Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kacperek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kacperek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 stycznia 2013

Versatile Blogger

No i stało się nieuniknione : Jagoda i Agata wytypowały mnie do zabawy. No więc dowiecie się kolejnych 7 faktów z mego życia (jakby te 100 było mało:P ). Ciężko mi coś wymyślić ale się postaram... A teraz:

Zasady zabawy:
-podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu
-pokazać nagrodę na swoim blogu
-ujawnić 7 faktów o sobie lub swoim życiu
-nominować kolejne 15 blogów, które na to zasługują
-poinformować blogerów o nominacji.


Podziekować już podziękowałam, nagrodę pokazuję, teraz czas się trochę uzewnętrznić, choć z tym właśnie największy problem, ale do dzieła: 


1. Codziennie "pracuję" nad swoją cierpliwością. Przeważnie całe dnie z Bombelkiem spędzam sama a to czasami nieźle daje "w kość". Jednak jeśli chodzi o moją cierpliwość do Wu. to jest bardzo ograniczona :)

2.Nie lubię się spóźniać i nie lubię jak ktoś się spóźnia. Wolę być 5 minut za wcześnie niż 1 minutę za późno. 

3. Czasem "walczę" sama ze sobą o to co mam robić w danej chwili. Tyczy się to zarówno czasu wolnego - wybrać książkę czy blogi - ale i czasu kiedy muszę zrobić obiad i jednocześnie zająć się Bombelkiem itp. Źle mi z tym bo chciałabym mieć czas na wszystko....

4. Marzy mi się remont kuchni... Jednak u nas z kredytem ciężko bo Wu. ma póki co marną historię kredytową, ja nie mam pracy a na pieniążki z innego źródła nie ma co liczyć, no bo skąd... Ostatnio było już bardzo blisko do tego remontu ale się nie udało i z tym też mi źle.

5. Pomimo, że dzieciństwo wspominam na prawdę bardzo pozytywnie to jednak zawsze jak byłam mała to mówiłam sobie, że zrobię wszystko żeby moje dziecko miało lepiej niż ja. Czy mi się to udaje? Nie wiem. Mam nadzieję że tak.

6. Zawsze jak muszę coś wyprasować (a prasuję raczej tylko Bombelkowe ciuchy a z naszych to tylko takie na wyjście szczególne bo tak to mi się nie chce...) to bardzo długo się do tego zbieram. Nie lubię prasować. Dla mnie to strata czasu... :/

7. Szczerze nienawidzę kumpli mojego Wu. Najchętniej to wysłałabym ich w kosmos :)Uf. Udało się i chyba nie było tak źle. Nominuję tych którzy chcą bo sama nie wiem kto brał już udział a kto nie :)

Uf. Udało się i chyba nie było tak źle. Nominuję tych którzy chcą bo sama nie wiem kto brał już udział a kto nie :)


cholera coś mi się stało z czcionką i nie wiem o co chodzi i nie umiem tego zmienić... :/

piątek, 18 stycznia 2013

Straszny sen...

Obudziłam się dzisiaj w nocy niemalże z krzykiem, bynajmniej mnie samej wydawało się, że krzyczałam przez sen. A śniło mi się, że ... odwoziłam kogoś razem z Wu. i Bombelkiem i kimś tam jeszcze na PKP i gdy dojechaliśmy na stację, wysiedliśmy z Wu. dosłownie na minutę z auta żeby komuś bagaże wyciągnąć i odnieść na peron czy coś a Bombelek został dosłownie na MINUTĘ sam w aucie ale oczywiście pozapinany w pasy a drzwi z auta były zamknięte, nie na zamek ale po prostu zamknięte i gdy wróciliśmy do auta to Jego tam nie było. Biegałam wszędzie, dosłownie WSZĘDZIE a Jego NIGDZIE nie było. Krzyczałam, wołałam i nic... Nigdzie go nie było. Już miałam w głowie najgorsze scenariusze.... później pojawił się skądś mój tata i moja mama, ja płakałam, że Jego nigdzie nie ma, że coś mu się pewnie stało, albo że ktoś go porwał.... i pamiętam, że tak strasznie krzyczałam i płakałam... wtedy się obudziłam.

Zlana potem, prawie płakałam przez sen. Zobaczyłam Bombelka śpiącego tuż obok mnie. Wyglądał tak beztrosko i błogo - zresztą jak zawsze gdy śpi. Wtuliłam się w Niego najmocniej jak mogłam i tak po baaardzo długiej chwili zasnęłam. Najpierw jednak długo leżałam wtulona w Niego i wdychająca zapach Jego dziecięcej skóry i zapach piżamki - uwielbiam zapach Jego ciuszków. Leżałam i myślałam, że zrobiłabym dla Niego wszystko. Myślałam, że nie darowałabym sobie nigdy gdyby coś mu się kiedyś stało...

Kocham Cię synku.!

środa, 16 stycznia 2013

16 miesięcy z życia Pana K.

Minęło jak szalone. Nawet nie wiem kiedy bo jeszcze niedawno chodziłam z brzuchem :) Teraz Pan K. jest już taaaaki duży, co sam zresztą pokazuje. Śpi w dzień (korzystając z tej okazji piszę właśnie notkę), je tyle ile chce tzn. zje zazwyczaj połowę tego co ja mu naszykuję (ja tak dużo szykuję czy On tak mało je?:) ) ale jakoś mnie to nie martwi. Wręcz przeciwnie, cieszy mnie to, że je i że chce jeść. Problem raczej mam w tym co mu dać zamiast Jego ulubionych serków, żeby nie było to na mleku bo zauważyłam,  że znów ma na pleckach plamy... nic innego raczej tego nie powoduje, albo mleko w produktach albo ewentualnie czekolada. Kombinuje ile wlezie, uwielbia skakać po łóżku (taty szkoła), ma przy tym nie lada ubaw. Nie przepada za swoimi zabawkami, częściej leżą one w kącie a Pan K. bawi się garami w kuchni albo mamy telefonem dzwoniąc do wszystkich możliwych ciotek. Lubi oglądać książeczki siedząc mi na kolanach, rysować. Gdy przychodzi pora na ubranie się po kąpieli to ucieka na golasa do pokoju do dziadka a ja muszę Go gonić z piżamą :) Podobnie jest gdy przychodzi pora spania, Bombel ucieka do dziadka z dzikimi piskami radości i wskakuje mu na kolana, po czym najczęściej jeszcze przez godzinę rozrabia i pada wreszcie spać. W nocy śpi do pierwszej pobudki (czasem do drugiej) w swoim łóżeczku, później okupuje moją połówkę łóżka a ja śpię na raptem hm, 10 cm? przez co często jestem obolała w dzień, ale czego się nie zrobi dla Jaśnie Pana Księcia :). Dziś gdy gadałam przez telefon i dałam Panu K. paluszka do ręki, posadziłam go na łóżko, to ten zjadł. Ja w międzyczasie skończyłam gadać przez tel. On powiedział "MAMA" i pokazał paluszkiem na buzię, że ma pusto. Ja się Go pytam "zjadłeś paluszka i nie ma? Chcesz jeszcze?" a On kiwa głową. :) Przesłodki! Daje buziaki, macha pa,pa rączką gdy wychodzi On lub ktoś z pokoju/domu. Potrafi przynieść prawie każdy przedmiot o jakim się Mu powie. Potrafi powiedzieć jak robi konik a jak kura, piesek i owieczka. Na razie rewelacji w mowie nie ma ale czuję, że już niedługo się to zmieni :) Ostatnio też coraz częściej pokazuje, że ma mokrą pieluszkę ale z nocnikiem na razie mu jeszcze nie po drodze. Uwielbia się kąpać, szaleć z tatą i dziadkiem i śmiać oraz ściągać sobie papcie, oczywiście mamie na złość :)

Czy coś jeszcze? zapewne tak, ale to tyle co pamiętam w tej chwili :) Rozwija się, rośnie i to tak szybko. Wciąż mam wrażenie, że za szybko to moje dziecię rośnie! :)

sobota, 5 stycznia 2013

Doczekałam się!

Domyślacie się czego? No która zgadnie? No która? :)

Jeszcze może nie do końca tak świadomie i na w pełni "wiem o co chodzi"... ale jednak. Dla mnie liczy się sam fakt, że Mój Synuś wykazuje inicjatywę z ... powiedzeniem MA MA! Już jakiś czas "męczymy" go z "no powiedz mama", "a powiedz tata", "a może Kacperku powiesz dziadzia/baba/cokolwiek?" :) I tak ostatnimi czasy - czytaj dwa dni temu siedząc na kolanach u dziadka ja znów to samo... "a powiedz mama" Kacper cisza. "a powiedz nie" Kacper cisza. Na co ja jeszcze raz "a powiedz mama". A Kacperek wtedy "niiiie" :) Rozbawił mnie do łez wtedy. No i od tamtej pory od czasu do czasu się mu przypominałam w ciągu dnia i tak dziś mój kochany, jedyny synuś w końcu powiedział swoje pierwsze "MA MA". Brzmi to przesłodko w Jego wykonaniu!:) Jeszcze słodsze będzie pewnie to MAMA wypowiedziane w pełni świadomie, które pewnie już gdzieś "czai się za rogiem" :). Dodaje mi skrzydeł ten mój Skrzat mały.


I tak mi ten mój mały Skrzat na dodawał skrzydeł, że ja dziś po "mini remoncie" - czyt. wymianie jednej z rur w łazience która miała chyba ze 120 lat - rura nie łazienka :) bo to tak przy okazji tego, że sąsiad z góry wymieniał, bo kupił ktoś mieszkanie nad nami i się remontuje, a my mamy łazienkę jeszcze wciąż w rozkładzie niestety przez jakiś tydzień po zalaniu jakiś czas temu (zresztą długa historia :) ). No to ja po tym "mini remoncie" wysprzątałam dziś całą, CALUSIEŃKĄ łazienkę. Jak mały poszedł spać po 19, tak ja skończyłam dopiero o 21:40 i padam na ryjek. Zrobiłam sobie może ze dwie 5minutowe przerwy a tak to sprzątałam, myłam i jeszcze raz sprzątałam i myłam, kafelki od samej góry do samego dołu i prysznic i kibelek i umywalkę i wszystko, wszystko, wszystko. Aż się błyszczy i pachnie nowością :) heh. Ale jestem happy, ja lubię tak coś porządnie posprzątać i widzieć efekt swojej pracy :) A teraz już tylko buzi Wu. bo akurat przyszedł z pracy i idę lulu, więc słodkich snów dziewczyny!

czwartek, 3 stycznia 2013

Zębowo, kubkowo i budżetowo :) + dopisek

Gorączka okazała się gorączką wróżącą zęby. Dziś pojawiła nam się po tej stronie dziąseł prawa dolna czwóreczka! Mamy więc kolejnego ząbka!

Jednak mały co się umęczył to jego.... co ja się namęczyłam to moje... ale daliśmy radę!

Jedyne co to jesteśmy stratni o kolejny kubek w domu.... który niechcący roztrzaskał mi się w zlewie... Kubki ostatnio są u nas wybijane dość systematycznie także mogę to uznać za generalne porządki bo jak nie mi się coś zbije albo ukruszy to mały gdzieś coś puknie, a postanowiłam że nawet jak kubek jest tylko gdzieś lekko uszczerbiony to idzie do śmieci. Jednak dziś musiałam nabyć nowy, bo za niedługo to w takim tempie pozostałyby nam tylko filiżanki do kawy/herbaty w których nikt pić nie lubi. W domu ostatnio wszyscy polubili duuuuże kubki. Bo więcej się w nich mieści :) Mój nowy nabytek w jeszcze zimowej kreacji możecie podziwiać na zdjęciu obok :) Oczywiście zaraz po nabyciu musiałam sobie z niego już skorzystać i tak, teraz popijam w nim kawę na przemian z herbatą i tak w kółko :)

A dziś zrobiłam do końca podsumowanie naszego domowego budżetu z grudnia i wiecie co? Normalnie doznałam SZOKU! Ile my wydajemy a ile zarabiamy - masakra :) Jednak muszę dodać że suma wydatków była kosmiczna z racji tego, że musieliśmy pospłacać zaległości - a jednocześnie cieszę się, że już wychodzimy na prostą i że z większością rzeczy już od stycznia jesteśmy tylko na bieżąco! Nawet nie wiecie jaka to ulga dla duszy :) Oby teraz już cały czas tak było!



Widziałam, że na większości blogów same postanowienia, podsumowania... u mnie takiego czegoś brak. Bo raz że nie miałam czasu a dwa siły. A czy sama sobie robiłam jakieś postanowienia? Hm. Szczerze mówiąc to chyba nie bo zazwyczaj gdy je robiłam to bardzo szybko o nich zapominałam :) Więc może tak na ten rok, króciutko: być szczęśliwszą?

dopisek 19:15
no i długo to ja się kubkiem ie nacieszyłam. Młody pół godziny temu poszedł spać. Ja robiąc herbatę usłyszałam charakterystyczne "pyk" ale popatrzyłam, pooglądałam, stwierdziłam że kubek cały i poszłam wziąć prysznic. wyszłam spod prysznica patrzę a pod kubkiem mokro.... oglądam więc jeszcze raz z każdej strony i co? Pęknięty! Cholera jasna! Od góry do prawie samego dołu kubka taka cieniusieńka kreseczka że prawie jej nie widać.... no ale herbata tamtędy ucieka.... więc z kubkiem mogę się pożegnać... eh. i znów zostałam bez kubka...

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Sylwestrowo-noworocznie-chorobowo

2012 dobiega końca... może to i dobrze? może z nowym zacznie się lepszy czas dla nas wszystkich? Oby! Rok zaliczam do tych średnio udanych bo zbyt wiele złych wieści w tym roku przyszło ale nie będę się tu teraz rozpisywać skoro już wszystko co związane z tym rokiem pomału dobiega końca. Oby ten nowy, 2013 był szczęśliwy i lepszy niż obecny.

W Nowym Roku życzę Wam wszystkim 12 miesięcy zdrowia, 53 tygodni szczęścia, 8760 godzin wytrwałości, 525600 minut pogody ducha i 31536000 sekund miłości!


ps. dziś tak króciutko bo przez dwie ostatnie nocki walczymy z gorączką u Bombelka, choróbsko mi go rozłożyło całkowicie... masakra. On nie wyspany a o sobie to juz nie wspomnę... dziś chodzę jak cień. 

Sylwek w domu... najchętniej to bym go przespała!
Do napisania w przyszłym :)

piątek, 28 grudnia 2012

Strach ma wielkie oczy

Dziś przeżyłam chwile grozy... a mianowicie: siedzimy sobie wieczorem z Wu. w pokoju, on na kanapie a ja na podłodze oparta o kanapę, akurat sobie siadłam a mały poleciał do dziadka do pokoju, który jakieś 10minut wcześniej był w piwnicy. Mały jak to zwykle robi zaczął biegać od dziadka do nas do pokoju, a że paputki ma takie ze sztywną podeszwą to go słychać jak tupta no i śmiechu przy tym co niemiara zawsze. Ostatnio jednak wszedł w etap "jakby tu otworzyć drzwi?" Począwszy od drzwi do łazienki - tam klamka najniżej i tam najczęściej trenuje, poprzez te do pokoi i kuchni i na klamce od drzwi wejściowych do mieszkania kończąc. No i tu właśnie czas się dla mnie zatrzymał a serce stanęło w gardle. Ciemo już było i chyba całe szczęście. Mój tata jak wrócił z tej piwnicy obładowany słoikami to zatrzasnął drzwi tylko i zapomniał ich na zamek zamknąć. A mały gdy tak biegał i biegał nagle coś mu się przypomniało (z reguły nie podchodzi do drzwi wyjściowych, chyba że w przedpokoju świeci się światło-tu się nie świeciło-albo jak ktoś przyjdzie/wyjdzie no i oczywiście jak wychodzimy gdzieś) podbiegł do drzwi i chwycił za klamkę a drzwi się otworzyły. Minęła chwilka zanim do mnie dotarło, że Bombel jakoś ucichł a przecież DRZWI SIĘ OWTORZYŁY OD MIESZKANIA. Ja na równe nogi i bieg do przedpokoju, za mną Wu. Mały stał przed otwartymi drzwiami za którymi było ciemno chyba w większym szoku niż my sami, że udało mu się drzwi otworzyć no i że się otworzyły (zawsze jak naciskał klamkę to drzwi były zamknięte). Wzięłam go na ręce. Mocno przytuliłam. Powiedziałam, że nie wolno tak otwierać drzwi i poszliśmy się bawić. Później znów biegał od nas do dziadka itd jednak do drzwi wyjściowych już nie podchodził. Dziadek też się wystraszył oczywiście. Też utulił wnusia. Nieźle się tłumaczył później a przecież wcale na niego nie krzyczałam, tylko upomniałam żeby zawsze sprawdzał czy zamknął drzwi. Wiem, że każdemu to się mogło zdarzyć, bo nawet ja jak wychodzę wyrzucić śmieci a mały zostaje z dziadkiem czy z Wu to przecież nie za każdym razem drzwi zamykam na tak krótko na klucz. Jednak zawsze wtedy jestem ja albo ktoś z nim. Na szczęście nic się nie stało ale stracha miałam mega. Masakra.

A tak po za tym to nic ciekawego... Małego od wczoraj męczy jakieś katarzysko wstrętne. Chyba w święta podłapał jak byliśmy u cioci to tam był mojego kuzyna syn i jakiś taki właśnie smarkaty był. Teraz i moja bidulka mała się męczy. Walczymy z choróbskiem i się nie damy :)

A święta, jak to święta. Zleciały tak szybko, że nawet nie wiem kiedy.... atmosfera jak co roku... średnia. tylko radość i uśmiechy Kacpra sprawiały te święta magicznymi. Prezenty skromne ale cieszyły wszystkich więc chyba jest ok. :)

A jutro.... a właściwie to można liczyć nawet dziś... 4lata razem.... :)

czwartek, 20 grudnia 2012

Czy to się kiedyś skończy?

W sensie że porządki świąteczne? Już mam naprawdę dość. Właśnie skończyłam układać w szafie swojej bo ostatnio wyleciały wszystkie półki (chyba za dużo na nich było upchane już?) więc przy okazji część rzeczy poleciała do worka i czeka na wyniesienie do odpowiedniego kosza. Obiadek ugotowany. Czas wstawić pranie i pozbierać jedno z suszarki. Dziś biorę się za ciasto jedno, jutro sernik, w sobotę sprzątanie łazienek a w niedzielę lepimy pierożki, na poniedziałek zostanie tylko usmażenie rybki i świeta. No i w między czasie gdzieś tam w sobotę/niedzielę trzeba będzie zetrzeć jeszcze raz wszystkie kurze i zetrzeć wszystkie podłogi porządnie. Mały znosi to dzielnie - powiem więcej chętnie pomaga :) Mam więc zajęcie dla Niego. Bo zabawki są przecież nuuuudne... :)

Budżet przekroczył już w tym miesiącu wszelkie granice! Szok!

niedziela, 16 grudnia 2012

15 miesięcy

... zleciało jak szalone. 15 miesięcy temu o tej porze spaliśmy sobie w szpitalu wtuleni w siebie... Taka malutka kruszynka i ja... Dziś maleństwo śpi u siebie w łóżeczku, no i przede wszystkim już nie takie maleństwo. Czas ucieka mi zdecydowanie za szybko i Dziecię za szybko rośnie. Uczy się z każdym dniem. Robi rozbrajające minki. Śmieje się bardzo zaraźliwie. Biega po domu, że czasem ledwo mieści się w zakrętach :) Uwielbia wygłupiać się na dziadkowym łóżku i nie mniej na naszym. Ma swoje dobre i złe dni. Ma humory, zachcianki i inne wydziwianki. Wciąż na maminym cycu. Wciąż synek mamusi. To się nie zmieni nigdy.

Jakoś szybko mi te 15 miesięcy zleciało. Odkąd na świecie jest ON czas pędzi szybko... za szybko.!

środa, 12 grudnia 2012

bo data mi się podoba :)

I dlatego korzystając z tego że mały jeszcze tnie popołudniową drzemkę to ja skrobnę to i owo. A właściwie to nic szczególnego do przekazania nie mam bo ostatnio wszystko mnie wpienia. Wciąż przychodzą jakieś listy upomnienia o zapłacie bo przez okres kiedy pracował tylko Wu porobiło się trochę zaległości bo nie wszystko byliśmy w stanie popłacić i teraz trzeba ze wszystkim nadgonić a dostawcy jakby się końca świata bali czy co. No ale przecież wszystkiego w jeden miesiąc nie jesteśmy teraz w stanie popłacić tym bardziej że idą święta, chciałoby się je jakoś spędzić, miesiąc przeżyć może chociaż jakieś tanie prezenty drobne pokupować a tu co? lipa. Doła mam mega przez to ostatnio i wszystkiego dość ogólnie. Marzy mi się wygrana w totka żeby to wszystko popłacić i mieć święty spokój.

Zasypało nas śniegiem odrobinę, małemu spacerki się podobają a szczególnie jak widzi że pług jedzie i odśnieża to cieszy jak szalony :) Gorzej jak pług już pojedzie to wtedy jest ryk że jego już nie ma :)

Wu. zaraz idzie do pracy a my z małym całe popołudnie sami... będzie zabawa i sprzątanie? Może ciasteczka byśmy upiekli? :) Bo co tu robić całe popołudnie?

sobota, 1 grudnia 2012

Mały Mądrala!

Mój Mały Mądry Synuś! Dziś pierwszy raz SAM wszedł na krzesło. Przepraszam... najpierw mnie z niego zgonił, a dopiero później wszedł SAM na krzesło nie pozwalając mi go nawet trzymać :) Byłam w wielkim szoku! Jestem do teraz. A to dlatego, że krzesła są wyższe niż nasze łóżko, na które ma problem z wejściem ale jednak z krzesłem sobie świetnie poradził. Ciekawe czy jutro powtórzy swoje wyczyny? :)

Mówiłam już też, że z każdym dniem coraz więcej rozumie? Czasem siada w przedpokoju i wyciąga buty swoje albo moje i jak się go pytam co on chce to pokazuje mi na drzwi i macha "papa" rączką. Jak chce coś dostać to stoi i pokazuje na to paluszkiem i "gada" coś po swojemu. W większości rzeczy to tylko ja go rozumiem, no ale cóż poradzić - mama jest niezastąpiona :) Mała mądrala mi rośnie!

A czy mówiłam, że Wu. od tygodnia ma urlop? I jeszcze tydzień będzie w domu? A ja już mam dość...? Ehh.... masakra z tym moim chłopem.!
A i nie wiem czy Wam się chwaliłam, że tata w końcu dostał pracę? I on i ja jesteśmy mega szczęśliwi! Ja jestem z Niego dumna! Cieszę się, że chociaż z tym mu się udało!

A od dzisiaj zamierzam prowadzić domowy budżet :) Przez cały listopad pisałam sobie w zeszycie ile codziennie wydaję... wyszła naprawdę niezła sumka. Teraz mam zamiar zrobić to na kompie w trochę innej formie. Zobaczymy jak to wyjdzie :) W końcu ktoś musi kontrolować wydatki, bo inaczej przy naszych możliwościach to "z torbami byśmy poszli" :D hehe. Tak więc idę coś kombinować w "ukochanym" excelu...

wtorek, 27 listopada 2012

Jest lepiej

Czujemy się już znacznie lepiej. Mi się wydobrzało do końca, mały jeszcze trochę charczy noskiem ale już coraz mniej. Za to nasza "alergia pokarmowa" spędza nam sen z powiek... Odstawiliśmy dosłownie wszystko co może uczulać a plamy na skórze i tak zostały a nawet się powiększały momentami. Stwierdziłam więc, że to raczej nie od jedzenia... a teraz od czego? Jakieś pomysły? Płyn do prania? Czy może jeszcze co innego? Kąpiemy się od kilku dni w krochmalu, znaczy się mały się kąpie. Jest lepiej. Nie używamy żadnych kremów tylko jedyną diprobasę. Czyli tak naprawdę wazelinę i parafinę i widzę, że jest lepiej. Skóra mniej zaczerwieniona i jakby gładsza. Tylko szkoda że mały się tak drapie, że aż rozdrapuje jak nie zdążę zareagować... Jednak i z tym damy sobie radę.

Ostatnio zrobił się strasznie marudny i płaczliwy. A najlepsze albo najgorsze - zależy jak na to patrzeć - jest to, że najchętniej to wisiałby cały czas na cycu jak malutki miesięczny dzidzia i nic innego nie jadł. No ale jednak od czasu do czasu uda nam się zjeść coś "normalnego". Tyle, że kaszki chyba się przejadły. Hitem jest jajecznica - ale ileż można. No to teraz mi się chwalcie kochane - o ile jeszcze ktoś tu zagląda - co dajecie swoim pociechom do jedzenia? W sensie na obiad i kolację bo z obiadem jakoś sobie radzimy :)

A ja... chyba potrzebuję jakiejś zmiany, w pokoju? na blogu? gdziekolwiek? Coś muszę zrobić dla siebie i świata bo oszaleję. Monotonia i ponury humor mnie dopadł? No ale jakby inaczej skoro za oknem buro i ponuro i zero słońca?

niedziela, 16 września 2012

W dniu Twoich pierwszych urodzin

Kochany Synku!

Rok temu kładłam się o tej porze spać z nadzieją, że w końcu doczekam się Twojego przyjścia na świat. Kładłam się licząc na to, że wyznaczona data porodu to ta właściwa i że już za chwilę Cię zobaczę. Intuicja matczyna się nie myliła. Obudziłam się po 2 i tak zaczęły się skurcze, zbieranie, szok Twojego taty i babci, w końcu przed 5 byliśmy w szpitalu i gdyby nie mamy pomysł na coś przeciwbólowego to byłbyś na świecie zapewne szybciej :) a tak czekaliśmy, czekaliśmy aż w końcu się doczekaliśmy... 10:50 to była godzina kiedy pierwszy raz w życiu Cię zobaczyliśmy razem z tatą. Te pierwsze minuty przewróciły do góry nogami wszystko. Całe moje życie się zmieniło. Zmieniło się to co najważniejsze. Od tej chwili to Ty stałeś się sensem mojego życia. Wiedziałam, że jesteś Istotką, którą pokochałam bezgranicznie i dla której zrobię wszystko. Te pierwsze dni które spędziliśmy sami, tylko ja i Ty w szpitalu były dla mnie najcudowniejszymi chwilami w życiu. Byłam, jestem i na pewno będę najszczęśliwszą osobą na ziemi mając Ciebie.
Dziś masz już roczek. Potrafisz tak wiele rzeczy. Dziś już biegasz, krzyczysz, gadulisz po swojemu, przytulasz mnie a chwilę później robisz coś mi "na złość" i patrząc się prosto w oczy śmiejesz się z tego, że ja mówię "nie wolno". Kocham Cię nad życie! Bez względu na wszystko! Nawet gdy zrzucasz mi doniczki, wyrzucasz wszystko z mebli albo krzyczysz w niebogłosy bo coś jest nie tak. Kocham Cię i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Każdego dnia patrzę jak rośniesz i rozwijasz się. Widzę i obserwuję jak rośniesz. Jak z małego okruszka, który nie potrafił beze mnie nic od poruszania się do zwykłego funkcjonowania stajesz się coraz bardziej samodzielnym chłopcem, który potrafi mnie nawet odepchnąć bo akurat jest czymś zajętym i nie ma dla mnie akurat czasu albo nie ma chęci akurat na przytulanie. Masz już swój charakterek i kształtujesz go z każdym dniem. Chciałabym, żebyś wyrósł na dobrego człowieka, żebyś wiedział co jest dobre a co nie. Mam nadzieję, że póki co udaje mi się sprawiać byś był szczęśliwy, by każdy dzień był dla Ciebie interesujący i ciekawy. Mam nadzieję, że uda nam się z tatą pozwolić Ci żyć szczęśliwie i być szczęśliwym. Kochamy Cię i w dniu urodzin chcemy Ci życzyć szczęśliwego i beztroskiego dzieciństwa, żeby każdy dzień był dla Ciebie radosny i byś nie miał żadnych złych chwil a przynajmniej, żeby było ich jak najmniej. Dużo słońca i słodyczy i ogrom miłości od każdej napotkanej osoby :) :*

Mama i Tata.
Kochamy Cię.


dodatkowo chciałabym złożyć życzenia mojemu Tacie, który jest kolejnym Ważnym Facetem w moim życiu. Kocham Cię Tata! I życzę Ci przede wszystkim zdrowia i tego, żeby wszystko poukładało się tak jakbyś tego chciał.

piątek, 14 września 2012

przed-urodzinowo

Prezenty kupione, ciasta dwa już upieczone, domek w miarę ogarnięty. Dziś ciąg dalszy sprzątania i pieczenia(zostały torty:D ) a już jutro i w niedzielę (przede wszystkim) świętujemy. Pierwsze urodzinki już tuż tuż. Kiedy to zleciało?

ps. w urodziny obiecuję notkę specjalną! :)

niedziela, 9 września 2012

Chwilo stój! Gdzie pędzisz?

Czas tak szybko zadyla, że nawet biegiem za nim nie nadążam! Serio. Nawet nie wiem kiedy i kolejny dzień już się kończy. Nawet pomimo tego, że zaczynamy się rozkręcać ostatnio dość szybko bo przed 7 i choć Bombel zwykle przed 20 już śpi to wciąż mi czasu mało i mało. Nie ma kiedy ogarnąć tego wszystkiego co by się chciało.

Bombel ostatnio opanował schodzenie z wersalki bez powodowania u mamy zawału serca, czyli tak jak przystało - tyłem. Uskutecznia to za każdym razem, więc teraz mogę go bez wahania zostawić na wersalce i na chwilę odejść np. do komody czy gdzieś i wiem, że jak  będzie chciał zejść to nie zleci na głowę tylko zejdzie spokojnie i przytupta do mnie czy znajdzie sobie jakieś zajęcie.
Po za tym znalazł sobie pewną "zabawę", która jednak już taka radosna nie jest dla mnie a szczególnie dla moich uszu - mianowicie otwiera i zamyka z trzaskiem wszystkie szafki do których uchwytu dosięgnie. I póki co "nie wolno" nie skutkuje, bo Bombel nawet odciągnięty od szafki wraca do niej jak bumerang i od nowa to samo :)
Przez moment miałam też już nadzieję, że zacznie chociaż te 6godzin w nocy spać a potem jeśli już spać z przerwami, ale niestety było tak tylko dwie noce i znów pobudki są częste... Ale dzielnie wstaję za każdym razem i jestem wciąż na każde synka zawołanie... Eh taki mały a wiedział jak sobie matkę poustawiać ;)

Po za tym pomimo tego, że to dopiero wrzesień i to jego początek, ostatnio na wystawie zobaczyłam super kozaczki... No i nie musiałam długo się prosić a już stoją i czekają w szafie na zimę. I choć nie były za drogie ale też i za tanie to nie żałuję. Niech sobie trochę poczekają... A ja już się zimy po części nie mogę doczekać :)
Choć zastanawiam się czasem co ja wtedy będę z tak energicznym dzieciątkiem mym robić jak na dwór zbyt często nie będzie można iść ... ale jakoś damy radę :D

wtorek, 4 września 2012

Mega dumna

z syna, bo: nauczył się pić z kubka niekapka (kojarzycie wodę smakową kubuś w butelce niekapku?), właśnie z takiej butelki nauczył się on pić. Co prawda trzeb mu jeszcze czasem łapki i butle w górze przytrzymać, ale ważne że już wie że z butelki trzeba pociągnąć a nie dmuchać powietrze do środka jak to robił na początku :)
z siebie samej, bo: zdałam egzamin zawodowy! Część teoretyczna na 70 i 75% a część praktyczna na 90%! Jak się o tym dowiedziałam to nie mogłam uwierzyć! A później skakałam ze szczęścia! Jupi udało się!
I nawet tata mój dziś powiedział, że "jestem z Ciebie dumny córa!". Czekałam na te słowa odkąd zaszłam w ciąże. Czekałam bo nie chciałam go zawieźć! I dziś z czystym sumieniem mogę sama sobie pogratulować. Bo dziś mam w ręku papierek ukończenia technikum, zdania matury i tytuł technika budownictwa a ponadto mam to co dziś jest dla mnie najważniejsze prawie roczny skarb! Jestem dziś MEGA SZCZĘŚLIWA!

ps. i dziś nie liczą się problemy bo przy tym wszystkim stały się dziś dla mnie takie malutkie... i nawet to, że zarejestrowałam się w biurze pracy i póki co tylko zasiliłam grono osób bezrobotnych w tym kraju jakoś wcale nie nastraja mnie negatywnie. Jutro ruszam w miasto w poszukiwaniu pracy. Wiem czego chcę w życiu i pomału będę do tego dążyć! Trzymajcie kciuki, może akurat się uda? :) Musi!

czwartek, 30 sierpnia 2012

rozrabiaka i pierwsze "ała"

Wczorajszy dzień był pełen wrażeń. Od jazdy samochodem (więcej takich ekstremalnych sytuacji nie chcę i nie żeby było jakoś tragicznie tylko, chodzi o to, że koło Bombelka może siedzieć tylko i wyłącznie.. no zgadnijcie kto...? mama. Nikt inny nie pasuje. Tak więc mama nie mogła prowadzić samochodu, tylko robił to dziadek - jej teść - i wtedy panowała względna cisza w samochodzie :D a Bombelini był zadowolony ) poprzez zwiedzanie wszystkich zakamarków prababcinnego domu, przez spanie na świeżym powietrzu, karmieniu w parku (pierwszy raz w miejscu publicznym karmiłam piersią! Dla mnie chyba większe przeżycie niż dla Bombla bo on zadowolony migiem usnął :) zdziwione że jeszcze karmię? ano tak... na "ululanie". najlepsza metoda. hehe ) i powrót z podobnymi przeżyciami jak droga w stronę "do prababci". Gdy dojechaliśmy do domu a Bombel został wykompany w dziecko wstąpiły kolejne niespożyte podczas jazdy zapasy energii i tak rozrabiał jeszcze ładną chwilę aż w końcu padł. Chwilę później padła mama i nawet nie pamięta ile razy wstawała w nocy a wydaje jej się że tylko raz? co jest chyba mało prawdopodobne... no ale może... może... :)

Dziś też wrażeń nie brakowało ani Małemu ani mi. Szczególnie po południu kiedy to wybraliśmy się na działkę. Bombel wypuszczony na wolność z wózka nie chciał chodzić ani za rękę ani "w eskorcie" no więc matka (z bólem serca i przejęciem oraz strachem w oczach) postanowiła zbierać maliny, dziadek zajął się rozsadzaniem truskawek a Bombel... no cóż. Bombel sam, podkreślam SAM biegał po całej działce. Nie straszne były mu winogrona, przy których wciąż kucał próbował zrywać kuleczki i gadał jak nakręcony po swojemu, nie straszne mu dróżki po których biegał, ani maliny. Raz chciał się nawet o nie oprzeć. Tak, tak dobrze czytacie. Próbował się oprzeć i... wpadł w krzaczki :) Jednak nawet się nie skrzywił, szybko pomogłam mu wstać, ten się na mnie popatrzył, obrócił głowę w drógą stronę i już go nie było znów. Wędrował tak, nawet i do dziadka. Łaził po świeżo przesadzonych krzaczkach, udeptywał, chciał podlać lecz z konewki wylało się trochę za dużo... łapał się za łopatę, grabki, aż w końcu stwierdził, że na działce to najlepiej wszystko robić gołymi rękami. Tak też poczynił aż w końcu ziemia była wszędzie - w sandałkach, na spodenkach (wcześniej umoczonych w wodzie...), na koszulce, rączkach, a nawet i nosie. A co tam. Przecież fajnie jest podrzucać ziemię do góry bo ona tak fajnie się w powietrzu rozlatuje :) Gdy już te wszystkie jakże męczące zajęcia mu się znudziły pobiegł do altanki, tam spędził chwilę, jednak przypomniał sobie, że chyba coś koło dziadka zostawił, chciał do Niego pobiec i nagle BĘC i słychać płacz. Wiadomo było od razu, że coś się stało. Wcześniej jak upadał to nawet się nie skrzywił, ale jak już płacz - znaczy się "coś się dzieje". Podbiegłam. A tam - Bombel próbuje wstać pupą do góry, podnoszę go a tu kolanko rozwalone. Tylko delikatnie. Małe "zadrapanie". Nawet krew właściwie nie leciała, ale widocznie się uderzył mocniej i go zabolało i sobie trochę rozciął... Wzięty na ręce chwilę popłakał, potem nóżkę umyliśmy wodą czystą, pocałowaliśmy i już było po płaczu i wszystko ok. No i oczywiście... chciał dalej biegać! :) Jednak musieliśmy się już zbierać...

Tak więc jak widać, wrażeń nam ostatnio nie brakuje, a mama podobnie jak syn pada po całym dniu na pyszczek. Szkoda tylko, że mama chciałaby przesypiać CAŁE nocki a Bombel już niekoniecznie, bo przecież w nocy tak fajnie się przytulić do mamy i maminego cyca... no cóż :) Masz matko jak żeś chciała karmić :)

wtorek, 28 sierpnia 2012

o krzyku i złości

Czasem jest dzień kiedy mamy wszystkiego dość. Ludzi dookoła nas. Siebie samych. Naszych dzieci. Itd. Itp. Czasem nawet ja sama mam dzień, że wszystko i wszyscy mnie wkurzają, że nie mam siły po 15 razy mówić Bombeliniemu, że tego akurat nie wolno czy coś. Jednak staram się jak mogę, żeby na Niego nie krzyczeć. I tak wracając przez prawie cały nasz wspólny rok pamięcią nie zdarzyło się chyba, żebym na Niego chociaż raz krzyczała. Fakt faktem, że czasem powiem coś bardziej stanowczo, podniosę odrobinę głos (lecz nie do krzyku) czy zrobię surową minę, ale nigdy na Niego jeszcze nie krzyczałam. A co dopiero żeby podnieść rękę czy coś. W życiu! A co dopiero żeby robić to na spacerze, placu zabaw czy na mieście na zakupach... Nie i już. Nie ma o czym mówić. Nawet gdy po raz kolejny muszę coś tłumaczyć, biegać za Nim bo leci tam gdzie nie wolno, czy chce coś czego nie powinien dostać w swoje rączki... I wiem, że gdy ja jestem zła i gdy np. kłóciłam się z Wu to On wszystko odczuwa... Wiem, że to nie jest dobre ani dla mnie ani tym bardziej dla Niego. Bo gdy ja się złoszczę to On złości się jeszcze bardziej i tak mogłoby bez końca... 

A dlaczego o tym piszę w takim razie? Ano dlatego, że będąc dziś na spacerze widziałam mamę, która najpierw niosła córę na rękach (dziewczynka ok.2latek...) a później coś tam ona zrobiła czy coś i wiem, że rozpłakała się na rękach u mamy a ta wsadziła ją ze złością do wózka i jechała a mała płakała, po czym słyszałam tylko prawie, że wykrzyczane "gdzie masz smoczek!?"... Zdziwiłam się. Minęłam. Tylko pomyślałam co pomyślałam. No bo przecież, lepiej dziecko zostawić żeby się wypłakało albo zatkać je smoczkiem nie? 

Staram się reagować na potrzeby Bombla. Nie spełniam wszystkich Jego zachcianek... Nie daję mu wszystkiego co chce, bo na wszystko pozwolić mu nie mogę, choć wiem, że czasem bardzo by czegoś chciał... Jednak nie zostawiam Go NIGDY płaczącego samemu sobie... Nie zatykam smoczkiem i nie odstawiam w kąt bo coś tam zrobił. Staram się tłumaczyć. Dużo przytulam. I tak jest lepiej ... bo widzę, że staje się bardziej samodzielny, nie płacze ( przynajmniej robi to bardzo sporadycznie) gdy powiem, że czegoś nie wolno. Gdy nie krzyczę to lepiej się "dogadujemy". :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Potrzebuję... + dopisek

kopa. Tak dobrze widzicie. Kopa. Natychmiast. Żeby wziąć się w garść i zacząć wszystko ogarniać. W domu panuje artystyczny nieład. Ja sama siebie też nie mam ani czasu ani ochoty czasem ogarniać... Brak mi takiego kopa na rozpęd.
Postanowiłam, że już od dziś muszę się za to wziąć. Najwyższa pora to wszystko ogarnąć. A mianowicie: na ogródku przy domu jeżyny proszą się o zerwanie i straszą opadnięciem gdy nie zrobię tego jeszcze dziś. Podobnie maliny na działce. Działka woła o pomstę do nieba. Najwyższa pora skosić trawę (do tego muszę zagonić Wu. i teścia:) ) a po za tym czas też pozbierać to co wypadałoby już zebrać no i poplewić choć odrobinę. Ponad to do ogarnięcia na już jest łazienka, gdzie moje włosy można znaleźć wszędzie (choć mam wrażenie, że tylko mnie one przeszkadzają...) po za tym do umycia jeszcze przed urodzinami wszystkie okna, meble i każdy najmniejszy zakamarek gdzie czai się kurz... Wszystko aż prosi się o pożądne wyszorowanie...
No i wypadałoby samą siebie ogarnąć... włosy zafarbować, paznokcie i ręce do ładu doprowadzić... ah szkoda gadać. Pora się za to wszystko po prostu wziąć i przestać narzekać i marudzić. Czas zakasać rękawy i do dzieła bo chyba jeszcze dni kilka a zarośniemy kurzem :D
A tym czasem w środę jedziemy do pradziadków więc cały dzień po za domem... :)
Mam nadzieję, że odpocznę, nabiorę sił i jeszcze szybciej uda mi się wszystko ogarnąć :)
Zmykam bo mój Mały Potworek już wstał ... :)

dopisek. 22:50
Chyba Wasz internetowy kopniak podziałał :) Maliny i jeżyny pozrywane, a nawet robi się z nich już soczek na zimę :). Łazienka i kuchnia sprzątnięta, pokój ogarnięty, podłogi w całym domu zmyte a nawet pranie się poskładało i co niektóre rzeczy zostały potraktowane żelazkiem :) Teraz tylko zostałam do ogarnięcia ja sama - jednak dziś już brak sił totalny. Zaraz tylko szybki prysznic i lulu... a jutro ... jutro totalne odgruzowywanie siebie samej :) Będzie kąpiel, balsamowanie, manicure, pedicure i inne udziwniacze, żeby jakoś wyglądać w środę u pradziadków :) (znaczy się Bombla pradziadków a Wu. dziadków). Więc zmykam. Dobranoc kochane :)

sobota, 25 sierpnia 2012

o Przytulaku moim kochanym...

Kochanie moje malutkie chwilowo śpi... Za oknem buro i ponuro, wieje wiatrzycho i tak nieprzyjemnie dziś. Bombel zanim zasnął był strasznie marudny, siedział z Wu. a ja chwile robiłam coś przy kompie... nie chciał się ani bawić z Wu. ani autkiem ani nic nie pasiło... Myślałam, że to jeszcze nie pora na spanie bo zazwyczaj zasypiał ostatnio po 12... ale odeszłam od kompa i siadłam koło Bombla na podłodze a On... przyszedł do mnie i zaczął wspinać mi się na kolana... później się wtulił we mnie i ... usnął. Tak sam od siebie. Czortek mój kochany. Ostatnio takich przytulankowych chwil jest bardzo dużo. Zauważyłam, że bardzo lubi się przytulać i wygłupiać na łóżku, ale w większości tylko ze mną. Z Wu. też chwilę się pobawi ale z przytulaniem to już nie koniecznie... chwilke a później piszczy i się wygłupia a przytulać się nie chce. Tylko do mamy. 

Ostatnie dni uciekają nam strasznie szybko... na nic nie mam praktycznie czasu. Wszystko w biegu. Nie ma chwili spokoju. Ciągła zabawa z Bomblem i ogarnianie domu pochłaniają całe godziny i mnie w zupełności. A mnie tymczasem brakuje kogoś do pogadania... chciałabym z kimś usiąść i pogadać (brakuje mi przyjaciółki?) albo chociaż móc popisać smsy czy pogadać przez telefon... brakuje mi kogoś z kim mogłabym pogadać o Brzdącu, o Wu., o codziennym życiu, o problemach, o radościach i smutkach... i wiem, że mam Was... ale zapewne wiecie jak to jest gdy na codzień brakuje takiej osoby... bliskiej osoby...