Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 stycznia 2013

Versatile Blogger

No i stało się nieuniknione : Jagoda i Agata wytypowały mnie do zabawy. No więc dowiecie się kolejnych 7 faktów z mego życia (jakby te 100 było mało:P ). Ciężko mi coś wymyślić ale się postaram... A teraz:

Zasady zabawy:
-podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
-pokazać nagrodę na swoim blogu
-ujawnić 7 faktów o sobie lub swoim życiu
-nominować kolejne 15 blogów, które na to zasługują
-poinformować blogerów o nominacji.


Podziekować już podziękowałam, nagrodę pokazuję, teraz czas się trochę uzewnętrznić, choć z tym właśnie największy problem, ale do dzieła: 


1. Codziennie "pracuję" nad swoją cierpliwością. Przeważnie całe dnie z Bombelkiem spędzam sama a to czasami nieźle daje "w kość". Jednak jeśli chodzi o moją cierpliwość do Wu. to jest bardzo ograniczona :)

2.Nie lubię się spóźniać i nie lubię jak ktoś się spóźnia. Wolę być 5 minut za wcześnie niż 1 minutę za późno. 

3. Czasem "walczę" sama ze sobą o to co mam robić w danej chwili. Tyczy się to zarówno czasu wolnego - wybrać książkę czy blogi - ale i czasu kiedy muszę zrobić obiad i jednocześnie zająć się Bombelkiem itp. Źle mi z tym bo chciałabym mieć czas na wszystko....

4. Marzy mi się remont kuchni... Jednak u nas z kredytem ciężko bo Wu. ma póki co marną historię kredytową, ja nie mam pracy a na pieniążki z innego źródła nie ma co liczyć, no bo skąd... Ostatnio było już bardzo blisko do tego remontu ale się nie udało i z tym też mi źle.

5. Pomimo, że dzieciństwo wspominam na prawdę bardzo pozytywnie to jednak zawsze jak byłam mała to mówiłam sobie, że zrobię wszystko żeby moje dziecko miało lepiej niż ja. Czy mi się to udaje? Nie wiem. Mam nadzieję że tak.

6. Zawsze jak muszę coś wyprasować (a prasuję raczej tylko Bombelkowe ciuchy a z naszych to tylko takie na wyjście szczególne bo tak to mi się nie chce...) to bardzo długo się do tego zbieram. Nie lubię prasować. Dla mnie to strata czasu... :/

7. Szczerze nienawidzę kumpli mojego Wu. Najchętniej to wysłałabym ich w kosmos :)Uf. Udało się i chyba nie było tak źle. Nominuję tych którzy chcą bo sama nie wiem kto brał już udział a kto nie :)

Uf. Udało się i chyba nie było tak źle. Nominuję tych którzy chcą bo sama nie wiem kto brał już udział a kto nie :)


cholera coś mi się stało z czcionką i nie wiem o co chodzi i nie umiem tego zmienić... :/

czwartek, 20 grudnia 2012

Czy to się kiedyś skończy?

W sensie że porządki świąteczne? Już mam naprawdę dość. Właśnie skończyłam układać w szafie swojej bo ostatnio wyleciały wszystkie półki (chyba za dużo na nich było upchane już?) więc przy okazji część rzeczy poleciała do worka i czeka na wyniesienie do odpowiedniego kosza. Obiadek ugotowany. Czas wstawić pranie i pozbierać jedno z suszarki. Dziś biorę się za ciasto jedno, jutro sernik, w sobotę sprzątanie łazienek a w niedzielę lepimy pierożki, na poniedziałek zostanie tylko usmażenie rybki i świeta. No i w między czasie gdzieś tam w sobotę/niedzielę trzeba będzie zetrzeć jeszcze raz wszystkie kurze i zetrzeć wszystkie podłogi porządnie. Mały znosi to dzielnie - powiem więcej chętnie pomaga :) Mam więc zajęcie dla Niego. Bo zabawki są przecież nuuuudne... :)

Budżet przekroczył już w tym miesiącu wszelkie granice! Szok!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Szalona!

jest godzina 23:48 a ja właśnie skończyłam prasować całą stertę Bombelkowych ciuchów i oglądać "Tylko mnie kochaj" na którego końcówce zawsze ryczę. Zawsze, obojętnie który raz z kolei go oglądam... a było ich już kilkanaście :)

Mały poszedł spać o 21 a Wu. przed 22 pojechał do pracy. A ja zamiast położyć się i odpocząć to wzięłam się za zmywanie podług i prasowanie. Powiedzcie mi proszę, że ja jestem NORMALNA? :)

Dobranoc.! Bo padam na pyszczek. A do rana już tak niewiele godzin zostało...

piątek, 14 grudnia 2012

Pachnie świętami, brzmi wspomnieniami...

Leżę w pachnącej świeżej pościeli, uwielbiam ten zapach i zapach wlatującego do pokoju mroźnego powietrza zza okna...

Popełniłam dzisiaj pierwszego w swoim życiu piernika... teraz czeka na swój dzień czyli na święta. Pachniał obłędnie. Zarówno w trakcie przygotowania jak i zaraz po wyciągnięciu z pieca. Mieszanka cynamonu, goździków, gałki muszkatołowej, jałowca i czarnego pieprzu - mistrzostwo świata!

Bombelini śpi, Wu. właśnie wrócił z pracy, w uszach brzmi FOKUS...


Tak brzmiały nasze początki... wzięło mnie na wspomnienia... Pamiętam jak razem słuchaliśmy jego kawałków leżąc wtuleni w siebie w ciemnym pokoju... Liczyło się tylko to że mamy siebie obok. Dziś tak wiele się zmieniło, ale te rytmy wracają mi tamte chwile... potrzebuję ich... dają mi wiarę w to, że Wszystko Będzie Dobrze.... Musi.!

sobota, 1 grudnia 2012

Mały Mądrala!

Mój Mały Mądry Synuś! Dziś pierwszy raz SAM wszedł na krzesło. Przepraszam... najpierw mnie z niego zgonił, a dopiero później wszedł SAM na krzesło nie pozwalając mi go nawet trzymać :) Byłam w wielkim szoku! Jestem do teraz. A to dlatego, że krzesła są wyższe niż nasze łóżko, na które ma problem z wejściem ale jednak z krzesłem sobie świetnie poradził. Ciekawe czy jutro powtórzy swoje wyczyny? :)

Mówiłam już też, że z każdym dniem coraz więcej rozumie? Czasem siada w przedpokoju i wyciąga buty swoje albo moje i jak się go pytam co on chce to pokazuje mi na drzwi i macha "papa" rączką. Jak chce coś dostać to stoi i pokazuje na to paluszkiem i "gada" coś po swojemu. W większości rzeczy to tylko ja go rozumiem, no ale cóż poradzić - mama jest niezastąpiona :) Mała mądrala mi rośnie!

A czy mówiłam, że Wu. od tygodnia ma urlop? I jeszcze tydzień będzie w domu? A ja już mam dość...? Ehh.... masakra z tym moim chłopem.!
A i nie wiem czy Wam się chwaliłam, że tata w końcu dostał pracę? I on i ja jesteśmy mega szczęśliwi! Ja jestem z Niego dumna! Cieszę się, że chociaż z tym mu się udało!

A od dzisiaj zamierzam prowadzić domowy budżet :) Przez cały listopad pisałam sobie w zeszycie ile codziennie wydaję... wyszła naprawdę niezła sumka. Teraz mam zamiar zrobić to na kompie w trochę innej formie. Zobaczymy jak to wyjdzie :) W końcu ktoś musi kontrolować wydatki, bo inaczej przy naszych możliwościach to "z torbami byśmy poszli" :D hehe. Tak więc idę coś kombinować w "ukochanym" excelu...

wtorek, 27 listopada 2012

Jest lepiej

Czujemy się już znacznie lepiej. Mi się wydobrzało do końca, mały jeszcze trochę charczy noskiem ale już coraz mniej. Za to nasza "alergia pokarmowa" spędza nam sen z powiek... Odstawiliśmy dosłownie wszystko co może uczulać a plamy na skórze i tak zostały a nawet się powiększały momentami. Stwierdziłam więc, że to raczej nie od jedzenia... a teraz od czego? Jakieś pomysły? Płyn do prania? Czy może jeszcze co innego? Kąpiemy się od kilku dni w krochmalu, znaczy się mały się kąpie. Jest lepiej. Nie używamy żadnych kremów tylko jedyną diprobasę. Czyli tak naprawdę wazelinę i parafinę i widzę, że jest lepiej. Skóra mniej zaczerwieniona i jakby gładsza. Tylko szkoda że mały się tak drapie, że aż rozdrapuje jak nie zdążę zareagować... Jednak i z tym damy sobie radę.

Ostatnio zrobił się strasznie marudny i płaczliwy. A najlepsze albo najgorsze - zależy jak na to patrzeć - jest to, że najchętniej to wisiałby cały czas na cycu jak malutki miesięczny dzidzia i nic innego nie jadł. No ale jednak od czasu do czasu uda nam się zjeść coś "normalnego". Tyle, że kaszki chyba się przejadły. Hitem jest jajecznica - ale ileż można. No to teraz mi się chwalcie kochane - o ile jeszcze ktoś tu zagląda - co dajecie swoim pociechom do jedzenia? W sensie na obiad i kolację bo z obiadem jakoś sobie radzimy :)

A ja... chyba potrzebuję jakiejś zmiany, w pokoju? na blogu? gdziekolwiek? Coś muszę zrobić dla siebie i świata bo oszaleję. Monotonia i ponury humor mnie dopadł? No ale jakby inaczej skoro za oknem buro i ponuro i zero słońca?

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Potrzebuję... + dopisek

kopa. Tak dobrze widzicie. Kopa. Natychmiast. Żeby wziąć się w garść i zacząć wszystko ogarniać. W domu panuje artystyczny nieład. Ja sama siebie też nie mam ani czasu ani ochoty czasem ogarniać... Brak mi takiego kopa na rozpęd.
Postanowiłam, że już od dziś muszę się za to wziąć. Najwyższa pora to wszystko ogarnąć. A mianowicie: na ogródku przy domu jeżyny proszą się o zerwanie i straszą opadnięciem gdy nie zrobię tego jeszcze dziś. Podobnie maliny na działce. Działka woła o pomstę do nieba. Najwyższa pora skosić trawę (do tego muszę zagonić Wu. i teścia:) ) a po za tym czas też pozbierać to co wypadałoby już zebrać no i poplewić choć odrobinę. Ponad to do ogarnięcia na już jest łazienka, gdzie moje włosy można znaleźć wszędzie (choć mam wrażenie, że tylko mnie one przeszkadzają...) po za tym do umycia jeszcze przed urodzinami wszystkie okna, meble i każdy najmniejszy zakamarek gdzie czai się kurz... Wszystko aż prosi się o pożądne wyszorowanie...
No i wypadałoby samą siebie ogarnąć... włosy zafarbować, paznokcie i ręce do ładu doprowadzić... ah szkoda gadać. Pora się za to wszystko po prostu wziąć i przestać narzekać i marudzić. Czas zakasać rękawy i do dzieła bo chyba jeszcze dni kilka a zarośniemy kurzem :D
A tym czasem w środę jedziemy do pradziadków więc cały dzień po za domem... :)
Mam nadzieję, że odpocznę, nabiorę sił i jeszcze szybciej uda mi się wszystko ogarnąć :)
Zmykam bo mój Mały Potworek już wstał ... :)

dopisek. 22:50
Chyba Wasz internetowy kopniak podziałał :) Maliny i jeżyny pozrywane, a nawet robi się z nich już soczek na zimę :). Łazienka i kuchnia sprzątnięta, pokój ogarnięty, podłogi w całym domu zmyte a nawet pranie się poskładało i co niektóre rzeczy zostały potraktowane żelazkiem :) Teraz tylko zostałam do ogarnięcia ja sama - jednak dziś już brak sił totalny. Zaraz tylko szybki prysznic i lulu... a jutro ... jutro totalne odgruzowywanie siebie samej :) Będzie kąpiel, balsamowanie, manicure, pedicure i inne udziwniacze, żeby jakoś wyglądać w środę u pradziadków :) (znaczy się Bombla pradziadków a Wu. dziadków). Więc zmykam. Dobranoc kochane :)

piątek, 24 sierpnia 2012

Zły dzień...+ dopisek..

Bombel dzisiaj od rana buczy... o wszystko... bo książeczka nie taka, bo przy jedzeniu pilot nie ten, bo zabawki nudne, bo ubrać na spacer się nie chce, bo na spacerze kamyki są takie a nie inne, bo w końcu do domu trzeba wrócić, bo siedzieć mi się nie chce, leżeć też nie, a może mnie mamo ponosisz albo może już nie no i co by nie było to jest bee... teraz chwilę się zajął autkiem o którym Wam wcześniej pisałam, tym co dostał od Wu. siedzi w nim i bawi się pilotem który do tego autka jest... a ja już wymiękam dzisiaj. Mam dość...

Na dodatek jakiś podły humor, nic się nie chce, czuję się źle sama ze sobą, w swojej skórze, włosy mi wypadają, nie mam czasu pomalować paznokci, czuję się nieatrakcyjna i w ogóle to wszystkiego mam dość...

dopisek. 20:55
Bombel od pół godziny śpi. W końcu zapadła błoga cisza. Choć nie powiem, bo po popołudniowej drzemce wstał był już całkiem inny. Można się było pobawić, powygłupiać, całkiem inne dziecko jak się wyspał. Tak myślałam, że to o spanie chodzi bo rano wstał wcześniej niż zawsze i widać było że jakiś taki nie wyspany... Mam nadzieję, że jutro wstanie w lepszym humorze :)
A i mi było lepiej gdy On już nie płakał, tylko się przytulał, bo taki się przytulak z Niego zrobił teraz straszny i ciągle by się tylko przytulał. Kochany Mój. Teraz piję sobie herbatkę i odpoczywam... a zaraz chyba pójdę lulu bo padam dziś na pyszczek.... najwyżej jutro wcześniej zacznę dzień by wszystko ogarnąć...

sobota, 18 sierpnia 2012

o nominacji słów kilka...

Na wstępie chciałam podziękować czytaczom za ujawnienie się :). Cieszę się, że jesteście tu ze mną, gdy trzeba to wspieracie, gdy trzeba opierdzielicie a gdy trzeba lub nie to po prostu że jesteście :*

Zostałam już wytypowana przez A. oraz JMJ odznaczeniem Versatile Blogger, za co bardzo dziękuję :)

W zamian mam napisać 7 rzeczy których o mnie nie wiecie, więc... :
Uno: Mam tatuaż. Literkę "W" w miejscu dostępnym tylko dla Wu oczywiście. Zrobiona trzy tygodnie po tym jak się poznaliśmy z Wu. Dodatkowo moi rodzice o tym nie wiedzieli, mama dowiedziała się dopiero gdy była ze mną na badaniu podczas ciąży i przy usg zobaczyła, tata nie wiem czy wie do dziś (jeśli mama mu powiedziała to wie, jeśli nie to jest nieświadom:).)
Due: Bombeliński NIE BYŁ wpadką jak myślą co poniektórzy...  Niech cały świat się dowie: Bombel był moim świadomym wyborem! Może nie do końca wyborem Wu. Za to ja chciałam bardzo mieć dziecko, od pewnego czasu z Wu o tym rozmawialiśmy i on był zdania, że "chce ale jeszcze nie teraz". A ja postanowiłam, że WŁAŚNIE TERAZ W TYM MOMENCIE! I stało się... Wu. został "zgwałcony" ale nie miał nic przeciwko :) Chciał.! Nie jeden raz śmialiśmy się z tego, że niby go "zgwałciłam". Ale taka prawda. Chciałam, mam, jestem przeszczęśliwa w związku z tym. 
Tre: Gdy Wu. zaczął do mnie pisać a ja nie wiedziałam kto to, bo kompletnie nie kojarzyłam go z imienia i nazwiska nie chciałam z nim pisać... Dopiero gdy po jakimś miesiącu czy półtora wrzucił swoje fotki na nk ja się do Niego odezwałam, bo gdy zobaczyłam go na zdjęciach pomyślałam sobie "On MUSI być mój". No i jest aż do dziś :). Później mi to wypominał, że nie chciałam do niego pisać bo nie wiedziałam jak wygląda. 
Quatro: Nasz związek liczyliśmy od drugiego dnia kiedy się spotkaliśmy. Pierwszy raz widzieliśmy się 28 grudnia 2008 a związek liczymy od 29 grudnia 2008 roku. Wtedy spędziliśmy prawie cały dzień razem. Było siedzenie nad jeziorem, grzanie rączek pod Jego kurtką, ognisko rozpalone specjalnie dla mnie i dłuuugie pocałunki (przyznał się, że nie mógł mi się oprzeć:D ). Od tamtej pory nierozłączni (było tylko kilka dni przez te ponad trzy lata że się w ogóle nie widzieliśmy...)
Cinque: Przez swoich "chłopaków" straciłam dwie "przyjaciółki". Pierwszą przez mojego pierwszego "poważnego" chłopaka... a drugą przez... Wu. Tak, tak. Przez Wu. Nie pytajcie dlaczego wybrałam Wu. a nie przyjaźń bo to bardzo długa historia... Podobnie jak w tym pierwszym przypadku. 
Sei: Zawsze miałam "fisia" na punkcie zeszytów, książek i innych przyborów szkolnych. Zazwyczaj gdy zaczynały się wakacje to ja po dwóch tygodniach "tęskniłam" już za szkołą :D Uwielbiałam kupować zeszyty i książki. Podpisywać je i ... czytać! Tak, właśnie. Zazwyczaj zanim zaczął się wrzesień, większość książek szkolnych miałam już dobrze przejrzanych i wiedziałam gdzie co i jak. I nie żeby mnie ktoś do tego zmuszał. Ja tak sama z siebie. Nie wiem skąd mi się to brało.... Po prostu taka już jestem. A teraz... brakuje mi tego! Nie mogę już kupować książek ani zeszytów bo od września już nie będzie szkoły... aaa gdy to sobie uświadomiłam w serduchu poczułam lekkie ukłucie i ... smutek.!
Sette: Gdy kończyłam podstawówkę byłam na "zielonej szkole" we Włoszech. Północne Włochy. Te "lepsze", "bogatsze", "inteligentniejsze". Gdy zaczęły się wakacje pojechałam na dwa miesiące do ... WŁOCH. Do moich rodziców, którzy akurat tam pracowali wtedy obydwoje i chcieli dzieciom zafundować taką atrakcję. Były to dwa miesiące we Włoszech południowych. Tych "biedniejszych", "mafijnych". Wtedy pokochałam ten kraj całym sercem. Bardzo chciałabym tam wrócić. Włochy to długa historia na osobną notkę. Uwielbiam sobie przypominać ten czas kiedy tam byłam i bardzo żałuję, że mam stamtąd tylko kilka zdjęć. Cała reszta jest w pamięci... Kocham ten kraj, język, tamtejsze obyczaje, jedzenie no wszystko, wszystko.... Stąd też "odliczanie" po włosku :) 

Za pewne znalazło by się jeszcze kilka rzeczy ale coś muszę zostawić w zanadrzu, żeby móc Was zaskoczyć jeszcze innym razem ;) Teraz nominuję: NiebieskąBajkęKatięKarolcięŻabkęIną oraz Siksowną no i wszystkich, którzy chcą się w to bawić :* 

Na dziś to chyba starczy bo i tak macie co czytać ;) Już niedługo obiecuję naskrobać tu kilka słów o Bombelku i kilku innych sprawach bo trochę się widzę tego nazbierało :) :*

czwartek, 16 sierpnia 2012

Liczymy się.

Kochane i Kochani(choć takowych pewnie nie ma?), ogromną prośbę do Was mam. Zarówno tych komentujących regularnie jak i nie a także do tych którzy tylko poczytują a się nie ujawniają. Proszę żebyście pod tym postem zostawili mi wszyscy namiary swoje, lub chociaż znak, że jesteście i czytacie. Będzie mi bardzo miło i będę bardzo wdzięczna za choćby słówko czy uśmiech :)  Pozdrawiam!

ps. Dziś Bombini kończy 11 miesięcy... jak to zleciało. Jeszcze miesiąc i będziemy świętować roczek. Czas pędzi jak szalony... Wkrótce będzie też notka o jedenasto-miesięcznym Bombelku.

wtorek, 14 sierpnia 2012

cierpliwości...

trzeba mi cierpliwości... bo moja momentami jest na skraju wyczerpania a ja sama mam ochotę stanąć na uszach i klasnąć rzęsami.!

eh. Życie Matki Polki bywa okrutne. Szczególnie gdy po raz kolejny mówisz "nie wolno" a Twoje Ukochane Jedyne Najcudowniejsze Dziecię wpada w szał i płacze tak, że ani tłumaczenie, ani noszenie na rękach, ani zabawianie, ani całowanie, ani śpiewanie, tańczenie a nawet pozostawienie samemu sobie nie daje ŻADNYCH efektów. ŻADNYCH. Dopiero jakieś COŚ się musi w główce poprzestawiać i wtedy nagle cisza... a po minucie uśmiech od ucha do ucha i zaciesz. Takie zmienne nastroje to miewa ostatnio Nasz Synuś. A mama dostaje na głowę momentami bo nie wie co ma zrobić, żeby dobrze było Bomelkowi i jej samej też.

A swoją drogą to zauważyłam, że Bomelkowi na spacerach coraz mniej potrzebny jest wózek, najlepiej i najchętniej to na nóżkach wszędzie i najlepiej byleby blisko placu zabaw. Nasze Dziecię uwielbia bowiem spędzać czas na świeżym powietrzu a gdy tylko jesteśmy w domu na choćby pół godziny to On będzie stał pod oknem, przesuwał kwiatki, krzyczał do okna i płakał albo stał pod drzwiami i krzyczał oraz bawił się łańcuszkiem. Obydwie te rzeczy sugerują bardzo dosadnie "JA CHCĘ NA PODWÓRKO.!!!"

I takie to ostatnio życie Matki Polki, którą od prawie 11 miesięcy stałam się w zupełności...

piątek, 10 sierpnia 2012

O spaniu, zakupach i wypadku

Jakoś brak mi ostatnio weny, chęci i natchnienia... wszystko mnie złości... czyżby znowu pms? eh. możliwe....

Bombelini faktycznie przestawił się już na jedną drzemkę w ciągu dnia. Wstaje rano po 7 koło 8. Rozrabiamy, idziemy na spacer, jemy oczywiście, bo Bombel teraz pochłania wszystko co mu w rączki wpadnie, a gdy już się wystarczająco zmęczymy obydwoje to On pada spać (zazwyczaj jakoś koło 12 albo parę minut po.) a mamuśka ma ok. 2 godzin na sprzątanie, zrobienie obiadu i jeśli starczy czasu na chwilę dla siebie. Później jest obiadek, zabawa, spacer, kolacja, kompanie, zabawa (ale już taka spokojniejsza), cycuś i z reguły koło 21 jest już w łóżeczku. Wtedy ja mogę sobie spokojnie usiąść i zrobić cokolwiek wiedząc, że przebudzi się tylko na karmienie i będzie spał dalej... Ostatnio jednak przez parę dni był problem bo zasypiał i budził się po ok. godzinie ze straszym płaczem i nie można go było uspokoić... jakieś pomysły na powód takiego zachowania? Tak dzisiaj myślałam i myślałam i wymyśliłam, że to może dlatego, że śpi tylko raz i za dużo wrażeń w dzień? Sama już nie wiem.

Dziś nabyliśmy też kolejną parę bucików. Jesteśmy bogatsi o nowe śliczne adidaski dla Bombeliniego. Białe z niebieskimi noskami i żółto-zielonymi wstawkami. Na cylepiec :) Buciki w sam raz na chłodniejsze deszczowe dni, których ostatnio nam pod dostatkiem no i mam nadzieję, że będą w sam raz na jesienne słoneczne dni. Musimy się też chyba zaopatrzyć w kalosze :) Bombel już wszędzie gdzie tylko może to śmiga. Co prawda na spacerkach za rączkę, i tylko parę kroczków pozwalam mu zrobić samemu (tak, boję się, że się wywróci i jako nadopiekuńcza mamuśka nie chcę do tego dopuścić:) ).
Tym bardziej, że ostatnio Bombel wyciął mi i mojemu tacie (czyt.dziadkowi) numer... a mianowicie byliśmy razem w jednym z supermarketów na zakupach. Tato wziął wózek ale z racji tego, że szybko zaczął się zapełniać produktami to postanowił, że przecież skoro Kacperek już chodzi, to może trzymać się wózka (mówie oczywiście o tym sklepowym:) )no i tak też zrobił, chwilę później gdy my staliśmy przy regale z jogurtami i zaabsorbowaliśmy się tym jakie by tu wybrać dosłownie przez sekundę odwróciliśmy wzrok od Kacpra i wózka a gdy spowrotem popatrzyliśmy na wózek - Kacpra nie ma. Patrzymy a on idzie sobie środkiem ścieżki między regałami zadowolony i jak nas zobaczył to jeszcze przyśpieszył kroczku ale szybko Go złapałam :) Na szczęście oddalił się tylko na dwa moje kroki od wózka więc był cały czas w zasięgu ręki. Dobrze, że sklep był prawie pusty i że Bombel się do regałów nie dopadł bo było by jeszcze "weselej". :)

Takie to nasze życie z Bombelkiem. Wesołe. On potrafi każdemu poprawić humor.
Kocham tego Mojego Bombelka nad życie!


ps. a wczoraj schodząc ze schodów z Kacprem na rękach spadłam z dwóch ostatnich schodków. Nie wiem jak ja to zrobiłam, patrzyłam na Niego chyba i mi się noga jakoś podwinęła... Jemu nic się nie stało, bo jak leciałam to zdążyłam go sobą zasłonić żeby się nigdzie nie uderzył i On spadł na mnie, za to ja tak krzywo stanęłam, że nie mogłam wstać a później cały wieczór, noc i dzisiaj boli mnie noga. Kostkę mam jakąś większą chyba (tak mi się wydaje) i choć nie jest opuchnięta to boli. Boję się, żeby mi się tam nic nie narobiło :( I w tym całym zdarzeniu to cieszę się tylko, że Kacprowi nic się nie stało...

wtorek, 7 sierpnia 2012

tydzień... 7 dni... 168 godzin i aż 10080minut...

minął tydzień odkąd byłam tu po raz ostatni. Tydzień w którym było zarówno bardzo wiele chwil tych smutnych jak i tych wesołych i szczęśliwych. Tych drugich to w większości za sprawą Bombelka. To On przyprawia o uśmiech i nie pozwala mu schodzić z twarzy. 

Przez tydzień czasu zauważyłam naprawdę wiele zmian w Jego zachowaniu. Czyżby przechodził jakiś "skok rozwojowy"? :) Po domu śmiga już bardzo sprawnie. Do tej pory za każdym razem jak chciał się obrócić to zaliczał pac na pupę. Teraz obraca się jak chce i idzie dalej nie zważając na leżące pod nogami zabawki, porozrzucane spinacze do bielizny, książki, smoczki itp. :) Ponadto coraz sprawniej idzie mu picie z kubka niekapka. Do tej pory gryzł tylko ustnik i nawet gdy przechylało mu się butelkę to nie bardzo wiedział jak to zrobić żeby tam coś poleciało. Teraz potrafi już ładnie pić choć czasem zapomina się, że trzeba dać kubeczek rączkami do góry i trzeba mu go podtrzymać żeby się napił. Dopomina się o rzeczy, które leżą np. na komodzie, stole lub ladzie w kuchni - próbuje się na nie wspinać :) tak, tak... podchodzi do mebli, wyciąga rączki do góry i piszczy albo "gada" tak długo aż ktoś w końcu albo coś mu da stamtąd a najlepiej to podniesie Jego by mógł sam wziąć sobie upragnioną rzecz o którą tak się upominał. A i tak najbardziej rozbrajający jest wtedy gdy podchodzi do parapetu, wyciąga rączkę do kwiatków, patrzy na mnie lub Wu., my wtedy mówimy, że nie wolno i kręcimy głową i On kręci główką, że "nie" i z rozbrajającym uśmiechem dalej chce przesuwać kwiatki :) 

Ponad to ostatnimi czasy chyba próbuje się przestawić na jedno spanie w ciągu dnia. Dziś się udało, spał od 12 do prawie 14 i później zasnął dopiero po 20. W nocy jednak się budzi jeszcze dość często... za często... no ale cóż. I wczoraj przeszedł samego siebie... bo chciałam żeby też po jednym spaniu w południe położył się wieczorem koło 19-20 ale nie, nie wytrzymał i padł o 18:30 i miałam nadzieję, że może jednak już prześpi noc (z pobudkami oczywiście, ale w sensie że będzie się wybudzał tylko na karmienie) a On zrobił sobie pół godzinną drzemkę, po czym nie chciał cyca, wstał pełen werwy i energi i wojował ze mną i z moim tatą prawie do północy (Wu. był w pracy, żeby nie było, że się synem nie interesował, po prostu go nie było). Dziś spał do 8:30 i może dlatego też później udało się zaliczyć tylko jedną drzemkę. Zobaczymy jak to dalej pójdzie z tymi drzemkami w dzień...

A co do przykrych spraw sprzed tygodnia... nie będę o tym pisać tutaj. Smutki są w innym miejscu w sieci. Tym najbardziej zaufanym wysłałam zaproszenie mam nadzieję, że nie pomijając nikogo... kto nie dostał, proszę o wybaczenie ale wysyłałam tylko osobom, z którymi mam dość dobry kontakt i z którymi w blogowym świecie znam się już trochę dłużej... 
Dlatego też zachęcam do komentowania, bo może gdy bardziej Was poznam i wiem, że mogę zaufać to wyślę kolejne zaproszenia...? 

Aha i trochę na moje usprawiedliwienie: u Was jestem na bieżąco. Czytam. Jednak ostatnie dni pochłonęły całą moją energię i nie miałam głowy do komentowania. Postaram się nadrobić. Całuję Was kochane!

wtorek, 31 lipca 2012

Cytrynowy torcik, spacer i małe sprostowanie.

 Wczoraj mnie naszło... znów dorwałam się w kuchni do słodkiego... nie było mnie z półtora godziny. Półtora godziny sama z tym wszystkim... kręciłam, gotowałam, studziłam, mieszałam, gniotłam, kroiłam itd. Wyszło to co wyszło... czyli to co prezentuje się na zdjęciach. Mega duże, mega pyszne.! I wcale nie mega słodkie. Bo to cytrynowiec tylko że w tortownicy :) dlatego taki duży. A drugie cacko to zwykły placek jogurtowy ze śliwkami. Też pychota, najlepszy był jeszcze wieczorem na ciepło.

A tak po za tym to chciałam Was zabrać troszkę do naszego miasteczka...  Pokazać kilka miejsc, które bardzo często z Bomblem odwiedzamy. I po kolei: jest fontanna w parku, koło jednej z firm w naszym mieście, jest park z placem zabaw i drugą fontanną niestety nieodremontowaną i niszczeje sobie a mogłaby być naprawdę piękna... Na głównym zdjęciu jest chyba największe, najstarsze i najgrubsze drzewo w naszym mieście. Później rynek, ratusz i plac zabaw koło naszego domu, z którego Bombel mógłby najzwyczajniej w świecie nie wychodzić. Uwielbia się huśtać, zjeżdżać na ślizgawce, siedzieć na koniku i wszędzie ciągnie mamę za rękaw i ma przy tym multum frajdy (a przy okazji mama też widząc Jego radość:) ).

***
I chciałam jeszcze słówko co do ostatniego postu. To nie jest tak, że ja Go nie kocham albo, że wyszłam za Niego tylko dlatego, że pojawił się dzidziuś. Kocham Go. Chcę z Nim być do końca życia. Jednak to nie zmienia faktu, że jest kilka rzeczy, które mnie totalnie wkurzają w Nim. Są to rzeczy, które wyniósł ze swojego rodzinnego domu. Niestety taka jest smutna prawda. On sam sobie nie chce się czasem przyznać do tego, że jest mu przykro z powodu tego jakie miał dzieciństwo... Ciężko rozmawiać z Nim o tym co czuje, a ja wiem, że to jest spowodowane tym co przeszedł gdy był mały. Pomału się zmienia. W końcu może uda nam się wyjść razem na prostą bo i tak już razem dużo osiągnęliśmy. Jednak to wciąż nie jest to o czym marzę i stąd ta notka.

piątek, 27 lipca 2012

o spaniu i zabawie

kochane jestem w ciężkim szoku! Przed chwilą mój "mami cycuś" usnął po raz pierwszy mi na rękach bez cycucha. I to nie żebym Go nosiła, kołysała czy inne temu podobne! Wykąpałam go, do wanny wrzuciliśmy z Wu. mnóstwo zabawek więc (również po raz pierwszy od dłuższego czasu;) ) Bombel nam nie wstawał w wannie tylko siedział bawił się i dał się ładnie grzecznie umyć, nawet główkę! A później się wycieraliśmy, kremowaliśmy nawet wysuszyliśmy główkę i wzięłam go na kolana, przytuliłam, wzięłam książeczkę i zaczęłam czytać bajki. Przeczytałam dwie. A mój Bombel pozwijany u mnie na kolanach, przytulony, śpi. Delikatnie odłożyłam go do łóżeczka. Zobaczymy jak długo pośpi... Marzy mi się przespana nocka :) heh.

A dzisiaj powiem Wam, że zmiany na placu zabaw, zmiany. W końcu były jakieś dzieci. I nawet była dziewczynka w wieku podobnym do Kacperka, bo tylko 3miesiące starsza. Siedziała na huśtawce jak przyszyliśmy i dziadek ją huśtał a Bombel jak nigdy prawie, że w bieg bo placu zabaw za rączkę oczywiście. I do Niej. Podeszliśmy na bezpieczną odległość i usiedliśmy na huśtawce obok. A oni jak zaczarowani. On zerkał na Nią, a Ona na Niego. Później każde bawiło się osobno, ale co chwila na siebie zerkali ;) A na sam koniec Bombini usiadł na środku placu zabaw (cały plac jest wysypany piaskiem) i bawił się piaskiem, rączkami, nawet próbował jeść kamyki na co oczywiście mu nie pozwoliliśmy. Ja bawiłam się razem z Nim :) Frajdy co nie miara. A najlepsze jest to, że nie chciał później iść do domu! I musieliśmy go wziąć na ręce żeby wyjść z tego placu zabaw :)

a teraz piję sobie kawę zbożową i zajadam się ciastkami! ah. chwilo trwaj :) tego mi brakowało ostatnio...

czwartek, 26 lipca 2012

o pustym placu zabaw i cieście z cukini

Ja nie rozumiem jak to możliwe... WAKACJE a plac zabaw pusty! Ani żywej duszy! Co prawda rano spotkaliśmy po raz pierwszy prawie, że rówieśnika Kacpra ale to tylko jeden jedyny raz odkąd chodzimy na ten plac zabaw. To w sumie taka daleka, daleka "rodzina", Bo mojego chrzestnego syna żonę z synem właśnie. Jest od Kacperka o 6miesięcy starszy. Widzieli się pierwszy raz. Stanęli naprzeciw siebie i żaden nie odważył się cokolwiek zrobić. Stali tak i patrzyli na siebie :). Szkoda, że musieliśmy iść tak szybko no ale cóż może jeszcze się kiedyś spotkamy na tym placu zabaw. A tak w ogóle to dziwię się na prawdę bo jak to tak w wakacje pusty plac zabaw... No i żałuję bardzo że nie znam mamusiek z dzieciaczkami w wieku Kacperka bo bardzo chciałabym żeby miał on jakiś kontakt z innymi dziećmi, bo jak słyszy na podwórku jakieś starsze to krzyczy po swojemu do nich i widzę że chciałby iść ale to tak tylko w domu się rwie i krzyczy pod oknem a jak przyjdzie co do czego to tak nieufnie i ostrożnie podchodzi. Chciałabym zobaczyć jak się bawi z kimś w swoim wieku :) Musieliby wyglądać wtedy super! Mam nadzieję że może się uda?. 

Dziś Kacperski po wczorajszej wojaży już prawie nie ma śladu no i na pewno już nie pamięta wywrotki bo szaleje dalej nie zważając na nic. Puszcza się i wędruje sobie sam coraz odważniej. Fajnie mu to wychodzi, oby tylko nie nabił sobie gdzieś znowu guza. Teraz już śpi. W poprzek łóżeczka. Jak na niego patrzę to mi się moje zdjęcia z dzieciństwa przypominają bo ja też spałam w poprzek łóżka :D 

A na dodatek powiem Wam, że pierwszy raz odważyłam się zrobić ciasto z cukini. Cynamonowe ciasto z cukini. Wyszło bardzo słodkie. No ale całkiem niezłe w smaku. I znika. Więc chyba jest dobre :)

środa, 25 lipca 2012

o marudnym Bombelku... + dopisek o śliwce

Od trzech dni trwa szkoła przetrwania. Bombel rano budzi się z płaczem, przebrać źle bo płacz, ale nie przebrać też źle bo pupa mokra. Ubrać się w cokolwiek to tragedia. Zjeść coś jeszcze gorzej, bo nie chce nic, tylko cycek ale czasem i cycek jest już be bo widzę że chciałby coś więcej zjeść a jak chcę mu to dać to jest płacz. Siedzenie w domu i zabawianie mija się wogóle z celem bo kończy się na wiecznym noszeniu na rękach a ja już nie mam siły go nosić niestety... Waży już sporo... bo 12kg. Jedynym naszym ratunkiem jest spacer... o ile Bombel nie zgłodnieje albo nie zrobi się śpiący bo wtedy i spacer to jedno wielkie nieporozumienie. Wczoraj już kompletnie nie miałam siły. Płakał on, płakałam ja i obydwoje byliśmy u kresu wytrzymania chyba...

Dziś jest ciut lepiej. Ja chyba się musiałam wypłakać. Dziś wstałam z innym nastawieniem. Muszę się ogarnąć. Bo ostatnie dni pełne były nieporozumień z innymi i nawet ze sobą samą. Momentami nie wiedziałam co ja sama od siebie chcę. Zmienne nastroje coś ostatnio miewam. Wczorajsze miłe zakończenie dnia może dziś trochę pomaga, jednak jak to mówią "nie chwal dnia przed zachodem słońca". Póki co Bombel śpi. Ja odpoczywam by zbierać siły na wieczór i wytrwać do Jego pójścia spać. Damy radę. Kilka głębokich wdechów i musi być lepiej.

Dopisek. 22:10 Ehh. Bombel próbując dzisiaj przejść od krzesła przy biurku do kanapy, nie wymierzył i niestety ale zamiast upaść jak zawsze na pupę to poleciał do przodu uderzył się czułkiem w kanapę. I to niestety nie w to miękkie tylko akurat w deskę... Płaczu było co niemiara... Na czole pierwsza mega śliwa. A ja aż zamarłam jak zobaczyłam, że "nie doszedł" i nie byłam w stanie go złapać... Zła jestem na siebie, że szok. Choć wiem, że niektórych rzeczy się nie da uniknąć... A co w tym wszystkim najgorsze, że jak już przestał płakać to dalej był mega odważny i po 5 minutach próbował zrobić dokładnie to samo. Później chodziłam z nim do końca dnia wszędzie trzymając za rączkę żeby nie upadł. Po 15 minutach już całkiem nie pamiętał, ale zamiast iść na plac zabaw i spacer to byliśmy w domku... Teraz już śpi. Oby jutro śliwa była mniejsza bo jeszcze powiedzą że ja dziecko w domu biję czy coś... Masakra! Pierwsze siniaki to jak widać nie tylko przeżycie dla dziecka ale i mega strach, obawa i lęk matki. Oby ich  było jak najmniej. Choć wiem, że u chłopaków to nieuniknione (u dziewczyn też, wiem sama po sobie ale jakoś u chłopaków zawsze ich więcej?)

niedziela, 22 lipca 2012

o kulinarnym grzechu, spacerkach i urodzinowych przemyśleniach

Obudziłam się rano i usłyszałam stukające o parapet krople deszczu... i tak stukało do południa... przez co postanowiłam popełnić kolejny kulinarny grzech... ciasto z kokosowo-orzechową masą budyniową przełożone powidłami porzeczkowymi i cytrynową pianką na biszkopcie... Po zjedzeniu kawałka świat odrazu się rozchmurzył i teraz czekam aż Bombel wstanie z poobiedniej drzemki by można było iść na spacerek, mam nadzieję, że się uda i że nie będzie padać. Za oknem zimno ale przejść się można a nawet trzeba bo ileż można siedzieć w domu.
Wu. w pracy. Mnie "łamie" spanie, ale nie będę się kładła skoro pewnie za niedługo obudzi się Bombelini. Coraz więcej i coraz częściej odważa się chodzić sam po domku. Z pokoju do pokoju już rzadko kiedy noszę Go na rękach bo zwyczajnie nie mam już siły, więc biorę go za rączkę i tak pomalutku sobie chodzimy po domku. W kuchni najwięcej próbuje sam bo zawsze coś go zaciekawi albo chce coś dostać i tak kombinuje żeby łazić wszerz i wzdłuż sam. Na spacerkach też próbujemy chociaż kawałeczek się przejść na nóżkach, bo nie wiem czy wspominałam gdzieś, że nabyliśmy pierwsze w życiu sandałki i Bombel od piątku śmiga w nich na spacerki, w końcu nie jeździ w samych skarpetkach, no i można Go gdzieniegdzie puścić, żeby postał albo ewentualnie spróbował zrobić parę kroczków.
Po za tym zaczynam zastanawiać się jak zrobić roczek połączony z urodzinami mojego taty... Ludzi będzie chyba z 20 o ile wszyscy o których myślimy się zjawią... A ja wszystko znów będę musiała przygotować i posprzątać sama bo moja mama w środę jedzie do Niemiec i wraca dokładnie w urodziny ich. Taty o pomoc w przygotowaniach do Jego urodzin prosić nie będę a Wu. pewnie jak ja będę akurat coś robić to będzie miał tak zmiany poustawiane, że nic z tej Jego pomocy nie wyjdzie... no ciekawe. Może chociaż teściowa się zainteresuje w końcu? Choć szczerze mówiąc i na to nie liczę... Ale co tam. Dam radę! :)

środa, 18 lipca 2012

Jakoś ciężko...

...jest mi tu ostatnio pisać. W głowie mam zbyt wiele myśli. Nie mogę dogadać się z Wu. Cieżko dogadać się z rodzicami. Na dodatek po nocach śni mi się coś co doświadczyłam tylko ja, ani Wu., ani rodziców przy mnie w tym momencie nie było. Byli chwilkę po całym zdarzeniu, ale nie w tym najgorszym momencie. To chwila której nie zapomnę do końca życia. Bardzo przykra chwila. Dotycząca bliskiej osoby. Teraz już jej nie ma. To wszystko mnie przytłacza. Nie potrafię się oderwać od tego wszystkiego. Z każdym się kłócę, wszystko mnie drażni. Do tego wszystkiego to "ten czas" w miesiącu. Eh...

Jedynym plusem jest uśmiech Brzdąca. Nic więcej. Tylko on potrafi mnie od tego wszystkiego na moment odciągnąć swoją zabawą i śmiechem.


ps. Lesli jeżeli mnie jeszcze od czasu do czasu czytasz to czy mogę prosić o zaproszenie do czytania Twojego bloga? Ostatnio czytałam ale coś się pogubiłam w tym co się działo u Ciebie na blogu... jakieś problemy? A teraz nie mam dostępu :(

środa, 11 lipca 2012

Tour de pologne

tak, tak jechali dziś przez nasze miasto. Mam kilka zdjęć bo oglądaliśmy wszystko z Bomblem (w sensie ja, Bombel i moja mama) ale niestety na telefonie bo aparatu raz że zapomniałam to jeszcze miałam rozładowane baterie... eh. Jak mi się uda znaleźć kabel i zgrać fotki to Wam się pochwalimy. A tymczasem zmykam. Padam na pyszczek dziś.