No i stało się nieuniknione : Jagoda i Agata wytypowały mnie do zabawy. No więc dowiecie się kolejnych 7 faktów z mego życia (jakby te 100 było mało:P ). Ciężko mi coś wymyślić ale się postaram... A teraz:
Zasady zabawy:
-podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
-pokazać nagrodę na swoim blogu
-ujawnić 7 faktów o sobie lub swoim życiu
-nominować kolejne 15 blogów, które na to zasługują
-poinformować blogerów o nominacji.
Podziekować już podziękowałam, nagrodę pokazuję, teraz czas się trochę uzewnętrznić, choć z tym właśnie największy problem, ale do dzieła:
1. Codziennie "pracuję" nad swoją cierpliwością. Przeważnie całe dnie z Bombelkiem spędzam sama a to czasami nieźle daje "w kość". Jednak jeśli chodzi o moją cierpliwość do Wu. to jest bardzo ograniczona :)
2.Nie lubię się spóźniać i nie lubię jak ktoś się spóźnia. Wolę być 5 minut za wcześnie niż 1 minutę za późno.
3. Czasem "walczę" sama ze sobą o to co mam robić w danej chwili. Tyczy się to zarówno czasu wolnego - wybrać książkę czy blogi - ale i czasu kiedy muszę zrobić obiad i jednocześnie zająć się Bombelkiem itp. Źle mi z tym bo chciałabym mieć czas na wszystko....
4. Marzy mi się remont kuchni... Jednak u nas z kredytem ciężko bo Wu. ma póki co marną historię kredytową, ja nie mam pracy a na pieniążki z innego źródła nie ma co liczyć, no bo skąd... Ostatnio było już bardzo blisko do tego remontu ale się nie udało i z tym też mi źle.
5. Pomimo, że dzieciństwo wspominam na prawdę bardzo pozytywnie to jednak zawsze jak byłam mała to mówiłam sobie, że zrobię wszystko żeby moje dziecko miało lepiej niż ja. Czy mi się to udaje? Nie wiem. Mam nadzieję że tak.
6. Zawsze jak muszę coś wyprasować (a prasuję raczej tylko Bombelkowe ciuchy a z naszych to tylko takie na wyjście szczególne bo tak to mi się nie chce...) to bardzo długo się do tego zbieram. Nie lubię prasować. Dla mnie to strata czasu... :/
7. Szczerze nienawidzę kumpli mojego Wu. Najchętniej to wysłałabym ich w kosmos :)Uf. Udało się i chyba nie było tak źle. Nominuję tych którzy chcą bo sama nie wiem kto brał już udział a kto nie :)
Uf. Udało się i chyba nie było tak źle. Nominuję tych którzy chcą bo sama nie wiem kto brał już udział a kto nie :)
cholera coś mi się stało z czcionką i nie wiem o co chodzi i nie umiem tego zmienić... :/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 stycznia 2013
środa, 23 stycznia 2013
W stu punktach o...
Najpierw znalazłam taki tekst u Joasi, później u kolejnej blogowiczki i kolejnej i kolejnej (sama już nie wiem jaka była kolejność, wiem, że pierwsza na pewno była Joasia:) ).Pomyślałam, że sama spróbuję. Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie, więc do dzieła....
1. W końcu znalazłam dziś chwilę dla siebie. Po na prawdę męczącym dniu, wzięłam gorący prysznic, pomalowałam paznokcie, objadłam się popcornem a później jeszcze wsunęłam musli. Teraz leżę na kanapie i klepię w laptopka a Wu. obok ogląda jakieś filmy.
2. Zawsze chciałam zapuszczać paznokcie i nigdy mi się nie udawało bo się rozdwajały. Ostatnio(czyt.odkąd Kacper jest na świecie) dałam sobie spokój bo Bombel i nie chciałam go podrapać ale jakoś tak... same się później zapuściły i teraz mam mega długie i mocne paznokcie! Aż w szoku jestem.
3. Z tej okazji staram się je malować w ładne kolorki i ostatnio coraz częściej rozglądam się za nowymi lakierami.
4. Co do paznokci jeszcze to tylko RAZ w życiu miałam tipsy - nigdy więcej :)
5. UWIELBIAM jeść. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale ostatnio chyba za mało się ruszam... przytyło mi się troszkę.
6. Pora by coś z tym zrobić i zacząć więcej się ruszać.
7. Tylko jak skoro ja nienawidzę sportu... co najwyżej spacery. To tak. Na spacery to mogę chodzić kilometrowe i wciąż mi mało. Jednak ostatnio mrozy a Mały po godzinie zaczyna marudzić i trzeba wracać do domu.
8. Marzy mi się zakup nowej spacerówki dla Bombelka. O takiej. W kolorze turkusowym lub czerwonym. Zastanawiam się tylko czy to dobry pomysł.?
9. Jak zawsze kochałam zimę, tak teraz... czekam wiosny!
10. Śmiem twierdzić, że wtedy zaczniemy z Bombelinim chodzić na działkę i przegonimy nudę. Czasem już brak mi pomysłów co mamy robić w domu.
11. Jestem Kurą Domową :) heh. Gotuję, sprzątam, piorę, zajmuję się Dzieckiem, no i co tam jeszcze można sobie wymyślić.
12. Marzyło mi się bycie perfekcyjną kurą domu ale coraz częściej stwierdzam, że się NIE DA.
13. Z każdym dniem coraz mocniej kocham tego mojego synka. Zresztą od samego początku tak jest, odkąd tylko pomyślałam, że chcę mieć dzidziusia.
14. Zawsze uwielbiałam zapach farby, rozpuszczalnika i podobnych cudawianków jak np. zmywacza do paznocki!
15. Nie lubię za to zapachu benzyny i po dłuższej chwili na CPN-ie zatykam nosa :)
16. Z Wu. poznałam się przez jego kumpla, na początku długo nie chciałam się z Nim spotkać bo kompletnie nie kojarzyłam jak On wygląda.
17. Jednak jak zobaczyłam go to stwierdziłam, że On musi być mój :) I tak się stało.
18. Zawsze marzyłam o prawku i gdy w końcu udało mi się je zdać (za 3razem) to mogłam spędzać całe dnie w aucie. Uwielbiam jeździć autem.
19. Gdy już miałam prawko ale jeszcze nie byłam w ciąży to jeździłam bardzo szybko i ryzykownie, parę razy niewiele brakło bym znalazła się w rowie ale jednak zawsze umiałam się "wybronić".
20. Odkąd Bombel jest na świecie, jeżdżę ostrożniej, już nie mówiąc o tym, gdy jeżdżę z Nim.
21. Skończyłam technikum budowlane. W klasie było nas raptem 6 w pierwszej klasie. Co roku "odpadała" jedna - będąc w ciąży :) W 4klasie było nas trzy - ja się utrzymałam bo nie zrezygnowałam ze szkoły gdy dowiedziałam się o ciąży i chciałam skończyć szkołę.
22. Udało się i takim oto sposobem, zostałam Mamą, zdałam maturę i co więcej zdałam egzamin zawodowy. Z tego powodu jestem z siebie naprawdę dumna.
23. Zawsze byłam córeczką tatusia, tak jest do tej pory.
24. Gdy mój tata dowiedział się o ciąży, był "nie w sosie", nie odzywał się do mnie dwa dni - to były najtrudniejsze dni w moim życiu.
25. Zawsze liczyłam się ze zdaniem swojego taty. Był dla mnie najlepszym tatą jakiego sobie mogłam i mogę wymyślić, zawsze mogę na Niego liczyć. Z wyjazdów za granicę zrezygnował tylko On i postanowił "ratować rodzinę". Bardzo wiele mi to daje, bo w dzieciństwie moi rodzice bardzo często wyjeżdżali a ja zostawałam z bratem i babcią.
26. Od 5 klasy podstawówki do końca gimnazjum, czyli w okresie gdy najbardziej potrzebowałam rodziców, Oni niestety byli za granicą. Wtedy się cieszyłam bo brat na więcej mi pozwalał, teraz żałuję, że wtedy ich nie było i nie mieli zbytniej możliwości żeby "kontrolować" moje wychodne, itp.
27. Nigdy nie spałam u żadnej koleżanki, ani u żadnego ze swoich chłopaków. Takich sytuacji było może tylko ze dwie trzy. Gdy byłam na weselu z moim byłym to wtedy był raz i raz gdy niby byłam z Wu. "na domkach" letniskowych a tak naprawdę byliśmy pod namiotami razem...
28.Ostatnimi czasy codziennie w moim domu goszczą zupy - a to za sprawką tego, że Bombel stał się ich prawdziwym smakoszem. Najlepsze są te z makaronem oczywiście.
29. Z początkiem roku zaczęłam zbierać pieniążki do skarbonki.
30. Tym razem jednak do takiej co nie ma od spodu "wejścia", żeby nie wybierać z niej, tylko poczekać aż uzbieram całą :)
31. Uwielbiam wszelkie papierowe bzdety - kalendarze, notatniki, zeszyty - gdy jeszcze chodziłam do szkoły to często wymieniałam zeszyty bo np. jakiś już mi się znudził.
32. Uwielbiam też ładne długopisy.
33. W przedszkolu jako pierwsza pisałam piórem.
34. Jednak szybko przerzuciłam się na długopis...
35. Marzy mi się jednak jakieś ładne pióro żeby zacząć nim pisać.... podpis piórem bardziej mi się podoba niż ten długopisem...
36. Zaczynam mieć problem z tym co tu by napisać...
37. Zbieram pocztówki
38. Ale nie takie co sama sobie kupię, tylko takie co dostanę od kogoś.
39. Dlatego też mam swój profil na postcrossing
40. Nie mam za to profilu na nk, facebooku ani innym tym podobnym badziewiu.
41. Mam podwójne nazwisko :)
42. Bombel jest moim oczkiem w głowie
43. Marzy mi się podróż do Włoch.
44. Gdy moi rodzice pracowali we Włoszech miałam okazję spędzić tam 2 miesiące wakacji.
45. Były to najwspanialsze i niezapomniane wakacje w moim życiu.
46. Nie mam przyjaciółki
47. Miałam dwie, jednak obie straciłam przez faceta...
48. I to za każdym razem przez mojego faceta... :]
49. Nie wierzę też w przyjaźń damsko-męską
50. Nigdy się nie upiłam do tego stopnia żeby nic nie pamiętać.
51. Odkąd Kacper jest na świecie wypiłam może ze dwie lampki wina nic więcej.
52. Odkąd się dowiedziałam o ciąży właściwie to nie piłam nic.
53. W 3 gimnazjum miałam taki miesiąc że paliłam papierosy
54. Później mi jednak zbrzydło i nie palę i nie zamierzam palić.
55. Lubię czytać książki.
56. Ostatnio nie mam jednak na to czasu, ale postanowiłam to zmienić i pożyczyłam od teściowej S.King'a "Pod kopułą". Ciekawe jak długo będę ją czytać :)
57. Lubię też oglądać filmy. Lecz j.w. nie mam na to wiele czasu, bo gdy Bombel już uśnie to ja ogarniam domek a później padam na pyszczek i zasypiam
58. Postanowiłam, że nie będę piła kawy i cappucino.
59. I od dwóch dni wypijam herbaty w ilościach hurtowych.
60. W związku z czym jutro muszę kupić jakieś dobre herbatki bo mi się już kończą wszystkie.
61. Wiem, że w najtrudniejszych życiowych momentach mogę liczyć na Wu. mimo wszystkich kłótni i sporów zawsze mnie wspiera
62. Tak też było trzy lata temu, gdy znalazłam moją babcię, która popełniła samobójstwo.
63. To strasznie ciężki temat dla mnie i piszę o tym pierwszy raz.
64. Miałam bloga dawno temu, bo właściwie z blogami od zawsze coś mnie łączy, jednak wtedy przestałam pisać. Po tym wydarzeniu strasznie zamknęłam się w sobie.
65. Nie chodziłam do psychologa itp.
66. Ze wszystkim staram się radzić sobie sama. Zarówno rzeczami fizycznymi jak i tymi w mojej głowie.
67. Chciałabym mieć taką prawdziwą przyjaciółkę. Żeby móc do niej zadzwonić w środku nocy i powiedzieć o wszystkim. Żeby móc pójść do niej o każdej porze i wiedzieć że zastane otwarte drzwi.
68. Nie boję się tego co przyniesie mi życie....
69. Ale boję się śmierci najbliższych mi osób i mojej samej....
70. Boję się też pająków.
71. Jestem pedantyczną bałaganiarą - tzn. bałaganię a zaraz później mnie to złości i muszę to posprzątać...
72. Zawsze najlepszym wyładowaniem moich emocji gdy ktoś mnie wkurzył było właśnie sprzątanie.
73. Lubię oglądać seriale - choć ostatnio oglądałam je tylko przez internet. Teraz już nie oglądam żadnych.
74. Nie umiem grać w szachy mimo, że mój tata wielokrotnie próbował mnie tego nauczyć....
75. Umiem za to robić na szydełku, drutach, wyszywać itp. Choć dawno tego nie robiłam i musiałabym dużo sobie przypomnieć.
76. Od zawsze mam tyle siły, że przemeblowania, przestawianie mebli itp to dla mnie nie problem. W domu się śmieją ze mnie że jestem strong woman :)
77. Nigdy nie byłam na prawdziwej dyskotece.
78. Na te na które chodziłam to były w gimnazjum i podstawówce :D
79. Miałam kiedyś kota i papugę.
80. Nigdy za to nie miałam psa (choć bardzo chciałam), ani chomika, ani królika ani innego futrzastego lub nie futrzastego zwierzaka.
81. Kilka moich starych blogów do tej pory jest gdzieś w sieci a ja nie pamiętam do nich adresów...
82. Nie utrzymuję kontaktu ze swoimi byłymi.
83. No właściwie tylko z jednym mówimy sobie "cześć", ale nie gadamy....
84. Kiedyś chciałam jechać na koncert zespołu Metallica
85. Podoba mi się ich wokalista... James Hetfield. Pomimo tego, że jest w wieku mojej mamy.
86. Podoba mi się też aktor Jason Statham oraz Vin Diesel.
87. Bardzo lubię film Avatar, w najbliższym czasie mam zamiar oglądnąć go w 3d.
88. Owoce morza jadłam we Włoszech i w Polsce. Te we Włoszech jedzone na tarasie domu z widokiem na morze uważam za 8 cud świata, te w Polsce nie smakowały mi wogóle.
89. Nigdy nie miałam kolczyka w nosie i w pępku. Choć w nosie chciałam mieć.
90. Miałam za to swego czasu dwa kolczyki w jednym uchu, jeden z nich założyłam sobie razem z moją przyjaciółką z gimnazjum, która wyjechała do Anglii i kontakt się urwał. Ja kolczyka wyciągnęłam dopiero rok temu...
91. Mam tatuaż.
92. Literkę "W" a gdzie to już nie powiem ;P
93. Chciałam też mieć różę na łopatce albo na stopie, jednak to było jeszcze przed moją 18 i rodzice się nie zgodzili wtedy. Powiedzieli, że po 18 mogę sobie zrobić, ale mi po 18 jakoś przeszło parcie na ten tatuaż i nie zrobiłam go :)
94. Podobają mi się suknie z XVIII wieku :)
95. Na prawdę kończą mi się już pomysły i robię się śpiąca :)
96. Piszę tego posta na trzy razy. Zaczęłam dwa dni temu :) heh
97. Wykorzystuję teraz kompa stacjonarnego z racji tego, że Wu śpi. Rano robiłam tu porządki jak on był w pracy.
98. Bardzo się cieszę, że dzięki blogom mogłam i mogę wciąż poznawać tyle wspaniałych osób.
99. Żałuję, że z wieloma nie mam i pewnie nie będę miała okazji poznać się na żywo...
100. To już koniec? A jednak mi się udało. Myślałam że nie dam rady i że nie wymyślę aż stu punktów... Gratuluję tym którzy tu dotrwali :)
1. W końcu znalazłam dziś chwilę dla siebie. Po na prawdę męczącym dniu, wzięłam gorący prysznic, pomalowałam paznokcie, objadłam się popcornem a później jeszcze wsunęłam musli. Teraz leżę na kanapie i klepię w laptopka a Wu. obok ogląda jakieś filmy.
2. Zawsze chciałam zapuszczać paznokcie i nigdy mi się nie udawało bo się rozdwajały. Ostatnio(czyt.odkąd Kacper jest na świecie) dałam sobie spokój bo Bombel i nie chciałam go podrapać ale jakoś tak... same się później zapuściły i teraz mam mega długie i mocne paznokcie! Aż w szoku jestem.
3. Z tej okazji staram się je malować w ładne kolorki i ostatnio coraz częściej rozglądam się za nowymi lakierami.
4. Co do paznokci jeszcze to tylko RAZ w życiu miałam tipsy - nigdy więcej :)
5. UWIELBIAM jeść. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale ostatnio chyba za mało się ruszam... przytyło mi się troszkę.
6. Pora by coś z tym zrobić i zacząć więcej się ruszać.
7. Tylko jak skoro ja nienawidzę sportu... co najwyżej spacery. To tak. Na spacery to mogę chodzić kilometrowe i wciąż mi mało. Jednak ostatnio mrozy a Mały po godzinie zaczyna marudzić i trzeba wracać do domu.
8. Marzy mi się zakup nowej spacerówki dla Bombelka. O takiej. W kolorze turkusowym lub czerwonym. Zastanawiam się tylko czy to dobry pomysł.?
9. Jak zawsze kochałam zimę, tak teraz... czekam wiosny!
10. Śmiem twierdzić, że wtedy zaczniemy z Bombelinim chodzić na działkę i przegonimy nudę. Czasem już brak mi pomysłów co mamy robić w domu.
11. Jestem Kurą Domową :) heh. Gotuję, sprzątam, piorę, zajmuję się Dzieckiem, no i co tam jeszcze można sobie wymyślić.
12. Marzyło mi się bycie perfekcyjną kurą domu ale coraz częściej stwierdzam, że się NIE DA.
13. Z każdym dniem coraz mocniej kocham tego mojego synka. Zresztą od samego początku tak jest, odkąd tylko pomyślałam, że chcę mieć dzidziusia.
14. Zawsze uwielbiałam zapach farby, rozpuszczalnika i podobnych cudawianków jak np. zmywacza do paznocki!
15. Nie lubię za to zapachu benzyny i po dłuższej chwili na CPN-ie zatykam nosa :)
16. Z Wu. poznałam się przez jego kumpla, na początku długo nie chciałam się z Nim spotkać bo kompletnie nie kojarzyłam jak On wygląda.
17. Jednak jak zobaczyłam go to stwierdziłam, że On musi być mój :) I tak się stało.
18. Zawsze marzyłam o prawku i gdy w końcu udało mi się je zdać (za 3razem) to mogłam spędzać całe dnie w aucie. Uwielbiam jeździć autem.
19. Gdy już miałam prawko ale jeszcze nie byłam w ciąży to jeździłam bardzo szybko i ryzykownie, parę razy niewiele brakło bym znalazła się w rowie ale jednak zawsze umiałam się "wybronić".
20. Odkąd Bombel jest na świecie, jeżdżę ostrożniej, już nie mówiąc o tym, gdy jeżdżę z Nim.
21. Skończyłam technikum budowlane. W klasie było nas raptem 6 w pierwszej klasie. Co roku "odpadała" jedna - będąc w ciąży :) W 4klasie było nas trzy - ja się utrzymałam bo nie zrezygnowałam ze szkoły gdy dowiedziałam się o ciąży i chciałam skończyć szkołę.
22. Udało się i takim oto sposobem, zostałam Mamą, zdałam maturę i co więcej zdałam egzamin zawodowy. Z tego powodu jestem z siebie naprawdę dumna.
23. Zawsze byłam córeczką tatusia, tak jest do tej pory.
24. Gdy mój tata dowiedział się o ciąży, był "nie w sosie", nie odzywał się do mnie dwa dni - to były najtrudniejsze dni w moim życiu.
25. Zawsze liczyłam się ze zdaniem swojego taty. Był dla mnie najlepszym tatą jakiego sobie mogłam i mogę wymyślić, zawsze mogę na Niego liczyć. Z wyjazdów za granicę zrezygnował tylko On i postanowił "ratować rodzinę". Bardzo wiele mi to daje, bo w dzieciństwie moi rodzice bardzo często wyjeżdżali a ja zostawałam z bratem i babcią.
26. Od 5 klasy podstawówki do końca gimnazjum, czyli w okresie gdy najbardziej potrzebowałam rodziców, Oni niestety byli za granicą. Wtedy się cieszyłam bo brat na więcej mi pozwalał, teraz żałuję, że wtedy ich nie było i nie mieli zbytniej możliwości żeby "kontrolować" moje wychodne, itp.
27. Nigdy nie spałam u żadnej koleżanki, ani u żadnego ze swoich chłopaków. Takich sytuacji było może tylko ze dwie trzy. Gdy byłam na weselu z moim byłym to wtedy był raz i raz gdy niby byłam z Wu. "na domkach" letniskowych a tak naprawdę byliśmy pod namiotami razem...
28.Ostatnimi czasy codziennie w moim domu goszczą zupy - a to za sprawką tego, że Bombel stał się ich prawdziwym smakoszem. Najlepsze są te z makaronem oczywiście.
29. Z początkiem roku zaczęłam zbierać pieniążki do skarbonki.
30. Tym razem jednak do takiej co nie ma od spodu "wejścia", żeby nie wybierać z niej, tylko poczekać aż uzbieram całą :)
31. Uwielbiam wszelkie papierowe bzdety - kalendarze, notatniki, zeszyty - gdy jeszcze chodziłam do szkoły to często wymieniałam zeszyty bo np. jakiś już mi się znudził.
32. Uwielbiam też ładne długopisy.
33. W przedszkolu jako pierwsza pisałam piórem.
34. Jednak szybko przerzuciłam się na długopis...
35. Marzy mi się jednak jakieś ładne pióro żeby zacząć nim pisać.... podpis piórem bardziej mi się podoba niż ten długopisem...
36. Zaczynam mieć problem z tym co tu by napisać...
37. Zbieram pocztówki
38. Ale nie takie co sama sobie kupię, tylko takie co dostanę od kogoś.
39. Dlatego też mam swój profil na postcrossing
40. Nie mam za to profilu na nk, facebooku ani innym tym podobnym badziewiu.
41. Mam podwójne nazwisko :)
42. Bombel jest moim oczkiem w głowie
43. Marzy mi się podróż do Włoch.
44. Gdy moi rodzice pracowali we Włoszech miałam okazję spędzić tam 2 miesiące wakacji.
45. Były to najwspanialsze i niezapomniane wakacje w moim życiu.
46. Nie mam przyjaciółki
47. Miałam dwie, jednak obie straciłam przez faceta...
48. I to za każdym razem przez mojego faceta... :]
49. Nie wierzę też w przyjaźń damsko-męską
50. Nigdy się nie upiłam do tego stopnia żeby nic nie pamiętać.
51. Odkąd Kacper jest na świecie wypiłam może ze dwie lampki wina nic więcej.
52. Odkąd się dowiedziałam o ciąży właściwie to nie piłam nic.
53. W 3 gimnazjum miałam taki miesiąc że paliłam papierosy
54. Później mi jednak zbrzydło i nie palę i nie zamierzam palić.
55. Lubię czytać książki.
56. Ostatnio nie mam jednak na to czasu, ale postanowiłam to zmienić i pożyczyłam od teściowej S.King'a "Pod kopułą". Ciekawe jak długo będę ją czytać :)
57. Lubię też oglądać filmy. Lecz j.w. nie mam na to wiele czasu, bo gdy Bombel już uśnie to ja ogarniam domek a później padam na pyszczek i zasypiam
58. Postanowiłam, że nie będę piła kawy i cappucino.
59. I od dwóch dni wypijam herbaty w ilościach hurtowych.
60. W związku z czym jutro muszę kupić jakieś dobre herbatki bo mi się już kończą wszystkie.
61. Wiem, że w najtrudniejszych życiowych momentach mogę liczyć na Wu. mimo wszystkich kłótni i sporów zawsze mnie wspiera
62. Tak też było trzy lata temu, gdy znalazłam moją babcię, która popełniła samobójstwo.
63. To strasznie ciężki temat dla mnie i piszę o tym pierwszy raz.
64. Miałam bloga dawno temu, bo właściwie z blogami od zawsze coś mnie łączy, jednak wtedy przestałam pisać. Po tym wydarzeniu strasznie zamknęłam się w sobie.
65. Nie chodziłam do psychologa itp.
66. Ze wszystkim staram się radzić sobie sama. Zarówno rzeczami fizycznymi jak i tymi w mojej głowie.
67. Chciałabym mieć taką prawdziwą przyjaciółkę. Żeby móc do niej zadzwonić w środku nocy i powiedzieć o wszystkim. Żeby móc pójść do niej o każdej porze i wiedzieć że zastane otwarte drzwi.
68. Nie boję się tego co przyniesie mi życie....
69. Ale boję się śmierci najbliższych mi osób i mojej samej....
70. Boję się też pająków.
71. Jestem pedantyczną bałaganiarą - tzn. bałaganię a zaraz później mnie to złości i muszę to posprzątać...
72. Zawsze najlepszym wyładowaniem moich emocji gdy ktoś mnie wkurzył było właśnie sprzątanie.
73. Lubię oglądać seriale - choć ostatnio oglądałam je tylko przez internet. Teraz już nie oglądam żadnych.
74. Nie umiem grać w szachy mimo, że mój tata wielokrotnie próbował mnie tego nauczyć....
75. Umiem za to robić na szydełku, drutach, wyszywać itp. Choć dawno tego nie robiłam i musiałabym dużo sobie przypomnieć.
76. Od zawsze mam tyle siły, że przemeblowania, przestawianie mebli itp to dla mnie nie problem. W domu się śmieją ze mnie że jestem strong woman :)
77. Nigdy nie byłam na prawdziwej dyskotece.
78. Na te na które chodziłam to były w gimnazjum i podstawówce :D
79. Miałam kiedyś kota i papugę.
80. Nigdy za to nie miałam psa (choć bardzo chciałam), ani chomika, ani królika ani innego futrzastego lub nie futrzastego zwierzaka.
81. Kilka moich starych blogów do tej pory jest gdzieś w sieci a ja nie pamiętam do nich adresów...
82. Nie utrzymuję kontaktu ze swoimi byłymi.
83. No właściwie tylko z jednym mówimy sobie "cześć", ale nie gadamy....
84. Kiedyś chciałam jechać na koncert zespołu Metallica
85. Podoba mi się ich wokalista... James Hetfield. Pomimo tego, że jest w wieku mojej mamy.
86. Podoba mi się też aktor Jason Statham oraz Vin Diesel.
87. Bardzo lubię film Avatar, w najbliższym czasie mam zamiar oglądnąć go w 3d.
88. Owoce morza jadłam we Włoszech i w Polsce. Te we Włoszech jedzone na tarasie domu z widokiem na morze uważam za 8 cud świata, te w Polsce nie smakowały mi wogóle.
89. Nigdy nie miałam kolczyka w nosie i w pępku. Choć w nosie chciałam mieć.
90. Miałam za to swego czasu dwa kolczyki w jednym uchu, jeden z nich założyłam sobie razem z moją przyjaciółką z gimnazjum, która wyjechała do Anglii i kontakt się urwał. Ja kolczyka wyciągnęłam dopiero rok temu...
91. Mam tatuaż.
92. Literkę "W" a gdzie to już nie powiem ;P
93. Chciałam też mieć różę na łopatce albo na stopie, jednak to było jeszcze przed moją 18 i rodzice się nie zgodzili wtedy. Powiedzieli, że po 18 mogę sobie zrobić, ale mi po 18 jakoś przeszło parcie na ten tatuaż i nie zrobiłam go :)
94. Podobają mi się suknie z XVIII wieku :)
95. Na prawdę kończą mi się już pomysły i robię się śpiąca :)
96. Piszę tego posta na trzy razy. Zaczęłam dwa dni temu :) heh
97. Wykorzystuję teraz kompa stacjonarnego z racji tego, że Wu śpi. Rano robiłam tu porządki jak on był w pracy.
98. Bardzo się cieszę, że dzięki blogom mogłam i mogę wciąż poznawać tyle wspaniałych osób.
99. Żałuję, że z wieloma nie mam i pewnie nie będę miała okazji poznać się na żywo...
100. To już koniec? A jednak mi się udało. Myślałam że nie dam rady i że nie wymyślę aż stu punktów... Gratuluję tym którzy tu dotrwali :)
piątek, 18 stycznia 2013
Straszny sen...
Obudziłam się dzisiaj w nocy niemalże z krzykiem, bynajmniej mnie samej wydawało się, że krzyczałam przez sen. A śniło mi się, że ... odwoziłam kogoś razem z Wu. i Bombelkiem i kimś tam jeszcze na PKP i gdy dojechaliśmy na stację, wysiedliśmy z Wu. dosłownie na minutę z auta żeby komuś bagaże wyciągnąć i odnieść na peron czy coś a Bombelek został dosłownie na MINUTĘ sam w aucie ale oczywiście pozapinany w pasy a drzwi z auta były zamknięte, nie na zamek ale po prostu zamknięte i gdy wróciliśmy do auta to Jego tam nie było. Biegałam wszędzie, dosłownie WSZĘDZIE a Jego NIGDZIE nie było. Krzyczałam, wołałam i nic... Nigdzie go nie było. Już miałam w głowie najgorsze scenariusze.... później pojawił się skądś mój tata i moja mama, ja płakałam, że Jego nigdzie nie ma, że coś mu się pewnie stało, albo że ktoś go porwał.... i pamiętam, że tak strasznie krzyczałam i płakałam... wtedy się obudziłam.
Zlana potem, prawie płakałam przez sen. Zobaczyłam Bombelka śpiącego tuż obok mnie. Wyglądał tak beztrosko i błogo - zresztą jak zawsze gdy śpi. Wtuliłam się w Niego najmocniej jak mogłam i tak po baaardzo długiej chwili zasnęłam. Najpierw jednak długo leżałam wtulona w Niego i wdychająca zapach Jego dziecięcej skóry i zapach piżamki - uwielbiam zapach Jego ciuszków. Leżałam i myślałam, że zrobiłabym dla Niego wszystko. Myślałam, że nie darowałabym sobie nigdy gdyby coś mu się kiedyś stało...
Kocham Cię synku.!
Zlana potem, prawie płakałam przez sen. Zobaczyłam Bombelka śpiącego tuż obok mnie. Wyglądał tak beztrosko i błogo - zresztą jak zawsze gdy śpi. Wtuliłam się w Niego najmocniej jak mogłam i tak po baaardzo długiej chwili zasnęłam. Najpierw jednak długo leżałam wtulona w Niego i wdychająca zapach Jego dziecięcej skóry i zapach piżamki - uwielbiam zapach Jego ciuszków. Leżałam i myślałam, że zrobiłabym dla Niego wszystko. Myślałam, że nie darowałabym sobie nigdy gdyby coś mu się kiedyś stało...
Kocham Cię synku.!
niedziela, 13 stycznia 2013
Rodzeństwo...
ah rodzeństwo. Między mną a moim bratem jest różnica 8 lat. Wu ma siostrę starszą jedną o 6 a drugą też o 8 lat. Ja się zawsze z bratem dogadywałam dobrze, przynajmniej póki był w kraju, teraz kontakt jest trochę rzadszy ale wciąż zadowalający. Możemy do siebie zawsze napisać/zadzwonić, jak coś się dzieje czy potrzebujemy z kimś pogadać to jesteśmy "w zasięgu". U Wu. różnie to bywało z siostrami, nie wiem jak kiedyś ale teraz kontakt mają naprawdę sporadyczny. Do mnie Jego siostry piszą rzadko, do Niego jeszcze rzadziej. No cóż... różni są ludzie.
Ale czemu o rodzeństwie mowa? Bo dziś dowiedziałam się, że będę Ciocią :) Wu. siostra jest w ciąży! Uciszyłam się no bo jest z czego - małe dzieci to przecież takie CUDY świata :)
I jeszcze czytajac Wasze blogi, widzę że najczęściej różnica wieku między dziećmi teraz to rok, dwa a o większych różnicach wieku między rodzeństwem ostatnio jakoś tak rzadziej słyszę.
I tak sobie myślę, że ja to bym nie chciała teraz być w ciąży. Nie nacieszyłam się jeszcze Bombelkiem. Chcę spędzić z Nim jak najwięcej czasu, chcę być póki co na każdą Jego potrzebę dostępna. Będąc w ciąży, a właściwie po porodzie mój czas byłby ograniczony,a póki co tego nie chcę. I tak się zastanawiam, czy kiedyś przyjdzie taki czas kiedy powiem, że to już bym chciała? Że nacieszyłam się Małym? :) To się okaże...
*Póki co zawitała do mnie "ciocia z ameryki". Co sponsoruje przy okazji mój podły humor, złe samopoczucie i ból każdej kostki... mam dość. Jeszcze pokłóciłam się z Wu.
On śpi. Ja czytam blogi, piję herbatę malinową z kardamonem :) i wcinam mandarynki i muffinki! a co.!
wybaczcie, że nie komentuję... jakoś brak mi weny ostatnio... ale przysięgam, że czytam i jestem na bieżąco u każdej z Was!
Ale czemu o rodzeństwie mowa? Bo dziś dowiedziałam się, że będę Ciocią :) Wu. siostra jest w ciąży! Uciszyłam się no bo jest z czego - małe dzieci to przecież takie CUDY świata :)
I jeszcze czytajac Wasze blogi, widzę że najczęściej różnica wieku między dziećmi teraz to rok, dwa a o większych różnicach wieku między rodzeństwem ostatnio jakoś tak rzadziej słyszę.
I tak sobie myślę, że ja to bym nie chciała teraz być w ciąży. Nie nacieszyłam się jeszcze Bombelkiem. Chcę spędzić z Nim jak najwięcej czasu, chcę być póki co na każdą Jego potrzebę dostępna. Będąc w ciąży, a właściwie po porodzie mój czas byłby ograniczony,a póki co tego nie chcę. I tak się zastanawiam, czy kiedyś przyjdzie taki czas kiedy powiem, że to już bym chciała? Że nacieszyłam się Małym? :) To się okaże...
*Póki co zawitała do mnie "ciocia z ameryki". Co sponsoruje przy okazji mój podły humor, złe samopoczucie i ból każdej kostki... mam dość. Jeszcze pokłóciłam się z Wu.
On śpi. Ja czytam blogi, piję herbatę malinową z kardamonem :) i wcinam mandarynki i muffinki! a co.!
wybaczcie, że nie komentuję... jakoś brak mi weny ostatnio... ale przysięgam, że czytam i jestem na bieżąco u każdej z Was!
czwartek, 3 stycznia 2013
Zębowo, kubkowo i budżetowo :) + dopisek
Gorączka okazała się gorączką wróżącą zęby. Dziś pojawiła nam się po tej stronie dziąseł prawa dolna czwóreczka! Mamy więc kolejnego ząbka!
Jednak mały co się umęczył to jego.... co ja się namęczyłam to moje... ale daliśmy radę!
Jedyne co to jesteśmy stratni o kolejny kubek w domu.... który niechcący roztrzaskał mi się w zlewie... Kubki ostatnio są u nas wybijane dość systematycznie także mogę to uznać za generalne porządki bo jak nie mi się coś zbije albo ukruszy to mały gdzieś coś puknie, a postanowiłam że nawet jak kubek jest tylko gdzieś lekko uszczerbiony to idzie do śmieci. Jednak dziś musiałam nabyć nowy, bo za niedługo to w takim tempie pozostałyby nam tylko filiżanki do kawy/herbaty w których nikt pić nie lubi. W domu ostatnio wszyscy polubili duuuuże kubki. Bo więcej się w nich mieści :) Mój nowy nabytek w jeszcze zimowej kreacji możecie podziwiać na zdjęciu obok :) Oczywiście zaraz po nabyciu musiałam sobie z niego już skorzystać i tak, teraz popijam w nim kawę na przemian z herbatą i tak w kółko :)
A dziś zrobiłam do końca podsumowanie naszego domowego budżetu z grudnia i wiecie co? Normalnie doznałam SZOKU! Ile my wydajemy a ile zarabiamy - masakra :) Jednak muszę dodać że suma wydatków była kosmiczna z racji tego, że musieliśmy pospłacać zaległości - a jednocześnie cieszę się, że już wychodzimy na prostą i że z większością rzeczy już od stycznia jesteśmy tylko na bieżąco! Nawet nie wiecie jaka to ulga dla duszy :) Oby teraz już cały czas tak było!
Widziałam, że na większości blogów same postanowienia, podsumowania... u mnie takiego czegoś brak. Bo raz że nie miałam czasu a dwa siły. A czy sama sobie robiłam jakieś postanowienia? Hm. Szczerze mówiąc to chyba nie bo zazwyczaj gdy je robiłam to bardzo szybko o nich zapominałam :) Więc może tak na ten rok, króciutko: być szczęśliwszą?
dopisek 19:15
no i długo to ja się kubkiem ie nacieszyłam. Młody pół godziny temu poszedł spać. Ja robiąc herbatę usłyszałam charakterystyczne "pyk" ale popatrzyłam, pooglądałam, stwierdziłam że kubek cały i poszłam wziąć prysznic. wyszłam spod prysznica patrzę a pod kubkiem mokro.... oglądam więc jeszcze raz z każdej strony i co? Pęknięty! Cholera jasna! Od góry do prawie samego dołu kubka taka cieniusieńka kreseczka że prawie jej nie widać.... no ale herbata tamtędy ucieka.... więc z kubkiem mogę się pożegnać... eh. i znów zostałam bez kubka...
Jednak mały co się umęczył to jego.... co ja się namęczyłam to moje... ale daliśmy radę!
A dziś zrobiłam do końca podsumowanie naszego domowego budżetu z grudnia i wiecie co? Normalnie doznałam SZOKU! Ile my wydajemy a ile zarabiamy - masakra :) Jednak muszę dodać że suma wydatków była kosmiczna z racji tego, że musieliśmy pospłacać zaległości - a jednocześnie cieszę się, że już wychodzimy na prostą i że z większością rzeczy już od stycznia jesteśmy tylko na bieżąco! Nawet nie wiecie jaka to ulga dla duszy :) Oby teraz już cały czas tak było!
Widziałam, że na większości blogów same postanowienia, podsumowania... u mnie takiego czegoś brak. Bo raz że nie miałam czasu a dwa siły. A czy sama sobie robiłam jakieś postanowienia? Hm. Szczerze mówiąc to chyba nie bo zazwyczaj gdy je robiłam to bardzo szybko o nich zapominałam :) Więc może tak na ten rok, króciutko: być szczęśliwszą?
dopisek 19:15
no i długo to ja się kubkiem ie nacieszyłam. Młody pół godziny temu poszedł spać. Ja robiąc herbatę usłyszałam charakterystyczne "pyk" ale popatrzyłam, pooglądałam, stwierdziłam że kubek cały i poszłam wziąć prysznic. wyszłam spod prysznica patrzę a pod kubkiem mokro.... oglądam więc jeszcze raz z każdej strony i co? Pęknięty! Cholera jasna! Od góry do prawie samego dołu kubka taka cieniusieńka kreseczka że prawie jej nie widać.... no ale herbata tamtędy ucieka.... więc z kubkiem mogę się pożegnać... eh. i znów zostałam bez kubka...
piątek, 14 grudnia 2012
Pachnie świętami, brzmi wspomnieniami...
Leżę w pachnącej świeżej pościeli, uwielbiam ten zapach i zapach wlatującego do pokoju mroźnego powietrza zza okna...
Popełniłam dzisiaj pierwszego w swoim życiu piernika... teraz czeka na swój dzień czyli na święta. Pachniał obłędnie. Zarówno w trakcie przygotowania jak i zaraz po wyciągnięciu z pieca. Mieszanka cynamonu, goździków, gałki muszkatołowej, jałowca i czarnego pieprzu - mistrzostwo świata!
Bombelini śpi, Wu. właśnie wrócił z pracy, w uszach brzmi FOKUS...
Popełniłam dzisiaj pierwszego w swoim życiu piernika... teraz czeka na swój dzień czyli na święta. Pachniał obłędnie. Zarówno w trakcie przygotowania jak i zaraz po wyciągnięciu z pieca. Mieszanka cynamonu, goździków, gałki muszkatołowej, jałowca i czarnego pieprzu - mistrzostwo świata!
Bombelini śpi, Wu. właśnie wrócił z pracy, w uszach brzmi FOKUS...
Tak brzmiały nasze początki... wzięło mnie na wspomnienia... Pamiętam jak razem słuchaliśmy jego kawałków leżąc wtuleni w siebie w ciemnym pokoju... Liczyło się tylko to że mamy siebie obok. Dziś tak wiele się zmieniło, ale te rytmy wracają mi tamte chwile... potrzebuję ich... dają mi wiarę w to, że Wszystko Będzie Dobrze.... Musi.!
wtorek, 28 sierpnia 2012
o krzyku i złości
Czasem jest dzień kiedy mamy wszystkiego dość. Ludzi dookoła nas. Siebie samych. Naszych dzieci. Itd. Itp. Czasem nawet ja sama mam dzień, że wszystko i wszyscy mnie wkurzają, że nie mam siły po 15 razy mówić Bombeliniemu, że tego akurat nie wolno czy coś. Jednak staram się jak mogę, żeby na Niego nie krzyczeć. I tak wracając przez prawie cały nasz wspólny rok pamięcią nie zdarzyło się chyba, żebym na Niego chociaż raz krzyczała. Fakt faktem, że czasem powiem coś bardziej stanowczo, podniosę odrobinę głos (lecz nie do krzyku) czy zrobię surową minę, ale nigdy na Niego jeszcze nie krzyczałam. A co dopiero żeby podnieść rękę czy coś. W życiu! A co dopiero żeby robić to na spacerze, placu zabaw czy na mieście na zakupach... Nie i już. Nie ma o czym mówić. Nawet gdy po raz kolejny muszę coś tłumaczyć, biegać za Nim bo leci tam gdzie nie wolno, czy chce coś czego nie powinien dostać w swoje rączki... I wiem, że gdy ja jestem zła i gdy np. kłóciłam się z Wu to On wszystko odczuwa... Wiem, że to nie jest dobre ani dla mnie ani tym bardziej dla Niego. Bo gdy ja się złoszczę to On złości się jeszcze bardziej i tak mogłoby bez końca...
Staram się reagować na potrzeby Bombla. Nie spełniam wszystkich Jego zachcianek... Nie daję mu wszystkiego co chce, bo na wszystko pozwolić mu nie mogę, choć wiem, że czasem bardzo by czegoś chciał... Jednak nie zostawiam Go NIGDY płaczącego samemu sobie... Nie zatykam smoczkiem i nie odstawiam w kąt bo coś tam zrobił. Staram się tłumaczyć. Dużo przytulam. I tak jest lepiej ... bo widzę, że staje się bardziej samodzielny, nie płacze ( przynajmniej robi to bardzo sporadycznie) gdy powiem, że czegoś nie wolno. Gdy nie krzyczę to lepiej się "dogadujemy". :)
A dlaczego o tym piszę w takim razie? Ano dlatego, że będąc dziś na spacerze widziałam mamę, która najpierw niosła córę na rękach (dziewczynka ok.2latek...) a później coś tam ona zrobiła czy coś i wiem, że rozpłakała się na rękach u mamy a ta wsadziła ją ze złością do wózka i jechała a mała płakała, po czym słyszałam tylko prawie, że wykrzyczane "gdzie masz smoczek!?"... Zdziwiłam się. Minęłam. Tylko pomyślałam co pomyślałam. No bo przecież, lepiej dziecko zostawić żeby się wypłakało albo zatkać je smoczkiem nie?
Staram się reagować na potrzeby Bombla. Nie spełniam wszystkich Jego zachcianek... Nie daję mu wszystkiego co chce, bo na wszystko pozwolić mu nie mogę, choć wiem, że czasem bardzo by czegoś chciał... Jednak nie zostawiam Go NIGDY płaczącego samemu sobie... Nie zatykam smoczkiem i nie odstawiam w kąt bo coś tam zrobił. Staram się tłumaczyć. Dużo przytulam. I tak jest lepiej ... bo widzę, że staje się bardziej samodzielny, nie płacze ( przynajmniej robi to bardzo sporadycznie) gdy powiem, że czegoś nie wolno. Gdy nie krzyczę to lepiej się "dogadujemy". :)
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Potrzebuję... + dopisek
kopa. Tak dobrze widzicie. Kopa. Natychmiast. Żeby wziąć się w garść i zacząć wszystko ogarniać. W domu panuje artystyczny nieład. Ja sama siebie też nie mam ani czasu ani ochoty czasem ogarniać... Brak mi takiego kopa na rozpęd.
Postanowiłam, że już od dziś muszę się za to wziąć. Najwyższa pora to wszystko ogarnąć. A mianowicie: na ogródku przy domu jeżyny proszą się o zerwanie i straszą opadnięciem gdy nie zrobię tego jeszcze dziś. Podobnie maliny na działce. Działka woła o pomstę do nieba. Najwyższa pora skosić trawę (do tego muszę zagonić Wu. i teścia:) ) a po za tym czas też pozbierać to co wypadałoby już zebrać no i poplewić choć odrobinę. Ponad to do ogarnięcia na już jest łazienka, gdzie moje włosy można znaleźć wszędzie (choć mam wrażenie, że tylko mnie one przeszkadzają...) po za tym do umycia jeszcze przed urodzinami wszystkie okna, meble i każdy najmniejszy zakamarek gdzie czai się kurz... Wszystko aż prosi się o pożądne wyszorowanie...
No i wypadałoby samą siebie ogarnąć... włosy zafarbować, paznokcie i ręce do ładu doprowadzić... ah szkoda gadać. Pora się za to wszystko po prostu wziąć i przestać narzekać i marudzić. Czas zakasać rękawy i do dzieła bo chyba jeszcze dni kilka a zarośniemy kurzem :D
A tym czasem w środę jedziemy do pradziadków więc cały dzień po za domem... :)
Mam nadzieję, że odpocznę, nabiorę sił i jeszcze szybciej uda mi się wszystko ogarnąć :)
Zmykam bo mój Mały Potworek już wstał ... :)
dopisek. 22:50
Chyba Wasz internetowy kopniak podziałał :) Maliny i jeżyny pozrywane, a nawet robi się z nich już soczek na zimę :). Łazienka i kuchnia sprzątnięta, pokój ogarnięty, podłogi w całym domu zmyte a nawet pranie się poskładało i co niektóre rzeczy zostały potraktowane żelazkiem :) Teraz tylko zostałam do ogarnięcia ja sama - jednak dziś już brak sił totalny. Zaraz tylko szybki prysznic i lulu... a jutro ... jutro totalne odgruzowywanie siebie samej :) Będzie kąpiel, balsamowanie, manicure, pedicure i inne udziwniacze, żeby jakoś wyglądać w środę u pradziadków :) (znaczy się Bombla pradziadków a Wu. dziadków). Więc zmykam. Dobranoc kochane :)
Postanowiłam, że już od dziś muszę się za to wziąć. Najwyższa pora to wszystko ogarnąć. A mianowicie: na ogródku przy domu jeżyny proszą się o zerwanie i straszą opadnięciem gdy nie zrobię tego jeszcze dziś. Podobnie maliny na działce. Działka woła o pomstę do nieba. Najwyższa pora skosić trawę (do tego muszę zagonić Wu. i teścia:) ) a po za tym czas też pozbierać to co wypadałoby już zebrać no i poplewić choć odrobinę. Ponad to do ogarnięcia na już jest łazienka, gdzie moje włosy można znaleźć wszędzie (choć mam wrażenie, że tylko mnie one przeszkadzają...) po za tym do umycia jeszcze przed urodzinami wszystkie okna, meble i każdy najmniejszy zakamarek gdzie czai się kurz... Wszystko aż prosi się o pożądne wyszorowanie...
No i wypadałoby samą siebie ogarnąć... włosy zafarbować, paznokcie i ręce do ładu doprowadzić... ah szkoda gadać. Pora się za to wszystko po prostu wziąć i przestać narzekać i marudzić. Czas zakasać rękawy i do dzieła bo chyba jeszcze dni kilka a zarośniemy kurzem :D
A tym czasem w środę jedziemy do pradziadków więc cały dzień po za domem... :)
Mam nadzieję, że odpocznę, nabiorę sił i jeszcze szybciej uda mi się wszystko ogarnąć :)
Zmykam bo mój Mały Potworek już wstał ... :)
dopisek. 22:50
Chyba Wasz internetowy kopniak podziałał :) Maliny i jeżyny pozrywane, a nawet robi się z nich już soczek na zimę :). Łazienka i kuchnia sprzątnięta, pokój ogarnięty, podłogi w całym domu zmyte a nawet pranie się poskładało i co niektóre rzeczy zostały potraktowane żelazkiem :) Teraz tylko zostałam do ogarnięcia ja sama - jednak dziś już brak sił totalny. Zaraz tylko szybki prysznic i lulu... a jutro ... jutro totalne odgruzowywanie siebie samej :) Będzie kąpiel, balsamowanie, manicure, pedicure i inne udziwniacze, żeby jakoś wyglądać w środę u pradziadków :) (znaczy się Bombla pradziadków a Wu. dziadków). Więc zmykam. Dobranoc kochane :)
sobota, 25 sierpnia 2012
o Przytulaku moim kochanym...
Kochanie moje malutkie chwilowo śpi... Za oknem buro i ponuro, wieje wiatrzycho i tak nieprzyjemnie dziś. Bombel zanim zasnął był strasznie marudny, siedział z Wu. a ja chwile robiłam coś przy kompie... nie chciał się ani bawić z Wu. ani autkiem ani nic nie pasiło... Myślałam, że to jeszcze nie pora na spanie bo zazwyczaj zasypiał ostatnio po 12... ale odeszłam od kompa i siadłam koło Bombla na podłodze a On... przyszedł do mnie i zaczął wspinać mi się na kolana... później się wtulił we mnie i ... usnął. Tak sam od siebie. Czortek mój kochany. Ostatnio takich przytulankowych chwil jest bardzo dużo. Zauważyłam, że bardzo lubi się przytulać i wygłupiać na łóżku, ale w większości tylko ze mną. Z Wu. też chwilę się pobawi ale z przytulaniem to już nie koniecznie... chwilke a później piszczy i się wygłupia a przytulać się nie chce. Tylko do mamy.
Ostatnie dni uciekają nam strasznie szybko... na nic nie mam praktycznie czasu. Wszystko w biegu. Nie ma chwili spokoju. Ciągła zabawa z Bomblem i ogarnianie domu pochłaniają całe godziny i mnie w zupełności. A mnie tymczasem brakuje kogoś do pogadania... chciałabym z kimś usiąść i pogadać (brakuje mi przyjaciółki?) albo chociaż móc popisać smsy czy pogadać przez telefon... brakuje mi kogoś z kim mogłabym pogadać o Brzdącu, o Wu., o codziennym życiu, o problemach, o radościach i smutkach... i wiem, że mam Was... ale zapewne wiecie jak to jest gdy na codzień brakuje takiej osoby... bliskiej osoby...
niedziela, 12 sierpnia 2012
o testowaniu ... mnie samej i o sposobie na złość
Bombel ostatnie dni przechodzi chyba jakiś etap pt. "ile mi wolno". Mam wrażenie, że mnie sprawdza. A dokładnie chodzi mi o to, że sprawdza na ile JA mu pozwolę. Jeśli coś jest nie po Jego myśli, nie chcę z nim wyjść w danym momencie, pójść gdzieś, czegoś dać, coś pozwolić to jest straszny płacz a jednocześnie ciągłe patrzenie na moje reakcje. Wczoraj byłam już u kresu sił, rano lało a On ewidentnie chciał iść na dwór bo łaził od okna do drzwi wyjściowych i tam po swojemu sobie krzyczał, starałam się delikatnie, spokojnie wytłumaczyć, że teraz pada deszczyk, że pójdziemy później, pokazywałam przez okno, że jest zimno i pada. Nie skutkowało. U mojego taty w pokoju jest duże łóżko i biurko i jak krzesło jest wsunięte to można przejść do okna jeśli ktoś siedzi przy kompie to takiej możliwości nie ma. Bombel poszedł tam wczoraj i zaczął tak strasznie płakać bo my nie chcieliśmy go puścić do tego okna bo płakał tam i ściągał kwiatki. Zaczęłam pokazywać mu misia żeby zainteresować czym innym - nie pomogło, zagadywałam - nic. Więc w końcu ja wyszłam z pokoju a tacie powiedziałam, żeby nie zwracał na Niego uwagi ale miał go na oku w razie czego. I ku mojemu zdziwieniu po dosłownie minutce zapanowała cisza a Bombel sam zajął się miśkiem który stał w drugiej części pokoju. Na spacerze był drugi test - zobaczył plac zabaw i strasznie chciał do Niego iść, ja z racji tego, że byliśmy z wózkiem nie mogłam go zostawić gdzieś tam i sobie pójść i to jeszcze przez płot bo za płotem był owy plac zabaw. Zaczęło się wyginanie do tyłu i płacz. Miałam w nosie, że wszyscy na mnie patrzą. Wzięłam wózek, Bombla na ręce i szłam tłumacząc mu spokojnie, że pójdziemy na inny plac zabaw, że tutaj nie wolno. Nie krzyczałam. Starałam się być opanowana. Broń Boże nawet nie pomyślałam o tym, żeby "dać klapsa". I szczerze mówiąc jestem w szoku do tej pory, że gdy opowiedziałam tą historię mamie przez telefon wczoraj wieczorem, ona powiedziała mi, że trzeba było dać klapsa to by się może uspokoił. Wybuchłam wtedy i powiedziałam jej, że ja na Niego ręki nie podniosę NIGDY i nie pozwolę by robił to KTOKOLWIEK. Dzieci się nie bije! To nie jest metoda wychowawcza. Tak nie zachowują się prawdziwi rodzice. Tym bardziej, że ja sama nie pamiętam, żebym dostawała "klapsy". Pamiętam co prawda tylko raz. Jeden jedyny raz. Jednego klapsa. Jak byłam może 6 czy 7latką. Za to że chyba coś odpyskowałam czy coś. Więcej nikt nigdy na mnie ręki nie podniósł. Ja nie mam zamiaru w taki "sposób" wychowywać swojego dziecka. Wiem, że to nie "pomaga" a wręcz pogarsza sprawę. Dziecko potrafi sobie nawet jednego klapsa zapamiętać (tak jak ja właśnie) i pamięta to później do końca życia. I nawet jeśli nie bolał tyłek, to boli serce. NIE BIJĘ i bić NIE BĘDĘ! Nie pozwolę NIKOMU podnieść rękę na moje dziecko!
A jaki znalazłam sobie sposób na złość? A mianowicie kuchnia - pieczenie. Dziś rano popełniłam murzynka ze śliwkami. Bombel bawił się w kuchni łyżkami, pudełkami a ja mogłam się zająć kręceniem, rozpuszczaniem, mieszaniem itd. W wyniku czego efekt widać na zdjęciu. Taki oto mój sposób na rozładowanie energii, złości, stresu i wszystkich negatywnych emocji. Wszystkie je staram się wgnieść, wmieszać jak najmocniej. To pomaga. W trakcie poprawia się humor. A mieszające się składniki rozluźniają emocje. Zabierają na moment w magiczny świat, uwielbiam patrzeć jak mieszają się kolory, składniki i wszystko zamienia się w jedną, jednolitą masę. Polecam. To zdecydowanie lepszy pomysł niż wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach, czy innych ludziach.
Dzieci szczególnie tak małe jak Bombel nie rozumieją jeszcze tak wielu rzeczy, dlaczego więc my, ludzie dorośli, za nich odpowiedzialni, za to jacy będą mamy im pokazywać tą złą stronę życia? Pokazujmy im to co piękne. Pokazujmy im i uczmy, że przytulenie, spokojna rozmowa i wyrażanie emocji nie boli a pomaga. Że lepiej jest pogadać, przytulić, pocałować niż uderzyć. Pamiętajmy, że to nie jest "metoda" wychowawcza.
ale się rozpisałam... ale myślę, że warto było się wygadać.
A jaki znalazłam sobie sposób na złość? A mianowicie kuchnia - pieczenie. Dziś rano popełniłam murzynka ze śliwkami. Bombel bawił się w kuchni łyżkami, pudełkami a ja mogłam się zająć kręceniem, rozpuszczaniem, mieszaniem itd. W wyniku czego efekt widać na zdjęciu. Taki oto mój sposób na rozładowanie energii, złości, stresu i wszystkich negatywnych emocji. Wszystkie je staram się wgnieść, wmieszać jak najmocniej. To pomaga. W trakcie poprawia się humor. A mieszające się składniki rozluźniają emocje. Zabierają na moment w magiczny świat, uwielbiam patrzeć jak mieszają się kolory, składniki i wszystko zamienia się w jedną, jednolitą masę. Polecam. To zdecydowanie lepszy pomysł niż wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach, czy innych ludziach.
Dzieci szczególnie tak małe jak Bombel nie rozumieją jeszcze tak wielu rzeczy, dlaczego więc my, ludzie dorośli, za nich odpowiedzialni, za to jacy będą mamy im pokazywać tą złą stronę życia? Pokazujmy im to co piękne. Pokazujmy im i uczmy, że przytulenie, spokojna rozmowa i wyrażanie emocji nie boli a pomaga. Że lepiej jest pogadać, przytulić, pocałować niż uderzyć. Pamiętajmy, że to nie jest "metoda" wychowawcza.
ale się rozpisałam... ale myślę, że warto było się wygadać.
wtorek, 7 sierpnia 2012
tydzień... 7 dni... 168 godzin i aż 10080minut...
minął tydzień odkąd byłam tu po raz ostatni. Tydzień w którym było zarówno bardzo wiele chwil tych smutnych jak i tych wesołych i szczęśliwych. Tych drugich to w większości za sprawą Bombelka. To On przyprawia o uśmiech i nie pozwala mu schodzić z twarzy.
Przez tydzień czasu zauważyłam naprawdę wiele zmian w Jego zachowaniu. Czyżby przechodził jakiś "skok rozwojowy"? :) Po domu śmiga już bardzo sprawnie. Do tej pory za każdym razem jak chciał się obrócić to zaliczał pac na pupę. Teraz obraca się jak chce i idzie dalej nie zważając na leżące pod nogami zabawki, porozrzucane spinacze do bielizny, książki, smoczki itp. :) Ponadto coraz sprawniej idzie mu picie z kubka niekapka. Do tej pory gryzł tylko ustnik i nawet gdy przechylało mu się butelkę to nie bardzo wiedział jak to zrobić żeby tam coś poleciało. Teraz potrafi już ładnie pić choć czasem zapomina się, że trzeba dać kubeczek rączkami do góry i trzeba mu go podtrzymać żeby się napił. Dopomina się o rzeczy, które leżą np. na komodzie, stole lub ladzie w kuchni - próbuje się na nie wspinać :) tak, tak... podchodzi do mebli, wyciąga rączki do góry i piszczy albo "gada" tak długo aż ktoś w końcu albo coś mu da stamtąd a najlepiej to podniesie Jego by mógł sam wziąć sobie upragnioną rzecz o którą tak się upominał. A i tak najbardziej rozbrajający jest wtedy gdy podchodzi do parapetu, wyciąga rączkę do kwiatków, patrzy na mnie lub Wu., my wtedy mówimy, że nie wolno i kręcimy głową i On kręci główką, że "nie" i z rozbrajającym uśmiechem dalej chce przesuwać kwiatki :)
Ponad to ostatnimi czasy chyba próbuje się przestawić na jedno spanie w ciągu dnia. Dziś się udało, spał od 12 do prawie 14 i później zasnął dopiero po 20. W nocy jednak się budzi jeszcze dość często... za często... no ale cóż. I wczoraj przeszedł samego siebie... bo chciałam żeby też po jednym spaniu w południe położył się wieczorem koło 19-20 ale nie, nie wytrzymał i padł o 18:30 i miałam nadzieję, że może jednak już prześpi noc (z pobudkami oczywiście, ale w sensie że będzie się wybudzał tylko na karmienie) a On zrobił sobie pół godzinną drzemkę, po czym nie chciał cyca, wstał pełen werwy i energi i wojował ze mną i z moim tatą prawie do północy (Wu. był w pracy, żeby nie było, że się synem nie interesował, po prostu go nie było). Dziś spał do 8:30 i może dlatego też później udało się zaliczyć tylko jedną drzemkę. Zobaczymy jak to dalej pójdzie z tymi drzemkami w dzień...
A co do przykrych spraw sprzed tygodnia... nie będę o tym pisać tutaj. Smutki są w innym miejscu w sieci. Tym najbardziej zaufanym wysłałam zaproszenie mam nadzieję, że nie pomijając nikogo... kto nie dostał, proszę o wybaczenie ale wysyłałam tylko osobom, z którymi mam dość dobry kontakt i z którymi w blogowym świecie znam się już trochę dłużej...
Dlatego też zachęcam do komentowania, bo może gdy bardziej Was poznam i wiem, że mogę zaufać to wyślę kolejne zaproszenia...?
Aha i trochę na moje usprawiedliwienie: u Was jestem na bieżąco. Czytam. Jednak ostatnie dni pochłonęły całą moją energię i nie miałam głowy do komentowania. Postaram się nadrobić. Całuję Was kochane!
czwartek, 26 lipca 2012
o pustym placu zabaw i cieście z cukini
Ja nie rozumiem jak to możliwe... WAKACJE a plac zabaw pusty! Ani żywej duszy! Co prawda rano spotkaliśmy po raz pierwszy prawie, że rówieśnika Kacpra ale to tylko jeden jedyny raz odkąd chodzimy na ten plac zabaw. To w sumie taka daleka, daleka "rodzina", Bo mojego chrzestnego syna żonę z synem właśnie. Jest od Kacperka o 6miesięcy starszy. Widzieli się pierwszy raz. Stanęli naprzeciw siebie i żaden nie odważył się cokolwiek zrobić. Stali tak i patrzyli na siebie :). Szkoda, że musieliśmy iść tak szybko no ale cóż może jeszcze się kiedyś spotkamy na tym placu zabaw. A tak w ogóle to dziwię się na prawdę bo jak to tak w wakacje pusty plac zabaw... No i żałuję bardzo że nie znam mamusiek z dzieciaczkami w wieku Kacperka bo bardzo chciałabym żeby miał on jakiś kontakt z innymi dziećmi, bo jak słyszy na podwórku jakieś starsze to krzyczy po swojemu do nich i widzę że chciałby iść ale to tak tylko w domu się rwie i krzyczy pod oknem a jak przyjdzie co do czego to tak nieufnie i ostrożnie podchodzi. Chciałabym zobaczyć jak się bawi z kimś w swoim wieku :) Musieliby wyglądać wtedy super! Mam nadzieję że może się uda?.
Dziś Kacperski po wczorajszej wojaży już prawie nie ma śladu no i na pewno już nie pamięta wywrotki bo szaleje dalej nie zważając na nic. Puszcza się i wędruje sobie sam coraz odważniej. Fajnie mu to wychodzi, oby tylko nie nabił sobie gdzieś znowu guza. Teraz już śpi. W poprzek łóżeczka. Jak na niego patrzę to mi się moje zdjęcia z dzieciństwa przypominają bo ja też spałam w poprzek łóżka :D
A na dodatek powiem Wam, że pierwszy raz odważyłam się zrobić ciasto z cukini. Cynamonowe ciasto z cukini. Wyszło bardzo słodkie. No ale całkiem niezłe w smaku. I znika. Więc chyba jest dobre :)
wtorek, 10 lipca 2012
Bywa różnie... kwadratowo i podłużnie
Nie było mnie tu całe dwa dni. I bynajmniej nie z okazji jakiejś tam wycieczki, wyjazdu czy innych przyjemnych cudów. Było cieżko, mało co się nie rozeszliśmy z Wu. Nie dużo brakowało żeby spakował rzeczy i się wyprowadził. Został jednak. W domu "nowe zasady". Zobaczymy jak długo wytrzymamy. Sama nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Wiem, że tak jak do tej pory nie pozwolę sobie już. Albo będzie lepiej, albo nie będzie w ogóle....
Bombel coraz więcej nowych rzeczy wymyśla. Spodobały mu się klamki w oknach (oczywiście gdy jest na rękach a okna sa zamknięte), szarpie za nie i piszczy i cieszy się. Stawia coraz to odważniej pierwsze pojedyńcze samodzielne kroczki. Od stołu w kuchni do kuchenki. Od lodówki do drzwi. Do domowników od jakiegoś mebla którego akurat się trzyma. Piszczy jak się bawi balonami, jak siedzi w łóżeczku a ktoś do Niego idzie i gada coś to się cieszy. Jest strasznie radosny. Domaga się swojego, jak jest głodny, śpiący to robi się nieznośny :) Gdy chodzi na czworaka to podchodzi czasem do kogoś do nóg i klęka na kolanach albo wstaje trzymając się kogoś za nogi i wyciąga rączki do góry żeby go wziąć. Jest kochany. Duży. Słodki. Mój synuś.
Ja żeby odreagować wczoraj byłam u fryzjera, pierwszy raz po ciąży! Bo zawsze obcinał mi włosy Wu. Teraz mam włosy takie do szyi, że jak zbiorę w kitkę to tylko taka malutka "agatka". Zamówiłam sobie też takie cudo bo dlaczego ja mam sobie nie pozwolić wydać co nieco na siebie skoro Wu potrafi wydać 200zł na parę spodni i dwie koszulki. Ja przy tym i tak jestem oszczędna. Niech wie, że skoro on chce wydawać na siebie to ja też nie będę sobie żałować. Może wtedy zrozumie, że czasem trzeba odpuścić, tylko to na pewno nie ja odpuszczę tym razem.
Mam nadzieję, że w końcu się zmieni. Zrozumie. Że będzie lepiej.
Bombel coraz więcej nowych rzeczy wymyśla. Spodobały mu się klamki w oknach (oczywiście gdy jest na rękach a okna sa zamknięte), szarpie za nie i piszczy i cieszy się. Stawia coraz to odważniej pierwsze pojedyńcze samodzielne kroczki. Od stołu w kuchni do kuchenki. Od lodówki do drzwi. Do domowników od jakiegoś mebla którego akurat się trzyma. Piszczy jak się bawi balonami, jak siedzi w łóżeczku a ktoś do Niego idzie i gada coś to się cieszy. Jest strasznie radosny. Domaga się swojego, jak jest głodny, śpiący to robi się nieznośny :) Gdy chodzi na czworaka to podchodzi czasem do kogoś do nóg i klęka na kolanach albo wstaje trzymając się kogoś za nogi i wyciąga rączki do góry żeby go wziąć. Jest kochany. Duży. Słodki. Mój synuś.
Ja żeby odreagować wczoraj byłam u fryzjera, pierwszy raz po ciąży! Bo zawsze obcinał mi włosy Wu. Teraz mam włosy takie do szyi, że jak zbiorę w kitkę to tylko taka malutka "agatka". Zamówiłam sobie też takie cudo bo dlaczego ja mam sobie nie pozwolić wydać co nieco na siebie skoro Wu potrafi wydać 200zł na parę spodni i dwie koszulki. Ja przy tym i tak jestem oszczędna. Niech wie, że skoro on chce wydawać na siebie to ja też nie będę sobie żałować. Może wtedy zrozumie, że czasem trzeba odpuścić, tylko to na pewno nie ja odpuszczę tym razem.
Mam nadzieję, że w końcu się zmieni. Zrozumie. Że będzie lepiej.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Zasiali ziarno...
...w mojej głowie. Siedzę i myślę, choć dobiega północ. A może by tak... piec ciasta? Uwielbiam to robić ostatnimi czasy, chętnie spędzam czas w kuchni piekąc i dekorując różne cuda. Może można zarobić i na tym? Chciałabym, ale... się boję. Co z tego wyjdzie. Zastanawiam się czy to wypali... Zastanawiam się czy w ogóle ktoś chciałby ciasto/tort od osoby która dopiero zaczyna? Myślę... myślę... myślę...
Dziś byliśmy na "wycieczce" z Bomblem w Kłodzku. My robiliśmy zakupy a Bombel sobie spał w najlepsze. Na pamiątkę dostał od nas album z wierszami Polskich poetów. Książka naprawdę mega! Twarda, gruba okładka, twarde kartki, piękne obrazki no i przede wszystkim super wiersze powybierane. Bombeliniemu się spodobała, już mu czytałam i pokazywałam obrazki a On za mną pokazywał paluszkiem i słuchał co do Niego mówię..
Zastanawiam się co zrobić ze swoim życiem...
Dziś byliśmy na "wycieczce" z Bomblem w Kłodzku. My robiliśmy zakupy a Bombel sobie spał w najlepsze. Na pamiątkę dostał od nas album z wierszami Polskich poetów. Książka naprawdę mega! Twarda, gruba okładka, twarde kartki, piękne obrazki no i przede wszystkim super wiersze powybierane. Bombeliniemu się spodobała, już mu czytałam i pokazywałam obrazki a On za mną pokazywał paluszkiem i słuchał co do Niego mówię..
Zastanawiam się co zrobić ze swoim życiem...
niedziela, 24 czerwca 2012
Coraz bliżej... chrzciny.! + zabawa kolejna... + dopisek pt. kłopoty
To już w niedzielę! Więc pomału trzeba się rozkręcić z wielkim sprzątaniem, zakupami (już dziś... lista zrobiona taka, że hoho), no i w końcu pieczeniem i gotowaniem. Gotowania nie wiele, bo wymyśliliśmy tylko sałatki warzywne, bigos no i do tego wędliny, warzywa itp. A co do pieczenia to wynalazłam na necie i będą to moje testowe-popisowe mam nadzieję wypieki, a mianowicie: tort z bananami, sernik limonkowy, cytrynowiec i rafaello, dwa na słodko i dwa trochę mniej. Mam nadzieję, że będzie dobre i że gościom będzie smakowało i w ogóle. A być może będzie mniej osób bo nie wiadomo czy przyjedzie Wu. siostra jedna z niemiec i czy dadzą radę przyjechać jego dziadkowie od strony mamy.
Dzisiaj musimy jeszcze kupić buciki, tyle, że tu beż będzie problem bo ostatnio jak próbowaliśmy założyć małemu inne buciki to tak wierzgał i ściągał te buciki od razu, odpychał rączką jak tylko przyłożyło mu się bucika do nóźki, także nie wiem jak to będzie na tych chrzcinach, najwyżej będzie w garniturku i skarpetkach :) A i tak co do tego garniturka to zastanawiam się jak to będzie bo słyszałam, że ma być ponad 30 stopni... :/ Co prawda w kościele będzie chłodno na pewno, bo tak jest zawsze ale na zewnątrz... no nie wiem, nie wiem. Wolałabym, żeby nawet padało i było zimno niż ma być tak gorąco :)
A tak po za tym, czort szaleje, ostatnio tylko coś nie chce za bardzo jeść... nie wiem czy to przez ząbki, czy przez upały czy jeszcze coś innego? ale zrobi gryza albo dwa i nie chce więcej a później za to "zawiesza się" na cycku i jest zadowolony... Po za tym przechodzi chyba jakiś etap pt. "lęk separacyjny" bo wystaczy, że wyjdę z pokoju albo oddalę się na parę kroków to jest płacz i wołanie nia nia nie :) I woła za mną nia nia nie wiem czemu zamiast mama, choć mama zdarza mu się jak płacze już, że głodny i to wtedy tak przeciąga maaa maa :) Brzmi śmiesznie ale i słodko zarazem. Cudny jest. Kocham go każdego dnia coraz mocniej i nie wyobrażam sobie życia bez Niego.
A no i tak szybko jeszcze odpowiem na pytania od Agi:
DOPISEK
Ja nie wiem czy my jesteśmy do cholery jacyś pechowi czy ki czort? Wiecznie coś sie musi popsuć. Nie chcę tu przeklinać ale mam naprawdę serdecznie dość! Sąsiadom popsuł się bojler tak że do rur z zimna wodą leciał wrzątek! I akurat pech chciał, że u nas rozwaliło rury z zimną wodą w naszej łazience gdzie wszystkie rury przykryte są regipsem i kafelkami! Cholera jasna! Pół łazienki do zdemolowania i to oczywiście na nasz koszt bo nikt się nie poczuwa do odpowiedzialności jakiejkolwiek! I to na kilka dni przed chrzcinami! Zajebiście! Niech ich wszystkich szlag trafi normalnie żyć się nie da! I weź się tu nie wnerwiaj i żyj spokojnie.
A na dodatek wczoraj pokłóciłam się z Wu. tylko, że nie chciałam o tym pisać bo myślałam, że się dzisiaj dogadamy ale on narazie jest w pracy i sama nie wiem jak to bd...
Normalnie zwariuje... :(
Dzisiaj musimy jeszcze kupić buciki, tyle, że tu beż będzie problem bo ostatnio jak próbowaliśmy założyć małemu inne buciki to tak wierzgał i ściągał te buciki od razu, odpychał rączką jak tylko przyłożyło mu się bucika do nóźki, także nie wiem jak to będzie na tych chrzcinach, najwyżej będzie w garniturku i skarpetkach :) A i tak co do tego garniturka to zastanawiam się jak to będzie bo słyszałam, że ma być ponad 30 stopni... :/ Co prawda w kościele będzie chłodno na pewno, bo tak jest zawsze ale na zewnątrz... no nie wiem, nie wiem. Wolałabym, żeby nawet padało i było zimno niż ma być tak gorąco :)
A tak po za tym, czort szaleje, ostatnio tylko coś nie chce za bardzo jeść... nie wiem czy to przez ząbki, czy przez upały czy jeszcze coś innego? ale zrobi gryza albo dwa i nie chce więcej a później za to "zawiesza się" na cycku i jest zadowolony... Po za tym przechodzi chyba jakiś etap pt. "lęk separacyjny" bo wystaczy, że wyjdę z pokoju albo oddalę się na parę kroków to jest płacz i wołanie nia nia nie :) I woła za mną nia nia nie wiem czemu zamiast mama, choć mama zdarza mu się jak płacze już, że głodny i to wtedy tak przeciąga maaa maa :) Brzmi śmiesznie ale i słodko zarazem. Cudny jest. Kocham go każdego dnia coraz mocniej i nie wyobrażam sobie życia bez Niego.
A no i tak szybko jeszcze odpowiem na pytania od Agi:
1. Kino czy teatr? - Kino
2. Klub czy domówka? - Domówka
3. Lato czy zima? - Zima
4. Gorące czy zimne? - To zależy co... :)
5. Komedia czy horror? - Zależy z kim :)
6. Góry czy morze? - Góry. I morze (ale jeśli może to najlepiej Włoskie!).
7. Groźba czy kara? - Groźba
8. Samochód czy tramwaj/autobus? - Samochód
9. Powietrze czy woda? - Woda
10. Cola czy sprite? - Sprite
11. Markowe czy nie? - Nie
Ja nie wiem czy my jesteśmy do cholery jacyś pechowi czy ki czort? Wiecznie coś sie musi popsuć. Nie chcę tu przeklinać ale mam naprawdę serdecznie dość! Sąsiadom popsuł się bojler tak że do rur z zimna wodą leciał wrzątek! I akurat pech chciał, że u nas rozwaliło rury z zimną wodą w naszej łazience gdzie wszystkie rury przykryte są regipsem i kafelkami! Cholera jasna! Pół łazienki do zdemolowania i to oczywiście na nasz koszt bo nikt się nie poczuwa do odpowiedzialności jakiejkolwiek! I to na kilka dni przed chrzcinami! Zajebiście! Niech ich wszystkich szlag trafi normalnie żyć się nie da! I weź się tu nie wnerwiaj i żyj spokojnie.
A na dodatek wczoraj pokłóciłam się z Wu. tylko, że nie chciałam o tym pisać bo myślałam, że się dzisiaj dogadamy ale on narazie jest w pracy i sama nie wiem jak to bd...
Normalnie zwariuje... :(
wtorek, 19 czerwca 2012
O egzaminie ciąg dalszy... + cała reszta
Dziś była część praktyczna i szczerze mówiąc wściekła jestem na siebie jak cholera. Nadproże (niektórym z Was pewnie nic nie mówi ta nazwa dlatego wyjaśnienie TUTAJ), projekt realizacji z wszystkimi możliwymi udziwnieniami, tj. policzeniem zbrojenia, zrobieniem kosztorysu, wyszczególnieniem robót w kolejności technologicznej itd... Niby nic wielkiego. Mogłoby się tak wydawać. A jednak, błędów można było narobić od groma no i oczywiście jakby mogło być inaczej... Ja musiałam je oczywiście porobić. Jestem na siebie wściekła. Nie mam pojęcia co dalej. Nie wiem czy zdam, jakoś nie jestem przekonana... A już za tydzień wyniki z matur podobno w piątek mają być... Sama nie wiem. Mieszane uczucia mam. Zła na siebie jestem. Wiem, że mogłam się lepiej postarać. Mogłam. Teraz już za późno.
Zastanawiam się co dalej... Skończyłam szkołę i.... ? Póki co w tym roku ze studiów nici. I to nie z winy Wu. Po prostu w domu jest z kasą różnie, chodzi tu również o kasę moich rodziców. A nie chcę wiecznie żyć na kredyt. Dlatego moje studia mogą jeszcze rok poczekać, tym bardziej, że nie wiadomo jak z tą moją maturą jak już mówiłam... Chciałabym jakąś pracę, ale najlepiej przez internet bo nie wyobrażam sobie co z Małym jak ja bym jakąś pracę dostała... Nie miałabym z kim go poprostu zostawić. Dlatego zastanawiam się nad tym jaką pracę przez internet można podjąć? Wiecie coś może o tym?
Wu. spisał się przez ostatnie dwa dni gdy zostawał z Małym :) Nie wiedziałam, że aż tak dobrze mu pójdzie. Co prawda miał wszystko przygotowane ale myślałam, że będzie gorzej. Tymczasem dali sobie radę i z tego co wiem to Mały miał wielką radochę, bawiąc się z Wu. A co u mnie i Wu.? Hm nie chce zbyt wiele mówić. Zaczynamy wszystko układać sobie. Zobaczymy co życie pokaże. Jak narazie za wiele Wam nie powiem :)
Ale powiem Wam za to, że ostatnie kilka dni na prawdę mam ochotę znaleźć sobie mieszkanie i iść na swoje jak to mówią. Z Bomblem i Wu. Chciałabym. Nabił mi głowę tym pomysłem i teraz tak myślę i myślę o tym i przestać nie mogę. Bo chciałabym. Naprawdę bardzo bym chciała...
Zastanawiam się co dalej... Skończyłam szkołę i.... ? Póki co w tym roku ze studiów nici. I to nie z winy Wu. Po prostu w domu jest z kasą różnie, chodzi tu również o kasę moich rodziców. A nie chcę wiecznie żyć na kredyt. Dlatego moje studia mogą jeszcze rok poczekać, tym bardziej, że nie wiadomo jak z tą moją maturą jak już mówiłam... Chciałabym jakąś pracę, ale najlepiej przez internet bo nie wyobrażam sobie co z Małym jak ja bym jakąś pracę dostała... Nie miałabym z kim go poprostu zostawić. Dlatego zastanawiam się nad tym jaką pracę przez internet można podjąć? Wiecie coś może o tym?
Wu. spisał się przez ostatnie dwa dni gdy zostawał z Małym :) Nie wiedziałam, że aż tak dobrze mu pójdzie. Co prawda miał wszystko przygotowane ale myślałam, że będzie gorzej. Tymczasem dali sobie radę i z tego co wiem to Mały miał wielką radochę, bawiąc się z Wu. A co u mnie i Wu.? Hm nie chce zbyt wiele mówić. Zaczynamy wszystko układać sobie. Zobaczymy co życie pokaże. Jak narazie za wiele Wam nie powiem :)
Ale powiem Wam za to, że ostatnie kilka dni na prawdę mam ochotę znaleźć sobie mieszkanie i iść na swoje jak to mówią. Z Bomblem i Wu. Chciałabym. Nabił mi głowę tym pomysłem i teraz tak myślę i myślę o tym i przestać nie mogę. Bo chciałabym. Naprawdę bardzo bym chciała...
środa, 13 czerwca 2012
o garniturze słów kilka.
Miało być bez garniturku... miały być spodenki+biała bawełniana koszulka+kamizeleczka. No właśnie miały. Tyle, że gdybym chciała to kompletować to wyszło by raz że drożej a dwa że nigdzie tak naprawdę nie mogłam znaleźć takich jak ja chciałam. A że ostatnio jak byłam na targu był gość który ma przeróżne ciuchy dla dzieci i pytałam się o ciuszki na chrzest i powiedział, że ma garniturki... No i przemyślałam to i w końcu się zdecydowałam. Kupiliśmy kremowy. Są spodenki+koszula+kamizelka+marynareczka. Wszystko jest z fajnego materiału (myślałam, że będzie jakiś sztywny a jest fajny w dotyku, taki milutki), w ładnym beżowym kolorze. Do tego jest jeszcze kaszkiet. Jednak jak mieżyliśmy dzisiaj to trochę za duży i spodenki też za długie. Ale spodnie zawsze można podwinąć. Zresztą to tylko do kościoła. Później i tak go w domu przebiorę. Bo w takim czymś to raczej za wygodnie by mu nie było na dłuższą metę... Zresztą zobaczymy jeszcze...
Po za tym mam pytanko: jakie macie spacerówki dla swoich brzdąców? Ja mam przerobiony wózek głęboki na spacerówkę, jednak mam okazję go sprzedać i upatrzyłam sobie wózek jak marzenie.Tylko, że jest trochę drogi. Ale jak mi się uda sprzedać ten co mamy to dołożę tylko trochę i mam nadzieję, że uda mi się go kupić bo tak się nakręciłam, że mówię Wam. A mówię tu o: TYM cudeńku. Strasznie mi się podoba bo ma koła takie jak mam w obecnym wózku no i rączka jest w całości a nie takie rogi jak w co poniektórych wózkach... A może same miałyście z nim styczność? Proszę o jakieś opinie...
A w poniedziałek i wtorek mam egzaminy zawodowe.! Boję się! :)
Po za tym mam pytanko: jakie macie spacerówki dla swoich brzdąców? Ja mam przerobiony wózek głęboki na spacerówkę, jednak mam okazję go sprzedać i upatrzyłam sobie wózek jak marzenie.Tylko, że jest trochę drogi. Ale jak mi się uda sprzedać ten co mamy to dołożę tylko trochę i mam nadzieję, że uda mi się go kupić bo tak się nakręciłam, że mówię Wam. A mówię tu o: TYM cudeńku. Strasznie mi się podoba bo ma koła takie jak mam w obecnym wózku no i rączka jest w całości a nie takie rogi jak w co poniektórych wózkach... A może same miałyście z nim styczność? Proszę o jakieś opinie...
A w poniedziałek i wtorek mam egzaminy zawodowe.! Boję się! :)
niedziela, 10 czerwca 2012
O nawykach przemyślenia...
Właśnie czytałam sobie gazetkę i artykuł pt. "7nawyków których warto uczyć". I tak się zastanawiam jak to jest u niektórych z tymi nawykami. Bo faktycznie tego czego się nauczymy w dzieciństwie to stosujemy to później w dorosłym życiu. Bycie grzecznym, samodzielnym, sprzątanie po sobie a w końcu szacunek do rzeczy a przede wszystkim do osób i zwierząt uczymy się będąc maluchami. Przynajmniej w większości domów się tego uczy. Bo jednak patrząc na niektóre osoby można by powiedzieć, że nie zostały tego nauczone. I tu trzeba postawić pytanie, dlaczego? Może rodzice nie mieli czasu? Może nie potrafili tego przekazać? A może najzwyczajniej w świecie im się nie chciało bo mieli inne zajęcia? Jakie to już nie wnikam...
I tak mi się właśnie wydaje że osoba bardzo mi bliska nie ma przekazanych takich wzorców. Przykre. Bo przecież (chyba każdy) rodzic wraz z miłością chce przekazać dziecku to co najlepsze. Szkoda, że nie wszystkim się udaje. Bo później ciężko czasem żyć z osobą, która w dorosłym życiu tak na prawdę nie potrafi się odnaleźć... Bo nie miała nigdy wzoru do naśladowania.
Mam nadzieję, że mi się jednak mimo wszystko uda, że dam radę przekazać Bomblowi wraz z moją miłością to co najważniejsze. Mam nadzieję, że kiedyś w swoim dorosłym życiu nie będzie miał mi niczego za złe. Mam nadzieję, że wyrośnie na dobrego człowieka.
I tak mi się właśnie wydaje że osoba bardzo mi bliska nie ma przekazanych takich wzorców. Przykre. Bo przecież (chyba każdy) rodzic wraz z miłością chce przekazać dziecku to co najlepsze. Szkoda, że nie wszystkim się udaje. Bo później ciężko czasem żyć z osobą, która w dorosłym życiu tak na prawdę nie potrafi się odnaleźć... Bo nie miała nigdy wzoru do naśladowania.
Mam nadzieję, że mi się jednak mimo wszystko uda, że dam radę przekazać Bomblowi wraz z moją miłością to co najważniejsze. Mam nadzieję, że kiedyś w swoim dorosłym życiu nie będzie miał mi niczego za złe. Mam nadzieję, że wyrośnie na dobrego człowieka.
piątek, 8 czerwca 2012
muszę się wygadać...
Padam na pyszczek. Nie mam siły. Ogólne zmęczenie materiału? Być może. Dziś nawet krew mi z nosa leciała. Jakby to @ była mało... eh. I na dodatek z jednej strony się cieszę a z drugiej, hm tak bardzo nie lubię tego czasu gdy zbliża się 10. Bo niby wszystko ok, można coś kupić, coś się zapłaci itd. Tylko, że ... no i tu bym się musiała rozpisać dłużej a nie mam siły dzisiaj... Więc tak w skrócie, mama jak jest w Niemczech to raczej kasy nie przysyła. Jak przyjedzie to zawsze cośtam płaci jednak jak jej nie ma to wypłata Wu nie starcza na wszystko. Zresztą umawialiśmy się że płacimy na pół. Oni pół i my pół. No i teraz jak jej nie ma np.2miesiące to czasem nie wiadomo co płacić i co jest ważniejsze... bo jak się tak w jednym miesiącu zapłaci tylko pół to w następnym trzeba by było to drugie pół które nie płacone było w tamtym miesiącu... no i tak w kółko i ciągle muszą być jakieś "zaległe" rachunki. Wkurza mnie to już. Bo jakby i mama i tata pracowali na miejscu byłoby super. Zresztą tak jest od zawsze prawie. Zawsze coś jest ważniejsze od czegoś innego. Zawsze po przyjeździe z Niemiec znajdzie się COŚ co niby jest ważniejsze od całej reszty i ... eh. Długo by pisać. I tylko nie piszcie mi tu, że tak to jest jak się mieszka u rodziców i zakłada rodzinę w tak młodym wieku. Bo Wu kasę zarabia i ma. Tylko, że długi które mieli rodzice wciąż są... Ja bym chciała im pomóc, Wu też ale przecież nie da się wszystkiego na raz. Bo i jedzenie i papierosy i rachunki i jeszcze małe dziecko do tego i to wszystko tylko z jednej wypłaty to nie jest takie hop... To trzeba by było przeżyć, na moim miejscu być bo z innej perspektywy to wygląda całkiem inaczej. Ja o tym dobrze wiem. Eh ciężko mi jakoś. Bo chciałabym zarówno wszystko popłacić a oprócz tego móc jeszcze coś kupić bez wyrzutów sumienia że wydałam niepotrzebną kasę. Ale to jest baaardzo długa historia. Myślałam, że jak to napiszę to trochę mi ulży, ale chyba się myliłam. Jestem jeszcze bardziej zła. Na wszystko! I według mnie żeby to się zmieniło to wszyscy musieli by być po pierwsze na miejscu a po drugie iść do pracy, zarówno ja, tata jak i mama. Tu u nas w mieście. A tak się nie da. Bo tu nie ma roboty. Tata szuka już 2 miesiące i okazuje się, że dla ludzi w Jego wieku no cóż. Pracy nie ma. A jak już jest to zawsze się znajdzie młodszy, czy taki ze znajomościami... eh. Doła mam. Tyle.

Dziś przy okazji zakupów w biedronce pozwoliłam sobie na chwilę szaleństwa a nie często mi się to zdarza. Nabyłam kubek. Żeby chociaż jakąś pamiątkę mieć. Po Euro oczywiście. Nie żeby pamiątkę z biedronki :)
Czas na chwilę dla mnie. Może to choć trochę poprawi mi humor. Na prawdę nie mam siły i chciałabym przez chwilę oderwać się od tego wszystkiego... A po za tym marzę o wygranej w totka. Pospłacałabym wszystkie długi nasze i rodziców, kupiłabym co chcę i miałabym święty spokój w końcu. W końcu mogłabym się zająć tym czym chcę... Póki co się nie da chyba... Eh. Życie. Polska. Nic dodać. Nic ująć.
blogger to sprytna bestia jednak. Przed chwilą coś mi się stało z laptopem. Musiałam go na chama wyłączyć, myślałam że całą notkę szlag trafił a jednak wchodzę patrzę a tu się zapisało. Sprytnie. Dobrze, że nie musiałam pisać od nowa wszystkiego...

Dziś przy okazji zakupów w biedronce pozwoliłam sobie na chwilę szaleństwa a nie często mi się to zdarza. Nabyłam kubek. Żeby chociaż jakąś pamiątkę mieć. Po Euro oczywiście. Nie żeby pamiątkę z biedronki :)
Czas na chwilę dla mnie. Może to choć trochę poprawi mi humor. Na prawdę nie mam siły i chciałabym przez chwilę oderwać się od tego wszystkiego... A po za tym marzę o wygranej w totka. Pospłacałabym wszystkie długi nasze i rodziców, kupiłabym co chcę i miałabym święty spokój w końcu. W końcu mogłabym się zająć tym czym chcę... Póki co się nie da chyba... Eh. Życie. Polska. Nic dodać. Nic ująć.
blogger to sprytna bestia jednak. Przed chwilą coś mi się stało z laptopem. Musiałam go na chama wyłączyć, myślałam że całą notkę szlag trafił a jednak wchodzę patrzę a tu się zapisało. Sprytnie. Dobrze, że nie musiałam pisać od nowa wszystkiego...
wtorek, 5 czerwca 2012
lekarz i co ja myślę na ten temat
Byliśmy dzisiaj u lekarza z małym bo od kilku dni kaszlał i stwierdziliśmy z Wu. że może lepiej to skonsultować niż samemu coś kombinować? No i poszłam na 13. Pani doktor go zbadała, pytała się co je itd. Powiedziała, że sucha skóra o której już kiedyś pisałam i to pokasływanie może być od mleka na którym robie małemu kaszkę manną (robię na takim zwykłym,jak my pijemy, nie na tych z proszku) a jest to takie delikatne dlatego, że karmię go piersią i to neutralizuje te objawy. Przepisała Lipomal, Fenistil i jakieś tam czopki. No i jak przyszłam do domu to rozmawiałam z Wu i z moim tatą. I doszliśmy do wniosku, że wszystkie te syropki, kropelki itd są na bazie jakichś ziół, więc może lepiej zmienić mu dietę i nie dawać mu od razu chemii jaka jest w lekarstwach bo skoro jeszcze żadnych nie brał nigdy, jest taki wesoły i tak naprawdę nic mu nie dolega po za tym kaszelkiem który mnie tak zmartwił trochę jest naprawdę żywym i wesołym chłopcem to po co od razu lekarstwa. No i taki mam plan. Zmiana diety. Narazie szukam w necie. Przepisy, porady itd. A powiedzcie mi jak wyglądała dieta Waszych maluchów w tym wieku? Mały skończy za niedługo 9 miesięcy.
Caaały dzień pada i najchętniej to poszłabym spać bo tak mi się nic nie chce że masakra. Nawet nie ma gdzie wyjść...
Caaały dzień pada i najchętniej to poszłabym spać bo tak mi się nic nie chce że masakra. Nawet nie ma gdzie wyjść...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

