Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłośnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłośnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 stycznia 2013

Doczekałam się!

Domyślacie się czego? No która zgadnie? No która? :)

Jeszcze może nie do końca tak świadomie i na w pełni "wiem o co chodzi"... ale jednak. Dla mnie liczy się sam fakt, że Mój Synuś wykazuje inicjatywę z ... powiedzeniem MA MA! Już jakiś czas "męczymy" go z "no powiedz mama", "a powiedz tata", "a może Kacperku powiesz dziadzia/baba/cokolwiek?" :) I tak ostatnimi czasy - czytaj dwa dni temu siedząc na kolanach u dziadka ja znów to samo... "a powiedz mama" Kacper cisza. "a powiedz nie" Kacper cisza. Na co ja jeszcze raz "a powiedz mama". A Kacperek wtedy "niiiie" :) Rozbawił mnie do łez wtedy. No i od tamtej pory od czasu do czasu się mu przypominałam w ciągu dnia i tak dziś mój kochany, jedyny synuś w końcu powiedział swoje pierwsze "MA MA". Brzmi to przesłodko w Jego wykonaniu!:) Jeszcze słodsze będzie pewnie to MAMA wypowiedziane w pełni świadomie, które pewnie już gdzieś "czai się za rogiem" :). Dodaje mi skrzydeł ten mój Skrzat mały.


I tak mi ten mój mały Skrzat na dodawał skrzydeł, że ja dziś po "mini remoncie" - czyt. wymianie jednej z rur w łazience która miała chyba ze 120 lat - rura nie łazienka :) bo to tak przy okazji tego, że sąsiad z góry wymieniał, bo kupił ktoś mieszkanie nad nami i się remontuje, a my mamy łazienkę jeszcze wciąż w rozkładzie niestety przez jakiś tydzień po zalaniu jakiś czas temu (zresztą długa historia :) ). No to ja po tym "mini remoncie" wysprzątałam dziś całą, CALUSIEŃKĄ łazienkę. Jak mały poszedł spać po 19, tak ja skończyłam dopiero o 21:40 i padam na ryjek. Zrobiłam sobie może ze dwie 5minutowe przerwy a tak to sprzątałam, myłam i jeszcze raz sprzątałam i myłam, kafelki od samej góry do samego dołu i prysznic i kibelek i umywalkę i wszystko, wszystko, wszystko. Aż się błyszczy i pachnie nowością :) heh. Ale jestem happy, ja lubię tak coś porządnie posprzątać i widzieć efekt swojej pracy :) A teraz już tylko buzi Wu. bo akurat przyszedł z pracy i idę lulu, więc słodkich snów dziewczyny!

piątek, 28 grudnia 2012

Strach ma wielkie oczy

Dziś przeżyłam chwile grozy... a mianowicie: siedzimy sobie wieczorem z Wu. w pokoju, on na kanapie a ja na podłodze oparta o kanapę, akurat sobie siadłam a mały poleciał do dziadka do pokoju, który jakieś 10minut wcześniej był w piwnicy. Mały jak to zwykle robi zaczął biegać od dziadka do nas do pokoju, a że paputki ma takie ze sztywną podeszwą to go słychać jak tupta no i śmiechu przy tym co niemiara zawsze. Ostatnio jednak wszedł w etap "jakby tu otworzyć drzwi?" Począwszy od drzwi do łazienki - tam klamka najniżej i tam najczęściej trenuje, poprzez te do pokoi i kuchni i na klamce od drzwi wejściowych do mieszkania kończąc. No i tu właśnie czas się dla mnie zatrzymał a serce stanęło w gardle. Ciemo już było i chyba całe szczęście. Mój tata jak wrócił z tej piwnicy obładowany słoikami to zatrzasnął drzwi tylko i zapomniał ich na zamek zamknąć. A mały gdy tak biegał i biegał nagle coś mu się przypomniało (z reguły nie podchodzi do drzwi wyjściowych, chyba że w przedpokoju świeci się światło-tu się nie świeciło-albo jak ktoś przyjdzie/wyjdzie no i oczywiście jak wychodzimy gdzieś) podbiegł do drzwi i chwycił za klamkę a drzwi się otworzyły. Minęła chwilka zanim do mnie dotarło, że Bombel jakoś ucichł a przecież DRZWI SIĘ OWTORZYŁY OD MIESZKANIA. Ja na równe nogi i bieg do przedpokoju, za mną Wu. Mały stał przed otwartymi drzwiami za którymi było ciemno chyba w większym szoku niż my sami, że udało mu się drzwi otworzyć no i że się otworzyły (zawsze jak naciskał klamkę to drzwi były zamknięte). Wzięłam go na ręce. Mocno przytuliłam. Powiedziałam, że nie wolno tak otwierać drzwi i poszliśmy się bawić. Później znów biegał od nas do dziadka itd jednak do drzwi wyjściowych już nie podchodził. Dziadek też się wystraszył oczywiście. Też utulił wnusia. Nieźle się tłumaczył później a przecież wcale na niego nie krzyczałam, tylko upomniałam żeby zawsze sprawdzał czy zamknął drzwi. Wiem, że każdemu to się mogło zdarzyć, bo nawet ja jak wychodzę wyrzucić śmieci a mały zostaje z dziadkiem czy z Wu to przecież nie za każdym razem drzwi zamykam na tak krótko na klucz. Jednak zawsze wtedy jestem ja albo ktoś z nim. Na szczęście nic się nie stało ale stracha miałam mega. Masakra.

A tak po za tym to nic ciekawego... Małego od wczoraj męczy jakieś katarzysko wstrętne. Chyba w święta podłapał jak byliśmy u cioci to tam był mojego kuzyna syn i jakiś taki właśnie smarkaty był. Teraz i moja bidulka mała się męczy. Walczymy z choróbskiem i się nie damy :)

A święta, jak to święta. Zleciały tak szybko, że nawet nie wiem kiedy.... atmosfera jak co roku... średnia. tylko radość i uśmiechy Kacpra sprawiały te święta magicznymi. Prezenty skromne ale cieszyły wszystkich więc chyba jest ok. :)

A jutro.... a właściwie to można liczyć nawet dziś... 4lata razem.... :)

niedziela, 16 grudnia 2012

15 miesięcy

... zleciało jak szalone. 15 miesięcy temu o tej porze spaliśmy sobie w szpitalu wtuleni w siebie... Taka malutka kruszynka i ja... Dziś maleństwo śpi u siebie w łóżeczku, no i przede wszystkim już nie takie maleństwo. Czas ucieka mi zdecydowanie za szybko i Dziecię za szybko rośnie. Uczy się z każdym dniem. Robi rozbrajające minki. Śmieje się bardzo zaraźliwie. Biega po domu, że czasem ledwo mieści się w zakrętach :) Uwielbia wygłupiać się na dziadkowym łóżku i nie mniej na naszym. Ma swoje dobre i złe dni. Ma humory, zachcianki i inne wydziwianki. Wciąż na maminym cycu. Wciąż synek mamusi. To się nie zmieni nigdy.

Jakoś szybko mi te 15 miesięcy zleciało. Odkąd na świecie jest ON czas pędzi szybko... za szybko.!

piątek, 14 grudnia 2012

Pachnie świętami, brzmi wspomnieniami...

Leżę w pachnącej świeżej pościeli, uwielbiam ten zapach i zapach wlatującego do pokoju mroźnego powietrza zza okna...

Popełniłam dzisiaj pierwszego w swoim życiu piernika... teraz czeka na swój dzień czyli na święta. Pachniał obłędnie. Zarówno w trakcie przygotowania jak i zaraz po wyciągnięciu z pieca. Mieszanka cynamonu, goździków, gałki muszkatołowej, jałowca i czarnego pieprzu - mistrzostwo świata!

Bombelini śpi, Wu. właśnie wrócił z pracy, w uszach brzmi FOKUS...


Tak brzmiały nasze początki... wzięło mnie na wspomnienia... Pamiętam jak razem słuchaliśmy jego kawałków leżąc wtuleni w siebie w ciemnym pokoju... Liczyło się tylko to że mamy siebie obok. Dziś tak wiele się zmieniło, ale te rytmy wracają mi tamte chwile... potrzebuję ich... dają mi wiarę w to, że Wszystko Będzie Dobrze.... Musi.!

wtorek, 28 sierpnia 2012

o krzyku i złości

Czasem jest dzień kiedy mamy wszystkiego dość. Ludzi dookoła nas. Siebie samych. Naszych dzieci. Itd. Itp. Czasem nawet ja sama mam dzień, że wszystko i wszyscy mnie wkurzają, że nie mam siły po 15 razy mówić Bombeliniemu, że tego akurat nie wolno czy coś. Jednak staram się jak mogę, żeby na Niego nie krzyczeć. I tak wracając przez prawie cały nasz wspólny rok pamięcią nie zdarzyło się chyba, żebym na Niego chociaż raz krzyczała. Fakt faktem, że czasem powiem coś bardziej stanowczo, podniosę odrobinę głos (lecz nie do krzyku) czy zrobię surową minę, ale nigdy na Niego jeszcze nie krzyczałam. A co dopiero żeby podnieść rękę czy coś. W życiu! A co dopiero żeby robić to na spacerze, placu zabaw czy na mieście na zakupach... Nie i już. Nie ma o czym mówić. Nawet gdy po raz kolejny muszę coś tłumaczyć, biegać za Nim bo leci tam gdzie nie wolno, czy chce coś czego nie powinien dostać w swoje rączki... I wiem, że gdy ja jestem zła i gdy np. kłóciłam się z Wu to On wszystko odczuwa... Wiem, że to nie jest dobre ani dla mnie ani tym bardziej dla Niego. Bo gdy ja się złoszczę to On złości się jeszcze bardziej i tak mogłoby bez końca... 

A dlaczego o tym piszę w takim razie? Ano dlatego, że będąc dziś na spacerze widziałam mamę, która najpierw niosła córę na rękach (dziewczynka ok.2latek...) a później coś tam ona zrobiła czy coś i wiem, że rozpłakała się na rękach u mamy a ta wsadziła ją ze złością do wózka i jechała a mała płakała, po czym słyszałam tylko prawie, że wykrzyczane "gdzie masz smoczek!?"... Zdziwiłam się. Minęłam. Tylko pomyślałam co pomyślałam. No bo przecież, lepiej dziecko zostawić żeby się wypłakało albo zatkać je smoczkiem nie? 

Staram się reagować na potrzeby Bombla. Nie spełniam wszystkich Jego zachcianek... Nie daję mu wszystkiego co chce, bo na wszystko pozwolić mu nie mogę, choć wiem, że czasem bardzo by czegoś chciał... Jednak nie zostawiam Go NIGDY płaczącego samemu sobie... Nie zatykam smoczkiem i nie odstawiam w kąt bo coś tam zrobił. Staram się tłumaczyć. Dużo przytulam. I tak jest lepiej ... bo widzę, że staje się bardziej samodzielny, nie płacze ( przynajmniej robi to bardzo sporadycznie) gdy powiem, że czegoś nie wolno. Gdy nie krzyczę to lepiej się "dogadujemy". :)

wtorek, 7 sierpnia 2012

tydzień... 7 dni... 168 godzin i aż 10080minut...

minął tydzień odkąd byłam tu po raz ostatni. Tydzień w którym było zarówno bardzo wiele chwil tych smutnych jak i tych wesołych i szczęśliwych. Tych drugich to w większości za sprawą Bombelka. To On przyprawia o uśmiech i nie pozwala mu schodzić z twarzy. 

Przez tydzień czasu zauważyłam naprawdę wiele zmian w Jego zachowaniu. Czyżby przechodził jakiś "skok rozwojowy"? :) Po domu śmiga już bardzo sprawnie. Do tej pory za każdym razem jak chciał się obrócić to zaliczał pac na pupę. Teraz obraca się jak chce i idzie dalej nie zważając na leżące pod nogami zabawki, porozrzucane spinacze do bielizny, książki, smoczki itp. :) Ponadto coraz sprawniej idzie mu picie z kubka niekapka. Do tej pory gryzł tylko ustnik i nawet gdy przechylało mu się butelkę to nie bardzo wiedział jak to zrobić żeby tam coś poleciało. Teraz potrafi już ładnie pić choć czasem zapomina się, że trzeba dać kubeczek rączkami do góry i trzeba mu go podtrzymać żeby się napił. Dopomina się o rzeczy, które leżą np. na komodzie, stole lub ladzie w kuchni - próbuje się na nie wspinać :) tak, tak... podchodzi do mebli, wyciąga rączki do góry i piszczy albo "gada" tak długo aż ktoś w końcu albo coś mu da stamtąd a najlepiej to podniesie Jego by mógł sam wziąć sobie upragnioną rzecz o którą tak się upominał. A i tak najbardziej rozbrajający jest wtedy gdy podchodzi do parapetu, wyciąga rączkę do kwiatków, patrzy na mnie lub Wu., my wtedy mówimy, że nie wolno i kręcimy głową i On kręci główką, że "nie" i z rozbrajającym uśmiechem dalej chce przesuwać kwiatki :) 

Ponad to ostatnimi czasy chyba próbuje się przestawić na jedno spanie w ciągu dnia. Dziś się udało, spał od 12 do prawie 14 i później zasnął dopiero po 20. W nocy jednak się budzi jeszcze dość często... za często... no ale cóż. I wczoraj przeszedł samego siebie... bo chciałam żeby też po jednym spaniu w południe położył się wieczorem koło 19-20 ale nie, nie wytrzymał i padł o 18:30 i miałam nadzieję, że może jednak już prześpi noc (z pobudkami oczywiście, ale w sensie że będzie się wybudzał tylko na karmienie) a On zrobił sobie pół godzinną drzemkę, po czym nie chciał cyca, wstał pełen werwy i energi i wojował ze mną i z moim tatą prawie do północy (Wu. był w pracy, żeby nie było, że się synem nie interesował, po prostu go nie było). Dziś spał do 8:30 i może dlatego też później udało się zaliczyć tylko jedną drzemkę. Zobaczymy jak to dalej pójdzie z tymi drzemkami w dzień...

A co do przykrych spraw sprzed tygodnia... nie będę o tym pisać tutaj. Smutki są w innym miejscu w sieci. Tym najbardziej zaufanym wysłałam zaproszenie mam nadzieję, że nie pomijając nikogo... kto nie dostał, proszę o wybaczenie ale wysyłałam tylko osobom, z którymi mam dość dobry kontakt i z którymi w blogowym świecie znam się już trochę dłużej... 
Dlatego też zachęcam do komentowania, bo może gdy bardziej Was poznam i wiem, że mogę zaufać to wyślę kolejne zaproszenia...? 

Aha i trochę na moje usprawiedliwienie: u Was jestem na bieżąco. Czytam. Jednak ostatnie dni pochłonęły całą moją energię i nie miałam głowy do komentowania. Postaram się nadrobić. Całuję Was kochane!

piątek, 29 czerwca 2012

Dałam radę!

Gdy usłyszałam od wychowawczyni, że zdałam wszystko to po prostu oszalałam z radości :) Nie ważne, że słabo bo angielski na 44% pisemny, ustny na 47 %, matma 52%, polski pisemny 66% i ustny 60%, ważne że ZDANE! Jestem z siebie zadowolona i (troszeczkę) dumna, że mimo ciąży i całkiem innych zajęć i problemów podołałam sobie z tym wszystkim. Byłam i z Bomblem i udało mi się skończyć szkołę i zdać maturę. Cieszę się przeeee ogromnie <radocha> :)

A co do dzisiejszego dnia... naszej rocznicy... To pokażę Wam tylko zdjęcia i powiem tak: Pomimo wszystkich naszych kłótni przez cały ten rok, pomimo problemów i oporu jaki czasem stawiał zarówno Wu jak i ja sama, wciąż jesteśmy razem, wciąż się kochamy i wciąż chcemy być ze sobą do końca świata!

Kocham tego mojego Wu. On kocha mnie. Wiem to. I chcę spędzić z Nim resztę życia, pomimo wszystko.

I choć rocznica papierowa to u nas standardowo kwiaty i słodycze, by osłodzić sobie życie w tych złych momentach :D


ps. ciasta na chrzciny już prawie wszystkie zrobione, została tylko masa cukrowa do torta i finito. Jutro ostatnie porządki, układanie stołów i w niedzielę to już. A póki co mały śpi a ja sama na "polu bitwy" bo Wu. w pracy a rodzice z bratem na ognisku u brata narzeczonej i jej rodziny....

poniedziałek, 5 marca 2012

Zostałam nominowana ...

Przez tą oto Panią zostałam nominowana do zabawy i choć ich nie lubię to niech już Jej będzie ;)


Kocham to uczucie gdy.... 

1.Gdy jeszcze byłam w ciąży... a On był obok. Każdego dnia czułam ogromną miłość... a dzień naszego ślubu choć tylko cywilnego był najpiękniejszym momentem w życiu.... naszym wspólnym życiu.



2.Kiedy jego małe rączki są wyciągnięte do mnie a na buźce maluje się piękny uśmiech od ucha do ucha.


3.Mogę poświęcić swój czas Bombelkowi i Wu. a przy okazji rozkoszować się tym co "tygryski lubią najbardziej" :) mniam, mniam.



a teraz niewdzięczna rola tej która typuje :) 
A więc do dzieła dziewczyny:  K&D&Z&Z , Bajka , Ina , Szpilka i Ewciak


sobota, 14 stycznia 2012

wcinam ciepłe jeszcze muffinki z czekolada, orzechami i rodzynkami i popijam zimnym mlekiem :) 
za oknem śnieg.! :)
przed chwila bawiłam się z małym śmieszkiem :) 
jak On pójdzie spać, a Wu. wróci z pracy ... prysznic a później może coś więcej? :)
SZCZĘŚLIWA! 
dawno się nie czułam tak jak teraz w tej chwili :) 

ps. później może wrzucę jakieś kulinarne zdjęcia ;) 

piątek, 13 stycznia 2012

ot tak...

Już jest lepiej... dołek zażegnany.
Wczoraj wieczorem oglądaliśmy film, "sierota" ale nie o filmie chcę mówić, tylko o tym, że oglądając go i widząc śnieg stwierdziłam, że chciałabym zobaczyć śnieg... że mi go brakuje. Dziś rano obudziłam się iiiii ....? Padał śnieg! Ale co z tego jak już go nie ma, a za oknem +3 stopnie. Zima w tym roku byle jaka u nas. eh.
A my z Wu. ostatnio nadrabiamy złe chwile. Przedwczoraj pogaduchy przy obiedzie, spokojny wieczór, później chwila tylko dla nas... mmmm... było cudnie! wczoraj to samo... dziś - rano zakupy i spacer z małym. Teraz Wu. kończy robić obiadek.! :) tak to mi się podoba.! Jestem szczęśliwa i oby to trwało jak najdłużej! już nie chcę smutnych chwil.

ps. Kasiu spodobało mi się Twoje pisanie różnymi rodzajami czcionek :)

piątek, 30 grudnia 2011

3 lata razem, pół roku jako małżeństwo

ehh jak to minęło...  A tak naprawdę nasze pierwsze spotkanie pamiętam jakby było wczoraj... a za nami już tyle pięknych wspólnych dni, tyle dni złych, które przeszliśmy razem i które udowodniły nam że na nas nie ma mocnych :) Niedawno byliśmy zwykłą parą nastolatków, która spotykała się od czasu do czasu, albo częściej, a dziś? Dziś jesteśmy rodziną. Małżeństwem. Mamy swój własny ósmy CUD świata :) I pomimo sprzeczek, cichych dni i całego zła jesteśmy wciąż razem. Mam nadzieję, że nigdy się to nie skończy. Kocham Cię Wu. najmocniej na świecie!!!

Choć rocznica była dwa/dzień temu |(zależy jak na to patrzeć:) )|to dopiero dzisiaj znalazłam chwilkę, żeby coś naskrobać. Coraz więcej czasu siedzę przy Bomblu i patrzę jakie postępy robi. Wczoraj byliśmy na badaniu bioderek i wszystko jest ok. A nasz K. był na badaniu największym i chyba najstarszym dzieciaczkiem, bo same takie maluszki a On już na rączkach i po 5 minutach czekania zaczęło mu się nudzić, zaczął się wiercić i uśmiechać do mamuśki a później się śmiał (tak, tak już się taj fajnie śmieje i rozbraja tym wszystkich :) ).
A po za tym potrafi już samodzielnie trzymać w rączkach grzechotkę i się nią bawić, tylko jak mu "ucieknie" to jest marudzenie bo nie może na razie sobie sam wziąć, tego jeszcze nie opanował :)
Aaaa i zapomniałabym... wczoraj kąpał się z mamą w wielkiej wannie :D Mamy narożną wannę u rodziców w łazience, i wzięliśmy go z Wu. tam bo w małej wanience strasznie kopie i wszystko dookoła jest mokre :) A w wielkiej wannie... ah ale była radocha! pływał sobie na brzuszku, na pleckach, gaworzył po swojemu, śmiał się, pluskał! Jest po prostu mistrzowski!
ps. tak, tak wiem jestem zakochana w swoim synku i na prawdę uważam Go za taki mały ósmy cud świata, no ale chyba większość mamusiek tak właśnie myśli na temat swoich dzieci :)
ps.2. w poprzedniej notce to ostatnie zdjęcie to lampki na choince i ruszanie aparatem, wiec gratuluje tym, którzy zgadli ;)

DOPISEK 31.12.2011r : KOCHANE WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU I OBY BYŁ JESZCZE LEPSZY I JESZCZE BARDZIEJ UDANY NIŻ TEN MINIONY :) SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!

środa, 2 listopada 2011

Szczepienia i inne takie

Byliśmy dzisiaj na szczepieniach... ehh ciężka dola mamy, która musi patrzeć jak jej maleństwo tak strasznie płacze :( Myślałam, że sama się poryczę... na szczęście już jest po, byliśmy później na spacerku a teraz właśnie moja kruszyna się budzi i zapewne będzie głodny :) Przybiera dość dużo... w 7 tygodni przybrał 2200gram. Ale jest taki fajny pucaty i tak słodko wygląda jak go karmię :)
Za oknem pogoda piękna, jakby to wcale nie zbliżała się zima, aż szkoda w domu siedzieć, jeszcze jak mam pomyśleć, że muszę zaczac się uczyć to aż mi słabo...
Jak wiecie moja mama już dwa tygodnie w Niemczech jest, teraz tato po chorobowym tez pojechał na delegacje, Wu w pracy a my musimy sobie radzić sami ale jakoś nam idzie nie narzekam. Oby tylko mama Wu za często nie chciała do malego przychodzić albo mi go zabierać (co nie będzie takie łatwe) to by było git.
W ogóle to w sobotę mamy jechać do drugich dziadków Wu (jakieś 70km w jedna stronę) z Kacperkiem, a wcale nie mam ochoty się z Nim tłuc tyle czasu w aucie i jeszcze tam... ehh szkoda gadać.
A po za tym to powiem Wam, że nie umiem sobie teraz wyobrazić kilku chwil bez małego, ciężko mi go zostawić komuś choć na chwile a co dopiero gdybym go miała zostawiać na cale dnie... teraz już nie wyobrażam sobie bez niego życia... :)

29.10.2011r minęło 34 miesiące od naszego zaczęcia  bycia razem z Wu. :) Jego tez kocham najmocniej na świecie i nie wyobrażam sobie bez niego życia!
Jestem od Nich dwóch uzależniona i nie chce żyć bez Nich! Moje Skarby :*

czwartek, 29 września 2011

Cudak mały ;)

Nasz Bombel to istne cudo.! Tak, tak wiem, pewnie sobie pomyślicie, że zakochana młoda mamuśka wpatrzona tylko w swojego synka i świata po za Nim nie widzi itp... ble, ble, ble. :)
Ale powiedzcie tak szczerze, cóż jest lepszego od uśmiechu takiego bezinteresownego? Cóż jest lepszego od płaczem gdy Ciebie nie ma obok? Cóż jest ważniejsze od miłości istotki, która zrodziła się z Twojej własnej miłości do osoby, bez której nie wyobrażasz sobie życia? :)
Mam dwóch facetów. Dwóch cudownych facetów. Wu chociaż co dzień przychodzi padnięty, a mały w nocy czasem daje popalić, daje nam tyle miłości, mówi o swoich uczuciach a do Małego lgnie i tak chciałby wszystko koło Niego porobić ale widać że jeszcze nie ma takiej pewności i troszkę się boi żeby nic Nuśkowi nie zrobić ;) Jest najlepszym facetem jakiego mogłam spotkać. Jest cudnym mężem i jeszcze lepszym tatą ;) Oby tak było zawsze.
Kacper to mały czort, mamie uwielbia robić na złość, bić ją piąstkami po buzi jak tylko leży na wyciągnięcie Jego rączek, robić słodkie minki i najchętniej to by całe dnie spędzał u mamy na rękach ;)
Ciężko zrobić cokolwiek, bo sprzątać nie ma kiedy, obiad zrobić z Bomblem na rękach (albo przy cycu) to nie lada wyczyn, noooo powiem Wam, że chyba nauczę się wielu rzeczy, wielu dziwnych rzeczy przy Nim ;)

ps. Już wiem, że w szkole wszystkie przedmioty będę zaliczała komisyjnie w grudniu.... hmmm chyba będzie ciężko i powiem szczerze - nie mam pojęcia jak ja to zrobię. Temat z polskiego już wybrany : "Koniec i początek – biblijne i literackie wizje stworzenia i zagłady świata. Omów problem, analizując wybrane teksty". Po za tym czeka mnie jeszcze egzamin zawodowy... Ogólnie to zwolnienie będę miała do 2 lutego (do urodzin Wu :) ),a co później? Nie mam pojęcia. Niby to 3 miesiące tylko bo do maja... ale dla mnie to aż 3 miesiące. I nie umiem sobie wyobrazić tego, że będę musiała jeździć do szkoły i zostawiać małego na 8 albo 9 godzin dziennie z dziadkami. Chyba, że akurat Wu się skończy staż i będzie miał "wolne" i to on będzie siedział z małym to może będzie trochę inaczej... Sama juz nie wiem... 


ps.2. Kochane wybaczcie, że nie zawsze komentuję Wasze posty, ale mam nadzieję, że rozumiecie sytuację? Po za tym proszę Was żebyście pozostawiały mi linki do Waszych blogów te które czytacie bo ostatnio narobił mi się bałagan na blogu i na kompie i nie wszystkie linki mam... bu :( 

niedziela, 25 września 2011

Kochane.! Czas przy Szkrabie pędzi jak oszalały. Minął już tydzień i dwa dni odkąd Kacperek jest razem z nami. I choć nocki bywają ciężkie, czasem dni też, to jednak ten czas jest najcudowniejszym w moim życiu. Razem z Wu staramy się dawać mu najwięcej miłości ile potrafimy. Opiekujemy się nim, jak Wu wraca z pracy to siedzi wpatrzony w Kacperka i nic innego się nie liczy. Weekend w końcu spędziliśmy w całości razem od rana do wieczora. Takie pierwsze dni w całości spędzone razem. Bo w tygodniu Wu. w pracy a ja z małym aż do 18 jestem sama z mamą swoją. W domu nie chce się nic robić bo wszyscy tylko zaglądają na Bombla.
Ale ogólnie wszystko jest w porządku. Była u nas położna środowiskowa i powiedziała, że wszystko jest ok. Jutro idziemy Nunka ważyć - zobaczymy ile się przybrało klusi bo już ma takie fajne "pućki" :) 
A na koniec dostaniecie zdjęcie żeby Was rozczulić ;) ale Bombla zdjęć w całości dodawać nie będziemy, bo skoro swoich nie zamieszczamy to Jego tym bardziej.


wtorek, 20 września 2011

W wielkim skrócie ...

... czyli o tym co u nas nowego ;)
Chwilowo mam troszkę wolnego czasu, więc postanowiłam Was powiadomić o tym i owym.
Przed 6 odwiozłam Wu do pracy, a że mały nakarmiony śpi to korzystam z chwili dla siebie bo wcześnie jeszcze więc nie będę od rana sprzątać czy coś ;) Pomału się ogarniamy w domku, dzisiaj odwiedzi nas położna środowiskowa - ciekawa jestem strasznie tej wizyty, a po za tym staram się razem z Wu jak najlepiej spełniać w roli rodzica ;)
No ale Wy pewnie chciałybyście wiedzieć JAK TO BYŁO? - Więc w piątek Wu miał iść pierwszy dzień na staż. W piątek były też urodziny mojego taty. W czwartek wieczór zaczęłam robić dla niego torta, ale zdążyłam zrobić tylko biszkopta i byłam tak padnięta, że postanowiliśmy się z Wu wcześniej położyć spać. Torta miałam dokończyć w piątek zanim tato wróci z delegacji a z samego rana miałam zawieźć Wu do pracy. O 2.00 obudziła mnie potrzeba skorzystania z toalety, i tak raz, drugi, trzeci, aż w końcu doszło do mnie, że to CHYBA JUŻ. Jak wróciłam do pokoju Wu się przebudził i oznajmiłam mu, że dzisiaj chyba jednak będzie miał wolne i nie pójdzie do pracy. On nie do końca zaskoczył bo najpierw tylko powiedział "mhm", ale zaraz później pytał czemu i co się dzieje. Jak powiedziałam, że to chyba się zaczyna to aż usiadł na łóżku i nie wiedział co ma zrobić. Mnie w między czasie zaczęły łapać bóle. Średnio co 15 minut. Wu wstał a ja poszłam obudzić mamę, która też z początku nie zajarzyła o co chodzi bo pytała czy to ona ma zawieźć Wu do pracy na co odpowiedziałam jej, że "Nie, Mnie masz zawieźć do SZPITALA". Jak dotarło do niej o co chodzi to szybciutko się pozbierała i zaczęli razem z Wu wypytywać co się dzieje, czy wszystko jest ok itd. Skurcze zaczęły pojawiać się coraz częściej. Ja zebrałam resztkę najpotrzebniejszych rzeczy i kazałam zawieźć się w trybie natychmiastowym do szpitala. I tak w szpitalu znalazłam się przed 4.00. Oznajmiłam, że chcemy poród rodzinny. Położna zabrała mnie na wywiad, w między czasie podłączyła mnie do KTG i ja słuchałam sobie odgłosów serduszka i starałam się dzielnie znosić skurcze, co nie było takie łatwe. Później przyszedł do mnie Wu i byliśmy już sobie razem na sali a mama musiała czekać na korytarzu. Dostaliśmy piłkę do skakania - naprawdę polecam. Można się skupić na oddechu i bólu. Ja dostałam kroplówkę, żeby wszystko poszło szybciej i tak się rozkręcało, rozkręcało, aż o godzinie 10.50 przyszedł na świat Kacperek.
Wu cały czas był przy mnie, od początku do końca i bardzo mi pomógł. Gdyby nie on to nie wiem czy byłoby to tak szybko i znośnie. I w tym miejscu POLECAM poród rodzinny! Świetna sprawa gdy ma się obok kogoś na kim można polegać, kogo można ściskać za rękę, kto pomasuje, poda wodę itp. Jestem mu bardzo wdzięczna za to co zrobił w tym dniu dla mnie i dla Kacpra.
Co do samych bóli i porodu to powiem Wam, że sam poród to, jak to określiła moja położna "pikuś w stosunku do bóli-skurczy". I to prawda, O ILE SIĘ SŁUCHA POŁOŻNEJ. Poród nie trwał dłużej niż 10 minut. Trzeba tylko oddychać i przeć w odpowiednim momencie. Ważne jest żeby NIE KRZYCZEĆ.! To na prawdę nic nie daje ;) A na skurcze też jest sposób i to ten sam co wyżej. Oddech, oddech i jeszcze raz oddech. Nie ma co krzyczeć, trzeba dzidzi pomóc i dotleniać swoje najcenniejsze skarby ;)
Także przyszłe mamuśki - nie bójcie się. Jak już to przeżyjecie i dostaniecie na ręce swoje ukochane maleństwo to od ręki odchodzą wszystkie bóle i cały strach itp. Te chwile są najcenniejsze w życiu i NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ.!
A teraz jesteśmy już wszyscy razem. Mam w końcu dwóch najważniejszych facetów ze sobą i nie wyobrażam sobie bez nich życia. I powiem jeszcze tyle, że zrobię dla nich wszystko, żeby było im dobrze i żeby im niczego nie brakowało.
Jestem szczęśliwą młodą mamą.

niedziela, 18 września 2011

Jesteśmy

16.09.2011 rok 
godzina 10.50 
przyszedł na świat Kacperek
waga 3060 gram
wzrost 52 centymetry

Dziś jesteśmy już wszyscy w domku, zdrowi i szczęśliwi
Mamy się dobrze i odezwiemy się z czasem do Was ciotki jedne ;)

sobota, 10 września 2011

Wciąż cisza.

Dalej nic się nie dzieje. Dziś jedynie czuję od rana jak Dzidzia wypycha nóżki albo rączki z jednej strony mojego brzucha i jest taka twarda kuleczka :) Jak pomyślę, że już za niedługo nie będę czuła tego cudnego uczucia to aż mi szkoda ... Ale za to będę miała swojego Malutkiego Okruszka na rękach. Już nie mogę się doczekać. Tak bardzo bym chciała żeby to JUŻ się zaczęło.
A Wu dzisiaj po przebudzeniu przywitał mnie krótkim pytankiem: "Ty jeszcze nie rodzisz?" Po czym obydwoje zaczęliśmy się śmiać ;)

Dostałam wszystkie notatki z tego tygodnia więc weekend zapowiada się pracowicie. No i mamy zamiar iść jeszcze na działeczkę troszkę dzisiaj bo dawno nie byliśmy i przydałoby się coś tam jeszcze porobić bo później to ja nie wiem kiedy tam zawitamy... Możliwe, że już dopiero z Dzidzią.

Humor odrobinę się poprawił, ale tylko odrobinę. Brakuje czegoś no i to czekanie zaczyna być męczące. Każdy a najbardziej My z Wu. czekamy na przyjście tego Małego Szkraba. A On/Ona zawzięcie siedzi w brzuszku i ani myśli wychodzić. Jedynie od czasu do czasu pojawią się jakieś "niby skurcze" które bardzo szybko mijają i na tym się kończy. Ale pocieszamy się faktem, że do terminu zostało 6 DNI. Mamy nadzieję, że w tym tygodniu już się coś wydarzy - trzymajcie za to kciuki.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Rocznicowo i po weekendowo.

Nasz Dzidzia chyba zaczął pakowanie, brzuszek dzisiaj taki twardy rano był, że szok. I jak wyszliśmy od lekarza to też. No i coś nam się wydaje, że coraz niżej jest? Więc czekamy, czekamy może akurat w tym tygodniu? Póki co czekamy na łóżeczko, które miało być w tamtym tygodniu ale jeszcze go nie ma... zaczyna mnie to wkurzać no ale musimy czekać bo nie ma innego wyjścia. Po za tym weekend spędzony spokojnie, w niedzielę byliśmy w lesie w górach na grzybkach, więc taki "wyczynowy" spacerek też może dał małemu w kość i ciśnie się już na powietrze? :) Dziś wybieramy się na działeczkę, może coś porobię jeszcze?
Za oknem gorąc ale nie aż tak straszny jak ostatnio więc jest dobrze. Póki co w domu 24 stopnie i przyjemny wiaterek.
Kochany Wu. w sobotę chwalił się koledze, że już w każdej chwili może być nas trójka, więc chyba się jednak cieszy i myślę, że urodzenie Dzidzi zmieni Go już całkiem na dobre. Ah kocham tych moich urwisów. No i dzisiaj już 2 miesiące jesteśmy małżeństwem :) A razem jesteśmy 2lata i 8 miesięcy. Więc dziś taki "świąteczny" dzień. Oby był spokojny i jak najbardziej udany.

sobota, 13 sierpnia 2011

O kochanym, demolce i takich tam...

Znów wszystko jest w porządku, jakoś się dogadujemy i choć czasem działamy sobie na nerwy to wieczorem zazwyczaj przy jakimś filmie wszystko się jakoś "rozchodzi". Dziś na działce uświadomiłam sobie jak dobrze i bezpiecznie czuję się gdy Wu. jest obok. Dziś i wczoraj robiliśmy na działce "demolkę". W sumie to Wu. robił. Bo z racji tego, że wzięliśmy sobie dwie działeczki i chcieliśmy z nich zrobić jedną to musieliśmy wyburzyć jedną z altanek (starą, drewnianą, niezbyt piękną). Moje kochanie wzięło się za to bardzo energicznie, bo miał jakąś nagromadzoną w sobie siłę i złość i chciał się wyżyć. Poszło mu to migiem. Z altanki zostały wióra i kupa śmieci. Niestety, zrobił sobie coś w rękę, chyba coś wbił i martwię się o Niego teraz, bo wiem, że jest twardzielem ale widać po Nim, że nawet coś nieciężkiego czy zrobienie czegoś tą ręką sprawia ból. Choć zapewnia mnie, że nic mu nie jest to jednak się martwię o tego mojego Wu... Aaa dlaczego czuję się bezpiecznie i dobrze przy Nim? Hm co by się nie działo to zawsze w tych trudnych chwilach jednak jest obok. Gdy coś mi się stanie to jest blisko. Gdy trzeba mi udzielić pomocy (nawet w jakichś błahostkach jak np. skaleczenie) jest i robi wszystko, żeby nie bolało, żeby się nic mi nie działo. Czasem pocałuje w czółko jak "ojciec" i wtedy czuję się taka malutka przy Nim. Czasem śmieje się z moich wygłupów a czasem patrzy jak na istotkę nie z tej ziemi ;) Kocha mnie - widzę to w jego oczach, w czynach, w tym jaki jest. Bo widzę jak mnie traktuje, jak wytrzymuje wszystkie moje humory, moje zachcianki i złe dni. Inni za pewne nie dali by rady. A Wu. daje - i radę i wiele, wiele miłości. Kocham Go za to.

Ps. Coś czuję, że będzie mi ciężko w tym roku szkolnym ale wiem, że dzięki Niemu i dzięki bliskim dam jakoś radę. Muszę.
Ps2. Zawartość torby do szpitala znów uległa zmianie ;) Za pewne stanie się to jeszcze kilka razy ;)

niedziela, 7 sierpnia 2011

Każdego dnia odkrywam jak ...

... ważne są dla mnie chwile z Wu.
... ważna jest dla mnie rodzina. Mama, tato, brat. Oczywiście bez dwóch zdań Wu. i Maleństwo.
... jestem coraz bardziej ciekawa świata.
... jestem coraz "pełniejsza" marzeń i pragnień, które chcę spełniać.
... ważne jest dla mnie życie, które trwa.

W końcu niedziela spędzona we dwoje. Spokój, cisza, My i czas. Można było się po śmiać, po gadać, pobyć ze sobą ot tak po prostu. Można się po przedrzeźniać i po wkurzać nawzajem a później się udobruchać buziakiem ;). Spędziliśmy czas w kilku miejscach, które od początku mają dla nas jakieś znaczenie. Nawet deszcz i burza nie popsuły nam tych chwil. Jestem szczęśliwa, że mam JEGO - faceta jakiego zawsze chciałam mieć. Jestem szczęśliwa, że mamy dzidzię i że zawsze i pomimo wszystko chcemy być razem.




Dziś odrobina więcej zdjęc. Właśnie z tych miejsc. Z Naszych miejsc.