słychać płacz. Wiadomo było od razu, że coś się stało. Wcześniej jak upadał to nawet się nie skrzywił, ale jak już płacz - znaczy się "coś się dzieje". Podbiegłam. A tam - Bombel próbuje wstać pupą do góry, podnoszę go a tu kolanko rozwalone. Tylko delikatnie. Małe "zadrapanie". Nawet krew właściwie nie leciała, ale widocznie się uderzył mocniej i go zabolało i sobie trochę rozciął... Wzięty na ręce chwilę popłakał, potem nóżkę umyliśmy wodą czystą, pocałowaliśmy i już było po płaczu i wszystko ok. No i oczywiście... chciał dalej biegać! :) Jednak musieliśmy się już zbierać...
Tak więc jak widać, wrażeń nam ostatnio nie brakuje, a mama podobnie jak syn pada po całym dniu na pyszczek. Szkoda tylko, że mama chciałaby przesypiać CAŁE nocki a Bombel już niekoniecznie, bo przecież w nocy tak fajnie się przytulić do mamy i maminego cyca... no cóż :) Masz matko jak żeś chciała karmić :)
Dziś też wrażeń nie brakowało ani Małemu ani mi. Szczególnie po południu kiedy to wybraliśmy się na działkę. Bombel wypuszczony na wolność z wózka nie chciał chodzić ani za rękę ani "w eskorcie" no więc matka (z bólem serca i przejęciem oraz strachem w oczach) postanowiła zbierać maliny, dziadek zajął się rozsadzaniem truskawek a Bombel... no cóż. Bombel sam, podkreślam SAM biegał po całej działce. Nie straszne były mu winogrona, przy których wciąż kucał próbował zrywać kuleczki i gadał jak nakręcony po swojemu, nie straszne mu dróżki po których biegał, ani maliny. Raz chciał się nawet o nie oprzeć. Tak, tak dobrze czytacie. Próbował się oprzeć i... wpadł w krzaczki :) Jednak nawet się nie skrzywił, szybko pomogłam mu wstać, ten się na mnie popatrzył, obrócił głowę w drógą stronę i już go nie było znów. Wędrował tak, nawet i do dziadka. Łaził po świeżo przesadzonych krzaczkach, udeptywał, chciał podlać lecz z konewki wylało się trochę za dużo... łapał się za łopatę, grabki, aż w końcu stwierdził, że na działce to najlepiej wszystko robić gołymi rękami. Tak też poczynił aż w końcu ziemia była wszędzie - w sandałkach, na spodenkach (wcześniej umoczonych w wodzie...), na koszulce, rączkach, a nawet i nosie. A co tam. Przecież fajnie jest podrzucać ziemię do góry bo ona tak fajnie się w powietrzu rozlatuje :) Gdy już te wszystkie jakże męczące zajęcia mu się znudziły pobiegł do altanki, tam spędził chwilę, jednak przypomniał sobie, że chyba coś koło dziadka zostawił, chciał do Niego pobiec i nagle BĘC i słychać płacz. Wiadomo było od razu, że coś się stało. Wcześniej jak upadał to nawet się nie skrzywił, ale jak już płacz - znaczy się "coś się dzieje". Podbiegłam. A tam - Bombel próbuje wstać pupą do góry, podnoszę go a tu kolanko rozwalone. Tylko delikatnie. Małe "zadrapanie". Nawet krew właściwie nie leciała, ale widocznie się uderzył mocniej i go zabolało i sobie trochę rozciął... Wzięty na ręce chwilę popłakał, potem nóżkę umyliśmy wodą czystą, pocałowaliśmy i już było po płaczu i wszystko ok. No i oczywiście... chciał dalej biegać! :) Jednak musieliśmy się już zbierać...
Tak więc jak widać, wrażeń nam ostatnio nie brakuje, a mama podobnie jak syn pada po całym dniu na pyszczek. Szkoda tylko, że mama chciałaby przesypiać CAŁE nocki a Bombel już niekoniecznie, bo przecież w nocy tak fajnie się przytulić do mamy i maminego cyca... no cóż :) Masz matko jak żeś chciała karmić :)
niedziela, 12 sierpnia 2012
o testowaniu ... mnie samej i o sposobie na złość
Bombel ostatnie dni przechodzi chyba jakiś etap pt. "ile mi wolno". Mam wrażenie, że mnie sprawdza. A dokładnie chodzi mi o to, że sprawdza na ile JA mu pozwolę. Jeśli coś jest nie po Jego myśli, nie chcę z nim wyjść w danym momencie, pójść gdzieś, czegoś dać, coś pozwolić to jest straszny płacz a jednocześnie ciągłe patrzenie na moje reakcje. Wczoraj byłam już u kresu sił, rano lało a On ewidentnie chciał iść na dwór bo łaził od okna do drzwi wyjściowych i tam po swojemu sobie krzyczał, starałam się delikatnie, spokojnie wytłumaczyć, że teraz pada deszczyk, że pójdziemy później, pokazywałam przez okno, że jest zimno i pada. Nie skutkowało. U mojego taty w pokoju jest duże łóżko i biurko i jak krzesło jest wsunięte to można przejść do okna jeśli ktoś siedzi przy kompie to takiej możliwości nie ma. Bombel poszedł tam wczoraj i zaczął tak strasznie płakać bo my nie chcieliśmy go puścić do tego okna bo płakał tam i ściągał kwiatki. Zaczęłam pokazywać mu misia żeby zainteresować czym innym - nie pomogło, zagadywałam - nic. Więc w końcu ja wyszłam z pokoju a tacie powiedziałam, żeby nie zwracał na Niego uwagi ale miał go na oku w razie czego. I ku mojemu zdziwieniu po dosłownie minutce zapanowała cisza a Bombel sam zajął się miśkiem który stał w drugiej części pokoju. Na spacerze był drugi test - zobaczył plac zabaw i strasznie chciał do Niego iść, ja z racji tego, że byliśmy z wózkiem nie mogłam go zostawić gdzieś tam i sobie pójść i to jeszcze przez płot bo za płotem był owy plac zabaw. Zaczęło się wyginanie do tyłu i płacz. Miałam w nosie, że wszyscy na mnie patrzą. Wzięłam wózek, Bombla na ręce i szłam tłumacząc mu spokojnie, że pójdziemy na inny plac zabaw, że tutaj nie wolno. Nie krzyczałam. Starałam się być opanowana. Broń Boże nawet nie pomyślałam o tym, żeby "dać klapsa". I szczerze mówiąc jestem w szoku do tej pory, że gdy opowiedziałam tą historię mamie przez telefon wczoraj wieczorem, ona powiedziała mi, że trzeba było dać klapsa to by się może uspokoił. Wybuchłam wtedy i powiedziałam jej, że ja na Niego ręki nie podniosę NIGDY i nie pozwolę by robił to KTOKOLWIEK. Dzieci się nie bije! To nie jest metoda wychowawcza. Tak nie zachowują się prawdziwi rodzice. Tym bardziej, że ja sama nie pamiętam, żebym dostawała "klapsy". Pamiętam co prawda tylko raz. Jeden jedyny raz. Jednego klapsa. Jak byłam może 6 czy 7latką. Za to że chyba coś odpyskowałam czy coś. Więcej nikt nigdy na mnie ręki nie podniósł. Ja nie mam zamiaru w taki "sposób" wychowywać swojego dziecka. Wiem, że to nie "pomaga" a wręcz pogarsza sprawę. Dziecko potrafi sobie nawet jednego klapsa zapamiętać (tak jak ja właśnie) i pamięta to później do końca życia. I nawet jeśli nie bolał tyłek, to boli serce. NIE BIJĘ i bić NIE BĘDĘ! Nie pozwolę NIKOMU podnieść rękę na moje dziecko!
A jaki znalazłam sobie sposób na złość? A mianowicie kuchnia - pieczenie. Dziś rano popełniłam murzynka ze śliwkami. Bombel bawił się w kuchni łyżkami, pudełkami a ja mogłam się zająć kręceniem, rozpuszczaniem, mieszaniem itd. W wyniku czego efekt widać na zdjęciu. Taki oto mój sposób na rozładowanie energii, złości, stresu i wszystkich negatywnych emocji. Wszystkie je staram się wgnieść, wmieszać jak najmocniej. To pomaga. W trakcie poprawia się humor. A mieszające się składniki rozluźniają emocje. Zabierają na moment w magiczny świat, uwielbiam patrzeć jak mieszają się kolory, składniki i wszystko zamienia się w jedną, jednolitą masę. Polecam. To zdecydowanie lepszy pomysł niż wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach, czy innych ludziach.
Dzieci szczególnie tak małe jak Bombel nie rozumieją jeszcze tak wielu rzeczy, dlaczego więc my, ludzie dorośli, za nich odpowiedzialni, za to jacy będą mamy im pokazywać tą złą stronę życia? Pokazujmy im to co piękne. Pokazujmy im i uczmy, że przytulenie, spokojna rozmowa i wyrażanie emocji nie boli a pomaga. Że lepiej jest pogadać, przytulić, pocałować niż uderzyć. Pamiętajmy, że to nie jest "metoda" wychowawcza.
ale się rozpisałam... ale myślę, że warto było się wygadać.
A jaki znalazłam sobie sposób na złość? A mianowicie kuchnia - pieczenie. Dziś rano popełniłam murzynka ze śliwkami. Bombel bawił się w kuchni łyżkami, pudełkami a ja mogłam się zająć kręceniem, rozpuszczaniem, mieszaniem itd. W wyniku czego efekt widać na zdjęciu. Taki oto mój sposób na rozładowanie energii, złości, stresu i wszystkich negatywnych emocji. Wszystkie je staram się wgnieść, wmieszać jak najmocniej. To pomaga. W trakcie poprawia się humor. A mieszające się składniki rozluźniają emocje. Zabierają na moment w magiczny świat, uwielbiam patrzeć jak mieszają się kolory, składniki i wszystko zamienia się w jedną, jednolitą masę. Polecam. To zdecydowanie lepszy pomysł niż wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach, czy innych ludziach.
Dzieci szczególnie tak małe jak Bombel nie rozumieją jeszcze tak wielu rzeczy, dlaczego więc my, ludzie dorośli, za nich odpowiedzialni, za to jacy będą mamy im pokazywać tą złą stronę życia? Pokazujmy im to co piękne. Pokazujmy im i uczmy, że przytulenie, spokojna rozmowa i wyrażanie emocji nie boli a pomaga. Że lepiej jest pogadać, przytulić, pocałować niż uderzyć. Pamiętajmy, że to nie jest "metoda" wychowawcza.
ale się rozpisałam... ale myślę, że warto było się wygadać.
niedziela, 17 czerwca 2012
Dziewiąteczka
Wczoraj Nasze kochane Maleństwo skończyło 9 miesięcy. Jak ten czas szybko leci... masakra. Pamiętam jak dopiero co mówiliśmy rodzicom o ciąży, czekaliśmy i doczekać się nie mogliśmy a teraz Bombel ma już 9 miesięcy (a właściwie to nawet 18:) ). Raczkuje jak rakieta po całym domu. Krzyczy, piszczy, śmieje się, czasem złości i płacze, ale to w wyjątkowych okolicznościach jak jest coś naprawdę źle albo coś się stanie. Wszystko co jest w zasięgu Jego rąk na pewno do nich trafi, dlatego musimy bardzo uważać żeby nie trafiło w nie nic nieodpowiedniego. Otwieranie szuflad, szafek to dla Niego pikuś. Ostatnio sam włączył sobie komputer, a dzisiaj sam włączył zmywarkę bo i do tych guziczków już dosięga. Wszystko Go ciekawi, wszędzie musi wejść, wszystkiego dotknąć, wszystko zobaczyć. Raczej nie ma możliwości żeby posiedział chociaż 5 minut spokojnie na miejscu :) Jest strasznie żywym i radosnym chłopczykiem! Rośnie to nasze maleństwo, rośnie :)
A teraz czekamy na babcię... ma być niedługo. Wu. w pracy. Za oknem piękna pogodna, można by iść na spacer ale mały dopiero co usnął... Może jak się obudzi to jeszcze zdążymy się przejść zanim babcia wróci?
A już jutro egzaminy... masakra! Boję się jak cholera!
A teraz czekamy na babcię... ma być niedługo. Wu. w pracy. Za oknem piękna pogodna, można by iść na spacer ale mały dopiero co usnął... Może jak się obudzi to jeszcze zdążymy się przejść zanim babcia wróci?
A już jutro egzaminy... masakra! Boję się jak cholera!
wtorek, 15 maja 2012
8 miesięcy
Synku śpisz sobie w łóżeczku, gdy patrze tak na Ciebie to oczom nie mogę się nadziwić. Jesteś już takim dużym chłopcem. Rośniesz "jak na drożdżach" :). W ostatnich dniach coraz częściej mnie zaskakujesz tym, co już potrafisz. Jeszcze niedawno byłeś kruszynką, pamiętam jak trzymałam Cię pierwszy raz na rękach w szpitalu. Byłeś tak samo słodki jak teraz. Tyle że o dużo lżejszy i mniejszy ;) Taka kruszynka, która tylko spała i płakała i jadła i trzeba mu było zmieniać pieluszkę. Teraz już nie ma mowy o wiecznym spaniu. Wciąż rozrabiasz, śpisz niewiele, wszystko Cię ciekawi. Na spacerach też już nie śpisz od dawna, i odkąd zobaczyłeś, że poza wózkiem jest jakiś świat bardzo Cię on ciekawi. Wszystkiego chcesz dotknąć. Wszystko chcesz poznać. Lada dzień pewnie zaczniesz raczkować, bo już podejmujesz pierwsze próby... na brzuszku potrafisz przejechać cały pokój :) Ostatnio interesują Cię też szuflady, garnki w kuchni, każdy zakamarek. Już widzę Ciebie raczkującego w każdy kąt a trochę ich w domu masz do zwiedzenia. Potrafisz już sam siadać, czego ostatnio jeszcze nie bardzo kumałeś. Teraz idzie Ci to migiem. W łóżeczku sam stajesz na nóżki, czasem przy kanapie też ale to jak ktoś Cię przytrzyma za rączki. Uwielbiasz się kąpać, jeść słodycze, które staram się jak mogę Ci ograniczać. Wcinasz zupki (najbardziej smakuje Ci chyba pomidorowa z makaronem?), kaszkę. Jestem na prawdę każdego dnia coraz bardziej zaskoczona tym jak szybko rośniesz i się rozwijasz :)
Jesteś już z nami 8miesięcy na świecie. Każdego dnia kochamy Cię z tatą coraz mocniej. Każdego dnia zdajemy sobie sprawę, że zmieniłeś wszystko w naszym życiu. I nie wyobrażamy sobie teraz tego życia bez Ciebie.! Jesteś naszym 8cudem świata! :)
Jesteś już z nami 8miesięcy na świecie. Każdego dnia kochamy Cię z tatą coraz mocniej. Każdego dnia zdajemy sobie sprawę, że zmieniłeś wszystko w naszym życiu. I nie wyobrażamy sobie teraz tego życia bez Ciebie.! Jesteś naszym 8cudem świata! :)
poniedziałek, 14 maja 2012
Matura z polskiego, ustna!
Nie obyło się bez długiego czekania pod drzwiami, ale pierwszy raz od dwóch lat poczułam się dobrze w towarzystwie osób z mojej klasy. Pierwszy raz po tak długim czasie mogłam z każdym spokojnie, normalnie pogadać. Byli jacyś tacy poważni w końcu. Szczerzy. Można było pogadać jak z normalnymi ludźmi. Mile mnie zaskoczyli. Tym bardziej gdy weszłam na fb i zobaczyłam zaproszenie od osoby z którą nigdy w klasie nie gadałam i nie przepadaliśmy za sobą a tymczasem...dziś nawet zamieniliśmy ze sobą kila słów. Zwykłych słów. Jak przystało na 20latków. Normalnych. Czekanie, czekanie, stres. Wielki stres. Każdy się wspierał. W końcu wybiła godzina wejścia. Nogi jak z waty. Nagła chrypka. Głos mi drżał. Powiedziałam, choć nie wszystko. Nie do końca tak jak chciałam. Zaczęły się pytania. Na większość odpowiedziałam, na niektóre jednak nie. Podziekowali. Wyszłam. Za chwilę usłyszałam wynik 12/20 punktów. 60%. ZDANE. to było najważniejsze, nie ważne na ile procent. Ważne, że zdane! Mega szczęśliwa byłam bo miałam wielkiego stresa! Byłam szczęśliwa!
Jednak mój dobry humor nie trwał długo.... gdy napisałam smsa do Wu. że zdałam, napisał tylko "super". żadnego gratuluje, żadnego ciepłego słowa. Nawet nie zapytał jak było. Nie zapytał na ile procent. Nic. Gdy wróciłam do domu, to w domu był tylko tata i Bombel. Zostałam z Bomblem a tata poszedł się przejść i wtedy wrócił Wu. Znów po piwie. 4dzień z rzędu. Nie mam już siły. Gdybyśmy mieszkali gdzieś sami, tylko we trójke już dawno spakowałabym się i pojechała z małym do rodziców. Ale mieszkamy właśnie z moimi rodzicami. Nie mam gdzie jechać. A nie mam już siły żeby z tym wszystkim walczyć. Powiedziałam mu, że jeszcze jeden raz, jedno wyjście z kolegami, jedno picie i pakuję jego rzeczy i niech idzie do rodziców albo do kumpli. Nie wiem jak będzie. Na prawdę nie mam już siły. Jest mi cholernie przykro. Smutno, że tak wygląda nasze życie. Nie takiego życia chciałam dla Bombla. Jestem tak cholernie bezradna i bezsilna. Nie wiem co mam robić żeby w końcu było dobrze...
Jednak mój dobry humor nie trwał długo.... gdy napisałam smsa do Wu. że zdałam, napisał tylko "super". żadnego gratuluje, żadnego ciepłego słowa. Nawet nie zapytał jak było. Nie zapytał na ile procent. Nic. Gdy wróciłam do domu, to w domu był tylko tata i Bombel. Zostałam z Bomblem a tata poszedł się przejść i wtedy wrócił Wu. Znów po piwie. 4dzień z rzędu. Nie mam już siły. Gdybyśmy mieszkali gdzieś sami, tylko we trójke już dawno spakowałabym się i pojechała z małym do rodziców. Ale mieszkamy właśnie z moimi rodzicami. Nie mam gdzie jechać. A nie mam już siły żeby z tym wszystkim walczyć. Powiedziałam mu, że jeszcze jeden raz, jedno wyjście z kolegami, jedno picie i pakuję jego rzeczy i niech idzie do rodziców albo do kumpli. Nie wiem jak będzie. Na prawdę nie mam już siły. Jest mi cholernie przykro. Smutno, że tak wygląda nasze życie. Nie takiego życia chciałam dla Bombla. Jestem tak cholernie bezradna i bezsilna. Nie wiem co mam robić żeby w końcu było dobrze...
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
No to muszę się wygadać....
ostatnio chodzę jakaś nabuzowana... wszystko mnie wkurza. wszystko się zawsze psuje w najmniej odpowiednim momencie. Nie dość, że wydatków w tym miesiącu w cholerę to jeszcze jakby tego było mało popsuł nam się piecyk gazowy, a gość jedyny w mojej miejscowości który takie naprawia wyjechał na jakieś szkolenie i takim sposobem od piątku wieczorem do jutra nie wiadomo do której godziny zostaliśmy bez ciepłej wody i bez ogrzewania. Z ogrzewaniem pal licho bo już w miarę ciepło i w domu i tak jest ciągle ok.22 stopni, gorzej z wodą, bo czy się ktoś chce umyć, czy kąpać Bombla no to tragedia bo wodę trzeba grzać w wielkim garze.... i pomyśleć, że ludzie tak kiedyś żyli na co dzień a dziś takie kilka dni to potrafi człowieka wkurzyć... No ale mam nadzieję, że gość jutro przyjdzie i zrobi i będzie można normalnie funkcjonować. Szkoda tylko, że ta część która najprawopodobniej siadła kosztuje ok.500zł + koszt montażu itd... MASAKRA. Aż się boję pomyśleć, co to będzie jutro...
Tak bardzo chciałabym, żebyśmy w końcu wyszli na prostą ale wiecznie musi się COŚ znaleźć, stać itp. Jak to mówią, trochę brzydko "jak nie urok, to sr...ka" eh.
A teraz trochę pozytywnie, dostałam od Wu. laptopa. na raty. Z racji tego, że od października wybieram się na studia (tak, to już raczej pewne o ile wszystko z kasą będzie ok...) no i teraz była okazja. Na razie nic jeszcze za niego nie płaciliśmy, więc nie narzekam, ale pewnie zacznę od przyszłego miesiąca :) No ale w każdym bądź razie spełnił jedno z wielu moich marzeń. Czasem jest kochany, ale przez ostatnich kilka dni miałam też co najmniej kilka razy ochotę go udusić....
Nie wiem czy Wam pisałam... Mały nauczył się schodzić tyłem z wersalki! Wygląda przy tym przesłodko i przekomicznie, jak to mówi Wu. "jak mała dżdżowniczka" :) I teraz przy każdej możliwej okazji jak tylko zostawi się go na moment na wersalce, która u nas w pokoju siłą rzeczy jest cały czas rozłożona, to on niezależnie czy leży na pleckach (robi fik i już na brzuszku), czy na brzuszku robi kilka sprytnych ruchów i już jest na brzegu i z nóżkami i pupą zwisającą z łóżka czeka aż ktoś go złapie i schodzi sobie na podłogę zadowolony z siebie :) No i zaczął się podnosić na szczebelkach od łóżeczka jak siedzi do wstawania, jedyne co mnie tylko zastanawia to to, że z leżenia jeszcze sam nie siada, ale z siedzenia jak się go już posadzi to do wstawania chętny, a najlepiej to cały czas go trzymać żeby stał bo nóżki mocno prostuje i nie chce siedzieć czasem nawet :) Cwaniak mały. No i jeszcze nauczył się spać na brzuszku, a właściwie to nie nauczył tylko przypomniał sobie jak to się robi no i teraz w nocy jak się położy na brzuszku to później płacze bo nie umie się s powrotem obrócić (chociaż w dzień kula się w te i s powrotem) no i muszę wstawać, żeby go obrócić ;)
Zaskakuje coraz to czymś nowym. A jutro musimy iść na szczepienie... WZW B. i szczerze powiem, że jakoś sobie tego nie wyobrażam bo on ostatnio przy przebieraniu w domu pieluchy protestuje i mam nie lada problem czasem żeby go ubrać a co dopiero tam po szczepieniu będzie... aż się boję pomyśleć.!! Dobrze że następne dopiero gdzieś październik/listopad. Chociaż trochę spokoju będzie.
Uuuu ale się rozpisałam kochane... Szok. No ale musiałam się wygadać.
Aaa no i chciałyście żebym podała przepis, tyle, że ja to robiłam tak o z głowy. Ciasto francuskie było kupione w biedronce ;) pokroiłam w kwadraty, dałam do środka jagody (ale za pewne wszystko inne co by do głowy nie wpadło też będzie się nieźle spisywać), rogi zebrałam do środka i pozlepiałam brzegi i wsadziłam do piekarnika na ok.15min w temp. 180stopni. A jak już wyciągnęłam to odczekałam chwilę, żeby przestygło, dałam śmietanę, posypałam cukrem i było mniam.! Zniknęło w mig! ;)
Tak bardzo chciałabym, żebyśmy w końcu wyszli na prostą ale wiecznie musi się COŚ znaleźć, stać itp. Jak to mówią, trochę brzydko "jak nie urok, to sr...ka" eh.
A teraz trochę pozytywnie, dostałam od Wu. laptopa. na raty. Z racji tego, że od października wybieram się na studia (tak, to już raczej pewne o ile wszystko z kasą będzie ok...) no i teraz była okazja. Na razie nic jeszcze za niego nie płaciliśmy, więc nie narzekam, ale pewnie zacznę od przyszłego miesiąca :) No ale w każdym bądź razie spełnił jedno z wielu moich marzeń. Czasem jest kochany, ale przez ostatnich kilka dni miałam też co najmniej kilka razy ochotę go udusić....
Nie wiem czy Wam pisałam... Mały nauczył się schodzić tyłem z wersalki! Wygląda przy tym przesłodko i przekomicznie, jak to mówi Wu. "jak mała dżdżowniczka" :) I teraz przy każdej możliwej okazji jak tylko zostawi się go na moment na wersalce, która u nas w pokoju siłą rzeczy jest cały czas rozłożona, to on niezależnie czy leży na pleckach (robi fik i już na brzuszku), czy na brzuszku robi kilka sprytnych ruchów i już jest na brzegu i z nóżkami i pupą zwisającą z łóżka czeka aż ktoś go złapie i schodzi sobie na podłogę zadowolony z siebie :) No i zaczął się podnosić na szczebelkach od łóżeczka jak siedzi do wstawania, jedyne co mnie tylko zastanawia to to, że z leżenia jeszcze sam nie siada, ale z siedzenia jak się go już posadzi to do wstawania chętny, a najlepiej to cały czas go trzymać żeby stał bo nóżki mocno prostuje i nie chce siedzieć czasem nawet :) Cwaniak mały. No i jeszcze nauczył się spać na brzuszku, a właściwie to nie nauczył tylko przypomniał sobie jak to się robi no i teraz w nocy jak się położy na brzuszku to później płacze bo nie umie się s powrotem obrócić (chociaż w dzień kula się w te i s powrotem) no i muszę wstawać, żeby go obrócić ;)
Zaskakuje coraz to czymś nowym. A jutro musimy iść na szczepienie... WZW B. i szczerze powiem, że jakoś sobie tego nie wyobrażam bo on ostatnio przy przebieraniu w domu pieluchy protestuje i mam nie lada problem czasem żeby go ubrać a co dopiero tam po szczepieniu będzie... aż się boję pomyśleć.!! Dobrze że następne dopiero gdzieś październik/listopad. Chociaż trochę spokoju będzie.
Uuuu ale się rozpisałam kochane... Szok. No ale musiałam się wygadać.
Aaa no i chciałyście żebym podała przepis, tyle, że ja to robiłam tak o z głowy. Ciasto francuskie było kupione w biedronce ;) pokroiłam w kwadraty, dałam do środka jagody (ale za pewne wszystko inne co by do głowy nie wpadło też będzie się nieźle spisywać), rogi zebrałam do środka i pozlepiałam brzegi i wsadziłam do piekarnika na ok.15min w temp. 180stopni. A jak już wyciągnęłam to odczekałam chwilę, żeby przestygło, dałam śmietanę, posypałam cukrem i było mniam.! Zniknęło w mig! ;)
czwartek, 12 kwietnia 2012
po "burzy"...
...jest już spokojnie. Teraz przyszedł czas na "naprawianie szkód". Były rozmowy itd. Zobaczymy co dadzą. Póki co zamówione są części do auta, przyszły już lampy a jutro podobno ma przyjść zderzak i klapa. Najgorsze tylko to, że jest dopiero 12 a kasy już praktycznie nie ma... Ale to już jest problem Wu i on dobrze o tym wie, powiedział, że załatwi. No i nie będzie miał wyjścia. ... Złość już mi przeszła, pozostał smutek i rozczarowanie...
Bombelek śpi. Czort się nauczył piszczeć i mruczeć i jak tylko coś nie pasuje to ostro daje o tym znać tak, że zapewne wszyscy sąsiedzi dookoła słyszą :) No a po za tym coraz większy głodomor, rano musi być kaszka owocowa, w południe obiadek (czasem tylko kilka łyżeczek a czasem zje dość sporo z tego co mu przygotuję). Oprócz tego herbatniczki dla dzieci najpierw rozciuma a później je gryzie co przyprawia mnie czasem o stan przedzawałowy, podobnie robi z jabłuszkami nawet jeśli jest najtwardsze jakie akurat miałam to i tak dziąsełkami potrafi już ułamać nie mały kęs. I jedyne co mnie zastanawia to... kiedy pojawi się pierwszy ząbek? :)
Bombelek śpi. Czort się nauczył piszczeć i mruczeć i jak tylko coś nie pasuje to ostro daje o tym znać tak, że zapewne wszyscy sąsiedzi dookoła słyszą :) No a po za tym coraz większy głodomor, rano musi być kaszka owocowa, w południe obiadek (czasem tylko kilka łyżeczek a czasem zje dość sporo z tego co mu przygotuję). Oprócz tego herbatniczki dla dzieci najpierw rozciuma a później je gryzie co przyprawia mnie czasem o stan przedzawałowy, podobnie robi z jabłuszkami nawet jeśli jest najtwardsze jakie akurat miałam to i tak dziąsełkami potrafi już ułamać nie mały kęs. I jedyne co mnie zastanawia to... kiedy pojawi się pierwszy ząbek? :)
piątek, 17 lutego 2012
kolejny tydzień za nami
Każdy dzień ucieka tak szybko, kolejny tydzień za nami... w szkole leci, później w domu jeszcze szybciej czas ucieka. Mały rośnie jak na drożdzach, w czwartek skończył 5miesięcy ;) Duży i zaczepny już z niego chłopczyk ;) No i mały śmieszek przede wszystkim. W tym tygodniu będę mieć w końcu troszkę wolnego, bo mam urodziny i z małym na szczepienie więc sobie 3dni w szkole odpuszczam, myślę, że nie będzie tak źle ;)
Aaa no i nie pochwaliłam się jeszcze, że dostałam już pierwszy prezent urodzinowy ;) piękną czerwoną Perełkę - czyli nowe autko :) Passat B5 :) tylko trzeba ją poopłacać i troszkę ponaprawiać bo pare rzeczy jest do poprawki ale jest śliczny i świetnie mi się nim jeździ :)
Kochane odezwę się w tygodniu a teraz zmykam bo mały też chce pisać na klawiaturze ;)
buźka ;*
Aaa no i nie pochwaliłam się jeszcze, że dostałam już pierwszy prezent urodzinowy ;) piękną czerwoną Perełkę - czyli nowe autko :) Passat B5 :) tylko trzeba ją poopłacać i troszkę ponaprawiać bo pare rzeczy jest do poprawki ale jest śliczny i świetnie mi się nim jeździ :)
Kochane odezwę się w tygodniu a teraz zmykam bo mały też chce pisać na klawiaturze ;)
buźka ;*
piątek, 3 lutego 2012
Eh...
Czasami aż ciężko uwierzyć w to do czego zdolni są ludzie...
... a ja i tak dalej nie wierzę w wersję matki Madzi ... dla mnie nawet to do czego się przyznała nie jest do końca przekonywujące... myślę, że zakończenie tej historii będzie jeszcze inne...
ps. w końcu się odważyłam i zrobiłam to co chciałam zrobić już dawno temu... a mianowicie... zostałam RUDA. tak, RUDA. włoski zafarbowane, paznokcie pomalowane na ciemną czerwień... ale nawet to tylko na chwile poprawiło mi dziś humor...
ostatnie dni wolnego, a od poniedziałku się zacznie :(
na samą myśl, tęsknię za Bomblem, Wu i domem.. :(
ps2. Wu dziękuje za życzenia
... a ja i tak dalej nie wierzę w wersję matki Madzi ... dla mnie nawet to do czego się przyznała nie jest do końca przekonywujące... myślę, że zakończenie tej historii będzie jeszcze inne...
ps. w końcu się odważyłam i zrobiłam to co chciałam zrobić już dawno temu... a mianowicie... zostałam RUDA. tak, RUDA. włoski zafarbowane, paznokcie pomalowane na ciemną czerwień... ale nawet to tylko na chwile poprawiło mi dziś humor...
ostatnie dni wolnego, a od poniedziałku się zacznie :(
na samą myśl, tęsknię za Bomblem, Wu i domem.. :(
ps2. Wu dziękuje za życzenia
poniedziałek, 30 stycznia 2012
bajka o... sami przeczytajcie
Dawno, dawno temu, żyło sobie dwóch braci.... Ramzes i Kryzys. Ramzes umarł a Kryzys żyje do dzisiaj....
Szlag mnie trafi! I to dosłownie.! Na koncie brak funduszy, możliwy debet do wybrania?Oczywiście ale z racji tego, że włączony dopiero dzisiaj będzie możliwy do zrealizowania dopiero po pierwszej wypłacie czyli po 10. Tylko po jaka cholerę mi debet po 10 jak będę miała wypłatę?Kredyt?bardzo proszę ale trzeba mieć zaświadczenie o dochodach i średnia z 3 miesięcy, a ze Wu ma jak na razie tylko dwie wypłaty na koncie to ... same już wiecie. Pożyczyć od kogokolwiek? taaa jasne, szczególnie na koniec miesiąca....
A tak wogóle to żeby wziąć w tym DURNYM kraju kredyt to ja nie wiem kim trzeba być, chyba jednym z pOSŁÓW żeby mieć taką możliwość, bo albo milion pięćset zaświadczeń, albo poręczycieli trzeba mieć, albo jesteś za młody, albo za krótko pracujesz i nie ważne że masz umowę na czas nieokreślony albo jeszcze jakieś cholerne COŚ.! I ja się pytam: JAK młodzi w polsce mają ŻYĆ? Jak tu się kompletnie NIC nie da załatwić!
Jestem wściekła! Z jakiego powodu?Zapewne już wiecie....
Szlag mnie trafi! I to dosłownie.! Na koncie brak funduszy, możliwy debet do wybrania?Oczywiście ale z racji tego, że włączony dopiero dzisiaj będzie możliwy do zrealizowania dopiero po pierwszej wypłacie czyli po 10. Tylko po jaka cholerę mi debet po 10 jak będę miała wypłatę?Kredyt?bardzo proszę ale trzeba mieć zaświadczenie o dochodach i średnia z 3 miesięcy, a ze Wu ma jak na razie tylko dwie wypłaty na koncie to ... same już wiecie. Pożyczyć od kogokolwiek? taaa jasne, szczególnie na koniec miesiąca....
A tak wogóle to żeby wziąć w tym DURNYM kraju kredyt to ja nie wiem kim trzeba być, chyba jednym z pOSŁÓW żeby mieć taką możliwość, bo albo milion pięćset zaświadczeń, albo poręczycieli trzeba mieć, albo jesteś za młody, albo za krótko pracujesz i nie ważne że masz umowę na czas nieokreślony albo jeszcze jakieś cholerne COŚ.! I ja się pytam: JAK młodzi w polsce mają ŻYĆ? Jak tu się kompletnie NIC nie da załatwić!
Jestem wściekła! Z jakiego powodu?Zapewne już wiecie....
czwartek, 26 stycznia 2012
Wczoraj kłótnia z Wu. Dzisiaj powiedzmy, że już jest dobrze. Zbliża się mój powrót do szkoły a mi tak strasznie się nie chce. Dookoła, "artystyczny nieład". Na wszystko brak chęci. Brak jakiejkolwiek motywacji do działania. Tylko Szkrab coraz bardziej dokazuje. Dziś obudziło mnie wesołe gaworzenie o 9rano. Aż miło było posłuchać takich dźwięków. A teraz Wu w pracy a my z Małym chyba zajmiemy łóżko i włączymy sobie Usta Usta. Cappuccino już gotowe, pora na relaks? Na nic innego nie mam ani ochoty, ani siły.
Ps. Właśnie przeglądając bloga zauważyłam, że u mnie ostatnio jakoś tak zmiennie, raz humor lepszy raz gorszy... Czy nie mogłoby cały czas być dobrze?
Ps. Właśnie przeglądając bloga zauważyłam, że u mnie ostatnio jakoś tak zmiennie, raz humor lepszy raz gorszy... Czy nie mogłoby cały czas być dobrze?
wtorek, 24 stycznia 2012
czas się wygadać...
Bajka miała po części rację w komentarzu pod ostatnim postem... ale do rzeczy, bo chyba czas wyrzucić z siebie to wszystko.
Ostatni post pisałam dlatego, bo dowiedziałam się, że pracodawca mojego taty, zwija interes. Nie obchodzi go co z ludźmi. Po prostu koniec roboty i tyle. Dlatego napisałam, że czasami w jednej chwili wszystkie plany stają się nierealne. A jakie plany? A no takie, że mieliśmy w lutym wymienić sobie autko, bo to które mamy już trochę pada, że tak powiem i najwyższy czas je wymienić, bo jak to mówi mój tata: "gdy z auta robi się skarbonka to najwyższa pora je wymienić". No i na dodatek ja mam dojeżdżać nim do szkoły codziennie 30km w jedną stronę, więc dobrze by było, żeby mu się nic nie działo na drodze i żebym była pewna że bezpiecznie dojadę. No a teraz nie wiadomo co z nim, bo skoro tata nie ma pracy no to lipa. Musielibyśmy z Wu sami wziąć, na raty no a nie wiadomo czy nam dadzą.
Druga sprawa jest taka, że skoro tato siedzi w domu, to mama stwierdziła, że musi jeszcze zostać w niemczech, bo w domu kasy razem nie wysiedzą. A ja od 6 lutego idę do szkoły... Więc z Małym będzie siedział tato, no bo innego wyjścia nie ma. A więc moja złość rośnie już nie tylko na pracodawcę taty ale i na mamę, która niedość, że wyjechała tydzień przed świętami, a do samego końca mówiła, że chce święta spędzić w domu z rodziną, to jeszcze miała wrócić wtedy gdy ja będę szła do szkoły, żeby Mały miał z kim być. A jak wróci to będzie wysłuchiwanie, że ona musi w niemczech siedzieć bo tata nie ma roboty, ale przepraszam bardzo jak tata ma znaleźć robotę skoro jej nie ma?! A mały to co ma sam ze sobą siedzieć, czy ja mam szkołę olać? Wiem, że Mały jest mój i Wu. i że to nasz problem. Ale obiecywała, że pomoże, że zostanie z małym.. ehh...
Trzecia to taka, że chcieliśmy robić remont w kuchni... no ale z powyższego tekstu same możecie sobie wywnioskować, że z nowej kuchni nici. Wogóle to wszystko mnie wnerwia. Do szkoły strasznie mi się nie chce wracać, bo wiem jak mnie wszyscy w klasie wkurzali jak jeszcze tam chodziłam normalnie przed ciążą.Wiem, że jak wrócę to pewnie będą dymy, bo każdy będzie miał jakieś wąty. Mam takie nerwy że mówię Wam... MASAKRA.
Wczoraj wieczorem próbowałam się "zresetować", jak to mówią niektórzy, była więc pyszna herbata i film z Wu. No i jeszcze dużo śmiechu z Małego, gdy Wu się z nim bawił :) Tylko On daje teraz uśmiech i szczęście!
"rączki malutkie a chwyciły za serce na całe życie" [by K&D&Z&Z]
DOPISEK. Czy któraś z Was wie jak z bloga na onecie przenieść WSZYSTKIE pisane tam posty tutaj? Da się tak? Proszę pomóżcie!
niedziela, 15 stycznia 2012
studniówka...
...potoczna nazwa balu, który odbywa się na około 100 dni przed rozpoczynającymi się w maju maturami.
...bal na który zawsze chciałam iść...
...bal, ma którym zawsze mówiłam i planowałam, że będę z TĄ ukochaną osobą, ... że będę miała długą suknię na wielkim kole, ... że będzie jak z bajki...
Moja odbyła się wczoraj. Mnie na niej nie było. Choć zawsze było to moje marzenie...
I nie było mnie tam nie tylko dlatego, że mamy Bombelka, choć po części też. Ale nie było mnie tam przede wszystkim dlatego, że moja klasa w technikum raczej nie nadaje się na takie imprezy. Po co było mi marnować pieniądze skoro i tak nie bawiłabym się dobrze? W mojej klasie i tak rozmawiam tylko z 2 może 3 osobami... reszta po prostu według mnie jest zwykłymi durniami (w klasie mam 23 chłopaków i 2dziewczyny + ja). Jednak jak oglądam zdjęcia i filmiki ze studniówek w różnych rejonach Polski to jest to ukłucie w serduchu.., które mówi "szkoda, że jednak mnie tam nie było".
Na studniówce jednej w swoim życiu już byłam. Była to jedyna moja studniówka. Z moim byłym. Jakieś 5lat temu? Pamiętam, że bawiłam się świetnie. Był klimat, było tak uroczyście i wspaniale. Jak dla (wtedy) 14latki to było na prawdę MEGA wydarzenie. Teraz nie wiem czy byłabym taka szczęśliwa po swojej studniówce.
I choć to jedyna taka impreza w życiu, to może jednak dobrze, że mnie na niej nie było...?
...bal na który zawsze chciałam iść...
...bal, ma którym zawsze mówiłam i planowałam, że będę z TĄ ukochaną osobą, ... że będę miała długą suknię na wielkim kole, ... że będzie jak z bajki...
Moja odbyła się wczoraj. Mnie na niej nie było. Choć zawsze było to moje marzenie...
I nie było mnie tam nie tylko dlatego, że mamy Bombelka, choć po części też. Ale nie było mnie tam przede wszystkim dlatego, że moja klasa w technikum raczej nie nadaje się na takie imprezy. Po co było mi marnować pieniądze skoro i tak nie bawiłabym się dobrze? W mojej klasie i tak rozmawiam tylko z 2 może 3 osobami... reszta po prostu według mnie jest zwykłymi durniami (w klasie mam 23 chłopaków i 2dziewczyny + ja). Jednak jak oglądam zdjęcia i filmiki ze studniówek w różnych rejonach Polski to jest to ukłucie w serduchu.., które mówi "szkoda, że jednak mnie tam nie było".
Na studniówce jednej w swoim życiu już byłam. Była to jedyna moja studniówka. Z moim byłym. Jakieś 5lat temu? Pamiętam, że bawiłam się świetnie. Był klimat, było tak uroczyście i wspaniale. Jak dla (wtedy) 14latki to było na prawdę MEGA wydarzenie. Teraz nie wiem czy byłabym taka szczęśliwa po swojej studniówce.
I choć to jedyna taka impreza w życiu, to może jednak dobrze, że mnie na niej nie było...?
sobota, 14 stycznia 2012
wcinam ciepłe jeszcze muffinki z czekolada, orzechami i rodzynkami i popijam zimnym mlekiem :)
za oknem śnieg.! :)
przed chwila bawiłam się z małym śmieszkiem :)
jak On pójdzie spać, a Wu. wróci z pracy ... prysznic a później może coś więcej? :)
SZCZĘŚLIWA!
dawno się nie czułam tak jak teraz w tej chwili :)
ps. później może wrzucę jakieś kulinarne zdjęcia ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

