Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciążowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciążowo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2012

Zostałam nominowana ...

Przez tą oto Panią zostałam nominowana do zabawy i choć ich nie lubię to niech już Jej będzie ;)


Kocham to uczucie gdy.... 

1.Gdy jeszcze byłam w ciąży... a On był obok. Każdego dnia czułam ogromną miłość... a dzień naszego ślubu choć tylko cywilnego był najpiękniejszym momentem w życiu.... naszym wspólnym życiu.



2.Kiedy jego małe rączki są wyciągnięte do mnie a na buźce maluje się piękny uśmiech od ucha do ucha.


3.Mogę poświęcić swój czas Bombelkowi i Wu. a przy okazji rozkoszować się tym co "tygryski lubią najbardziej" :) mniam, mniam.



a teraz niewdzięczna rola tej która typuje :) 
A więc do dzieła dziewczyny:  K&D&Z&Z , Bajka , Ina , Szpilka i Ewciak


niedziela, 18 września 2011

Jesteśmy

16.09.2011 rok 
godzina 10.50 
przyszedł na świat Kacperek
waga 3060 gram
wzrost 52 centymetry

Dziś jesteśmy już wszyscy w domku, zdrowi i szczęśliwi
Mamy się dobrze i odezwiemy się z czasem do Was ciotki jedne ;)

środa, 14 września 2011

Zmiany, zmiany...

Jednak informuję od razu, że wcale nie w tym co myślicie. Póki co wciąż NIC się nie urodziło i wciąż NIC się nie dzieje. Specyficzne kopniaki w żebra odnotowywane są dość często co znaczy, że Dzidzia na sam koniec pragnie dać matce popalić i ma z tego na prawdę niezły ubaw. A ja póki co cierpliwie to znoszę bo nie mam innego wyjścia i chcę powiedzieć, że pomimo tego, że zaczyna to wszystko męczyć (kopniaki + pytanie co średnio 10minut czy może już albo ile jeszcze) to odczuwam satysfakcję z tego, że dzidzia jest taka energiczna, uparta (zapewne po mamusi) i że wszystko jest w porządku. Do terminu jeszcze 2 dni. Wciąż czekamy!

Aaaaa no a co to za zmiany, pewnie ciekawość Was szama? Tak więc zmiany są oto takie, że Wu.dostał staż - skierowany został z biura pracy - przyjąć więc go musiał i nie miał się czemu przeciwstawiać, bo choć za psie pieniądze to jednak teraz ważniejsze jest to, że ja podlegam pod Jego ubezpieczenie i Dzidzia jak się urodzi to będzie tak samo. Chcąc nie chcąc jesteśmy na to skazani. Ale za to będzie jakiś grosz - a przy Dzidzi za pewne się przyda.
Noooo i muszę się jeszcze pochwalić, że z racji tego, że Wu. owy staż podjął - postanowiliśmy zainwestować w coś swojego, prywatnego, na własność itp. Wu. namówił więc swojego tatę (na niego się nie da, na mnie tym bardziej-bo jeszcze się uczę), żeby wziął nam na raty komputer i monitor do kompletu. I tak od wczoraj jesteśmy posiadaczami nowego sprzęciora,- monitor trochę mnie męczy bo jest straaasznie duży jak dla mnie i zanim przeczytam coś z jednej strony do drugiej to mijają wieki :) hehe.

Dzidzia znów zaczyna figle, idę więc spać, bo na nogach jestem od godziny 6.30 a wczoraj do łóżeczka poszłam dopiero przed 23. Moje kochane Wu. nie chce dać mi pospać ostatnie dni. Ale zemsta za to będzie słodka - plan na nią już się tworzy :)

poniedziałek, 12 września 2011

Doczekać się nie można.

Widzę, że nie tylko ja jestem strasznie niecierpliwa. Kochane moje, chcę Was uspokoić i zarazem powiadomić że JESZCZE wciąż NIC się nie dzieje. Niestety. Nasze uparte maleństwo wciąż siedzi u mamusi w brzuszku i ni myśli się stamtąd wydostawać. Wciąż tylko obija moje wewnętrzne narządy, o ile jakieś jeszcze tam są bo wydaje mi się że Dzidzia wypełnia cały mój brzuszek ;)
Nie było mnie bo każdy każe mi coś robić jak chcę rodzic, tak więc chodzę na działkę, sprzątam itp ale nawet to nie pomaga. Do terminu jeszcze 4dni. I oby to się stało NAJPÓŹNIEJ w dniu terminu i obyśmy tylko nie musieli dłużej czekać. W innym wypadku - chyba wszyscy zwariujemy.! Bo ja tak bardzo chciałabym JUŻ.! Wu. zresztą też. Moi rodzice i Wu.rodzice też. I dziadki i w ogóle wszyscy.
Jak na razie jednak jak już wspominałam, chodzimy sobie na działkę i przy okazji dziś zrobiłam kilka zdjęć:


Tak się "bawimy". Popijamy sobie Frugo (byłam w wielkim szoku jak znalazłam je na półce:) z wrażenia kupiłam i czarne i zielone - mniam ), siedzimy na ławeczce, zrywamy malinki i robimy porządki ale to z drugiej strony działki, która się na zdjęcie nie załapała. Po za tym z malinek wyskoczyła nam dzisiaj taka, oto towarzyszka: 

Myślałam, że nie uda mi się zrobić zdjęcia, a jednak udało się podejść nawet dość blisko. Żabka siedziała nieruchomo, wpatrzona we mnie i w mój telefon a później pokicała dalej. 

No nic, teraz kładziemy się już lulu, z nadzieją, że w nocy zacznie się coś dziać? OBY.! 
Ps. Jak tylko się zacznie, a zdążę to dam Wam znać ;) W innym wypadku zrobię to zaraz PO.

sobota, 10 września 2011

Wciąż cisza.

Dalej nic się nie dzieje. Dziś jedynie czuję od rana jak Dzidzia wypycha nóżki albo rączki z jednej strony mojego brzucha i jest taka twarda kuleczka :) Jak pomyślę, że już za niedługo nie będę czuła tego cudnego uczucia to aż mi szkoda ... Ale za to będę miała swojego Malutkiego Okruszka na rękach. Już nie mogę się doczekać. Tak bardzo bym chciała żeby to JUŻ się zaczęło.
A Wu dzisiaj po przebudzeniu przywitał mnie krótkim pytankiem: "Ty jeszcze nie rodzisz?" Po czym obydwoje zaczęliśmy się śmiać ;)

Dostałam wszystkie notatki z tego tygodnia więc weekend zapowiada się pracowicie. No i mamy zamiar iść jeszcze na działeczkę troszkę dzisiaj bo dawno nie byliśmy i przydałoby się coś tam jeszcze porobić bo później to ja nie wiem kiedy tam zawitamy... Możliwe, że już dopiero z Dzidzią.

Humor odrobinę się poprawił, ale tylko odrobinę. Brakuje czegoś no i to czekanie zaczyna być męczące. Każdy a najbardziej My z Wu. czekamy na przyjście tego Małego Szkraba. A On/Ona zawzięcie siedzi w brzuszku i ani myśli wychodzić. Jedynie od czasu do czasu pojawią się jakieś "niby skurcze" które bardzo szybko mijają i na tym się kończy. Ale pocieszamy się faktem, że do terminu zostało 6 DNI. Mamy nadzieję, że w tym tygodniu już się coś wydarzy - trzymajcie za to kciuki.

wtorek, 6 września 2011

Zaspałam.!

Zaspałam na ostatnie badania. hehe. Ale dotarłam i w sumie jeszcze czekałam, aż wszystkich przyjmie bo przecież gdzie tam w Polsce puścić ciężarną kobietę wcześniej. A co tam niech sobie postoi godzinę czasu. I to dosłownie POSTOI bo nawet miejsca nie ustąpią. I to nic, że brzuch cię boli bo lada dzień a nawet właściwie w każdej chwili możesz dostać skurczy. To nic, że kręgosłup przy dłuższym staniu też odmawia posłuszeństwa i jakoś tak nie chce współpracować. Stój sobie kobieto i czekaj. No więc wystałam się ponad godzinę w cholernej przychodni, bo pielęgniarka ruchy ma jak 750kg słoń i w końcu poszłam do domu. Jak ległam na łóżku to myślałam że nie wstanę :)
Dziś jeszcze czeka nas wizyta u ginekologa bo w końcu powrócił po urlopie. Więc muszę do niego iść chocby po zwolnienie do szkoły, gdzie jadę jutro, zobaczymy jak się dogadam z nauczycielami... W piątek idę na wizytę do niego. O ile wcześniej nie pojadę do szpitala a bardzo chętnie bym to zrobiła bo już mam serdecznie dość łażenia na badania itp bo takie rzeczy w Polsce są chyba najgorszym co może człowieka spotkać. Załatwić cokolwiek u lekarza albo w jakimkolwiek urzędzie w Polsce to wyczyn nie lada gratka.
Po za tym znam w końcu swój plan i wiem ile i jakich przedmiotów będę miała do zaliczenia. Nie jest tak tragicznie. 13+wf ale wfu zaliczać nie będę. Przy 19 przedmiotach które mieliśmy w trzeciej klasie to pikuś. Damy radę. Zobaczymy tylko w jakiej formie mam to zaliczyć i trzeba będzie sobie jakoś organizować notatki itp.
To na razie tyle, mykam się zbierać i idę po zwolnienie ;)

piątek, 2 września 2011

Łóżeczko, ah łóżeczko

Doszło. W końcu. Po wielu dniach i godzinach wyczekiwania w końcu jest. Przyszło w paczce więc trzeba było je poskręcać. Robiłam to ja i mój ukochany Wu. No dobrze, dobrze - bo zaraz będziecie krzyczeć. Robił to w większości Wu. a ja tylko pomagałam ;) Łóżeczko skręcić było w miarę łatwo, gorzej było z szufladą - tu śmiechu było co niemiara. Szufladę tak jak powinna być skręcona udało się skręcić dopiero za 3 razem. Tak więc pośmialiśmy się i podenerwowaliśmy też przy okazji troszkę :) Efekt końcowy widać na zdjęciu:

Jesteśmy szczęśliwi i mamy już wszystko. Teraz czekamy już tylko na Maleństwo. Więcej do szczęścia nam chyba nie potrzeba. :)

Dopisek 03.09. 
A wczoraj byliśmy na koncercie Kukiza :) Wkręciły mi się jego nutki i od rana słucham i zamęczam Wu. :) Wam też podam jedną z ulubionych jego nutek: 

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Rocznicowo i po weekendowo.

Nasz Dzidzia chyba zaczął pakowanie, brzuszek dzisiaj taki twardy rano był, że szok. I jak wyszliśmy od lekarza to też. No i coś nam się wydaje, że coraz niżej jest? Więc czekamy, czekamy może akurat w tym tygodniu? Póki co czekamy na łóżeczko, które miało być w tamtym tygodniu ale jeszcze go nie ma... zaczyna mnie to wkurzać no ale musimy czekać bo nie ma innego wyjścia. Po za tym weekend spędzony spokojnie, w niedzielę byliśmy w lesie w górach na grzybkach, więc taki "wyczynowy" spacerek też może dał małemu w kość i ciśnie się już na powietrze? :) Dziś wybieramy się na działeczkę, może coś porobię jeszcze?
Za oknem gorąc ale nie aż tak straszny jak ostatnio więc jest dobrze. Póki co w domu 24 stopnie i przyjemny wiaterek.
Kochany Wu. w sobotę chwalił się koledze, że już w każdej chwili może być nas trójka, więc chyba się jednak cieszy i myślę, że urodzenie Dzidzi zmieni Go już całkiem na dobre. Ah kocham tych moich urwisów. No i dzisiaj już 2 miesiące jesteśmy małżeństwem :) A razem jesteśmy 2lata i 8 miesięcy. Więc dziś taki "świąteczny" dzień. Oby był spokojny i jak najbardziej udany.

piątek, 26 sierpnia 2011

Jak w ciepłych krajach...

Za oknem jak to pięknie określiła ostatnio Bajka jest "żar tropików". No ugotować się można. Po domu można biegac (prawie) nago a to i tak nic nie daje. Wypite hektolitry wody też już nie gaszą pragnienia...uff jak ja tęsknię za zimą. Dla takich jak ja (czyt. kochających zimę a nienawidzących lata) taki ukrop to udręka. Tym bardziej, że dzidzia się rozpycha niemiłosiernie i pchając się na boki zamiast w dół daje matce popalić czasem w taki upał :) A ja już tak nie mogę się doczekać kiedy wezmę tego mojego Szkraba na ręce... :) Nie wiem czy to samo powiedziałby Wu. Choć wiem, że się cieszy i że chce tak jak ja żeby dzidzia już była na świecie to jednak chyba z drugiej strony trochę się jeszcze tego wszystkiego boi i chciałby jeszcze żeby jak najdłużej Bombelek był w środku bo On tym samym miałby jeszcze trochę "wolności" :) A ja właśnie już Bombla chce.!

Łóżeczko najprawdopodobniej będzie we wtorek albo środę... więc jeszcze sobie poczekamy. Eh no trudno - nic z tym nie zrobię. A póki co zabieram się za pieczenie czekoladowych muffinek i robienie galaretek z kremem jogurtowym bo mi się chce i już.! Ciekawe czy moje kochanie będzie zadowolone? Bo Wu. to ostatnio coś nie ma ochoty na słodkie - a ja wręcz przeciwnie. Choć podobno mi nie wolno, bo niby miałam cukier na krzywej cukrowej za duży i kazali mi mierzyć a jak ja mierze to on nawet po cieście jest niski :) Więc sobie pozwalam. Bo czekoladę to ja kocham.!

Dopisek. 19:50
A takie smakołyki zagościły dzisiaj na naszym stole w wyniku nudy, która dopadła mnie w ciągu dnia:



środa, 24 sierpnia 2011

Nuda...

Jedyną rzeczą o której warto napisać, to to, że byłam właśnie u lekarza jakiegoś innego i powiedział mi żebym się tymi wynikami nie martwiła, że podczas porodu zostanie mi podana podwójna dawka jakiegoś leku i że wszystko będzie ok. Teraz nic nie przepisuje mi bo to i tak nie ma sensu. Tak powiedział. Hmm no więc mogę tylko czekać do porodu i być na prawdę dobrej myśli.
A no i jeszcze jedno - czekamy właśnie na łóżeczko. Czekamy, czekamy i doczekać się nie możemy. Chciałabym je już poskręcać, poskładać i jechać na porodówkę :) Ehh już bym tak chciała, żeby było po wszystkim. Albo żebym wiedziała, że to jutro o 13. Tak dokładnie i konkretnie. Bo póki co z lubym czekamy i nic po za tym. Nuda okropna, nie ma co robić, a za oknem taki ukrop, że nawet się z domu nie chce wychodzić. I co z tego, że zbierało się na deszcz, jak już sobie gdzieś poszło to wszystko?
Niech coś się w końcu zacznie dziać.! :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

O tzw. GBS i innych zmartwieniach... cz.2

Dowiedziałam się, że jutro przyjmuje jakiś lekarz u nas w szpitalu więc się do niego wybieram na konsultację, zobaczymy co mi powie. Czytałam też, że ważniejszy teraz jest ten antybiotyk podany przy porodzie, niż te co miałabym wybrać teraz bo ten teraz tylko chwilowo "wytępi" to dziadostwo, a ono do porodu może wrócić... Trochę się martwię, ale wiem, że wszystko musi być oki.

W niedzielę wróciła mamuśka, obiadek smakował, ciastka też. Wieczorem był grill a wczoraj szał-pał-Ameryka. Mieliśmy odpocząć i iść na działkę. A jeździliśmy w poszukiwaniu łóżeczka i takich tam. W końcu kupiliśmy już wszystko to co mi reszta potrzeba - trzeba będzie torbę przepakować, no ale łóżeczko zamówiliśmy na necie bo w sklepach nic specjalnego. Znaczy się - ładne te łóżeczka może i są, ale za to każde ma tak małą szufladę, że to się w głowie nie mieści. A my znaleźliśmy takie wyglądające na solidne, z porządną szufladą. Zobaczymy czy jak przyjdzie i je poskładamy czy faktycznie takie będzie.
Po za tym jakoś leci, ehh jeszcze tylko półtora tygodnia i powinnam iść do szkoły, a ja - ? Nie wiem, co mam robić :-/ Na prawdę, chciałabym urodzić w przyszłym tygodniu i wszystko jakoś zacząć sobie układać a tak to nie mam pojęcia co i jak i w ogóle... Eh.!

A zaraz idę na ostatnie badania, na które wysyłała mnie Pani Diabetolog już tydzień temu ponad a mi się iśc nie chciało, a że dzisiaj już nie śpię to zaraz się pozbieram i pójdę. Mam nadzieję, że chociaż te będą dobre...?

Dopisek. godz. 16.09
Jeśli chcecie to w zakładce "Nasza historia" dodałam możliwośc komentowania ;) Gdybyście miały jakieś pytania czy coś to śmiało piszcie. A swoją drogą to ciekawa jestem co niektóre z Was jeśli to czytały to sobie myślały? :)

piątek, 19 sierpnia 2011

O tzw. GBS i innych zmartwieniach...

GBS to badanie, o którym dałam dopisek w poprzedniej notce. Jestem strasznie smutna i zła, ponieważ wyniki wyszły złe - tzn. dodatnie. No a przede wszystkim mój lekarz jest teraz do 2.09. na urlopie i nie mam nawet z kim tego omówić... Wiem, że gdy wynik jest dodatni podaje się jakiś antybiotyk, jeszcze w czasie ciąży i w trakcie porodu. Ten w trakcie porodu pewnie zostanie mi podany, ale ten w trakcie? Nie mam pojęcia co mam robić. Jestem smutna i trochę załamana, choć każdy mówi, żeby się tym nie martwic i nie myśleć o tym. Jedynym pozytywem jest to, że Dzidzia jest aktywna, ciągle czuję Jego/Jej ruchy, więc to mnie troszkę uspokaja. Niestety tylko troszkę. Boję się coraz bardziej tego całego porodu i tego jak będzie później...?

W niedzielę wraca już moja mama, więc dziś od rana sprzątałam chałupkę, aż się cała świeci. Jestem zadowolona, że tak łatwo mi poszło. Został tylko pokój mój i Wu. Ale tu już chcę zrobić jeszcze większe porządki takie już na prawdę na przyjście Dzidziusia - muszę powyrzucać trochę starych zeszytów i książek, żeby zrobić miejsce na jakieś najpotrzebniejsze rzeczy dla dzidzi.
Coraz więcej zmartwień i myśli mnie dopada. Boję się trochę tego wszystkiego i chyba zaczyna mnie to przerastać. Nie wiem co zrobić ze szkołą, żeby było dobrze. Nie wiem, co z tymi badaniami. Nie wiem co z pracą dla Wu. Nie wiem nic i jestem tym wszystkim cholernie zmartwiona i przerażona. Eh.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Jeszcze miesiąc?

Niby nie cały. Niby lekarz powiedział, że może to będzie szybciej. A tak na prawdę to kiedy? Eh z jednej strony  już nie mogę się doczekać, już bym chciała żeby Bombel/ka była z nami. Z drugiej chciałabym żeby jeszcze był/a długo długo w brzuszku i żebym mogła czuć kopniaki, ruchy i cały ten szał pał ;)
Jedyne co jest pewne to, to, że od 1 września (czyli już dokładnie za 2tygodnie) muszę być w szkole. Choć nie wiem, czy pójdę te parę pierwszych dni jak Dzidzia się jeszcze nie pokaże. Eh właśnie dlatego bym chciała, żeby Bombel/ka pojawiła się nam końcem sierpnia. Przynajmniej miałabym już ten komfort psychiczny i mogła cokolwiek planować. Póki co jesteśmy "zawieszeni" w powietrzu. Choć ciężko tak wisieć jak ma się taki spory brzuszek :) A swoją drogą - kurcze miałam się zmierzyć i zobaczyć ile mam w obwodzie :D Bo nie mierzyłam jeszcze, szczerze mówiąc ;)
Jutro idę po odbiór ostatnich badań potrzebnych do porodu. Oby było wszystko oki i oby wynik był taki jak chcę, żeby był - czyli ujemny. Trzymajcie kciuki za to.
Po za tym muszę zrobić jeszcze jedne badania ale to już do Pani diabetolog, tylko nie wiem czy będzie mi się chciało jutro wstawać tak rano ;) Zobaczymy - najwyżej zrobi się w przyszłym tygodniu.
A no i szablon chyba już póki co zostanie na razie taki. Co Wy na to? Ten jakoś mi się spodobał i po różnych, różnistych innych jakie mogłyście tu przez te kilka dni zobaczyć chcę na razie zostać przy takim :) Ciekawe kiedy mi się odwidzi? :)
A póki co idę lulu, bo mój Wu. chrapie już dobre półtora godziny (położył się na fochu a ja nie mam co robić więc korzystam z komputra :D ). Dobrej nocki kochane.!


Dopisek. 19.08. godz. 16:55
Badania odebrane... wynik niestety nie zadowalający :( ehh porażka <załamka>

czwartek, 11 sierpnia 2011

Spakowana.! no... prawie :)

Długo się do tego przybierałam, nie mogłam jakoś weny do tego znaleźć. Ale, że krzyczycie i krzyczycie, że później nie zdążę to postanowiłam się do tego zabrać w końcu. Zrobiłam więc listę rzeczy które będą mi potrzebne (tak mi się bynajmniej wydaje...) no i zaczęłam układać je na łóżku. Ilości zmieniały się, kupki rosły a później malały. Ostatecznie i tak nie spakowałam wszystkiego (okazało się, że parę rzeczy muszę jeszcze dokupić) a torba ledwo nie pęknie w szwach gdy ją zamknęłam... yy - i co teraz mi poradzicie? :) Pokażę Wam jak wyglądało moje pakowanie: (tylko proszę nie patrzeć na bałagan dookoła i na łóżku :D )


O.! Było tak jak na załączonych obrazkach... Eh bajzel dookoła, że aż wstyd ale nie przyszło do główki oczywiście zaaferowanej mamuśce żeby to uprzątnąć chociaż przed zdjęciem :D Ale, nie ważne. Kochane co bardziej doświadczone mamuśki - proszę Was powiedzcie mi czego jeszcze nie mam a wiecie, że Wy to miałyście i się naprawdę przydaje? Proszę o jakieś rady bo sama już nie wiem co mi na prawdę potrzeba do szpitala i zaczynam pomału się tym wszystkim martwic - nie wiem jak będzie jak okaże się, że to JUŻ :) 

A później byłam sobie na działeczce, zajadaliśmy się jeżynami i śliwkami, malinkami i innymi cudami natury, cieszyliśmy się słońcem i chwilami w ciszy i spokoju. A teraz Was podręczę zdjęciami tych pysznych cudów, tylko nie zaślińcie całej klawiatury ;P Jak coś to zapraszam na jeżynki, śliwki czy coś - bo mam ich pod dostatkiem :)



wtorek, 9 sierpnia 2011

Instynkt gniazda?

Mówią, że kobieta w ciąży przed samym porodem zaczyna robić różne dziwne rzeczy. Sprzątać, przepakowywać różne rzeczy, układać wszystko, gotować na zapas itp? Hm no to chyba naprawdę zbliża się ten czas.?
Wczoraj jak już wiecie, cały dzień byłam sama. Zdążyłam za ten czas oblecieć lekarza, Posprzątać pół chałupki  zrobić dwa prania, zrobić dżem ze śliwek (swoją drogą pyszny:) ) i sok z aronii (też mniam:) ). Wieczorem padłam bo nie miałam siły, chciałam oglądać z Wu. film ale się nie udało bo zasnęłam. W nocy za to nie mogłam spać, obudziłam się i łaziłam po domu, podjadałam jerzynki, myślałam, mało nie brakowało a włączyłabym sobie kompa (nie zrobiłam tego tylko dlatego, że Wu spał) albo zapaliła światło i zaczęła coś czytać  Jednak obeszło się bez tego. Po ok.2 godzinach w końcu zasnęłam, z myślami co zrobić dziś i co muszę spakować do szpitala. Chyba faktycznie muszę to w końcu zrobić bo uświadomiłam sobie w nocy, że mamy już tak mało czasu. Wczoraj zrobiłam ostatnie badania, na których wynik muszę czekać ok 10 dni. Później już tylko czekać spokojnie na poród. Więc nastawiam się, że 10 dni czekam na wyniki, później po 2 dniach wraca mama a później to już niech się dzieje co chce - będę zwarta i gotowa na wszystko (chyba) :)

A tak wyglądają słoiczki z powidełkami i sokiem:


piątek, 5 sierpnia 2011

Wyjątkowo ważni.!

Wyjątkowo ważny jesteś dla mnie TY ;* Wu. i Dz. Tak bardzo bardzo Was kocham i chcę żebyście to czuli każdego dnia.! 

Właśnie wróciłam z wizyty u lekarza - oglądałam Cię maleńki Skarbie na monitorku i widziałam Twoje bijące serduszko - pan Doktor powiedział, że wszystko jest oki i że mam już dojrzałe łożysko także możemy się jakiejś niespodzianki spodziewać wcześniej. Ale póki co to siedź sobie jeszcze kochane maleństwo u mamy w brzuszku. Jeszcze co najmniej 2 tygodnie musisz wytrzymać tam skarbie ;* Mama z tatą muszą jeszcze kupić Ci przecież łóżeczko i mama musi się spakować. Łaaa - kurczę no jeszcze tyle do zrobienia a ja w "lesie". Trzeba się wziąć za siebie i zrobić to co jeszcze trzeba zrobić. 
A po za tym to powiem Wam, że chciałabym urodzić jeszcze na wakacjach - w ostatnie dni sierpnia. Chciałabym, żeby mój Wu przy tym był. Chciałabym żebyśmy mogli razem cieszyć się tymi pierwszymi chwilami NASZEGO Skarba. 

A teraz już uciekam kochane bo muszę zrobić swojemu mężczyźnie obiadek i będę robiła rogaliki z malinkami :) Jak się udadzą to Wam pokażę ;)

Aaaa pokażę Wam jeszcze zdjęcie moich kwiatuszków, a co! Takie one śliczne, że aż się muszę pochwalić ;)