W sensie że porządki świąteczne? Już mam naprawdę dość. Właśnie skończyłam układać w szafie swojej bo ostatnio wyleciały wszystkie półki (chyba za dużo na nich było upchane już?) więc przy okazji część rzeczy poleciała do worka i czeka na wyniesienie do odpowiedniego kosza. Obiadek ugotowany. Czas wstawić pranie i pozbierać jedno z suszarki. Dziś biorę się za ciasto jedno, jutro sernik, w sobotę sprzątanie łazienek a w niedzielę lepimy pierożki, na poniedziałek zostanie tylko usmażenie rybki i świeta. No i w między czasie gdzieś tam w sobotę/niedzielę trzeba będzie zetrzeć jeszcze raz wszystkie kurze i zetrzeć wszystkie podłogi porządnie. Mały znosi to dzielnie - powiem więcej chętnie pomaga :) Mam więc zajęcie dla Niego. Bo zabawki są przecież nuuuudne... :)
Budżet przekroczył już w tym miesiącu wszelkie granice! Szok!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 20 grudnia 2012
niedziela, 12 sierpnia 2012
o testowaniu ... mnie samej i o sposobie na złość
Bombel ostatnie dni przechodzi chyba jakiś etap pt. "ile mi wolno". Mam wrażenie, że mnie sprawdza. A dokładnie chodzi mi o to, że sprawdza na ile JA mu pozwolę. Jeśli coś jest nie po Jego myśli, nie chcę z nim wyjść w danym momencie, pójść gdzieś, czegoś dać, coś pozwolić to jest straszny płacz a jednocześnie ciągłe patrzenie na moje reakcje. Wczoraj byłam już u kresu sił, rano lało a On ewidentnie chciał iść na dwór bo łaził od okna do drzwi wyjściowych i tam po swojemu sobie krzyczał, starałam się delikatnie, spokojnie wytłumaczyć, że teraz pada deszczyk, że pójdziemy później, pokazywałam przez okno, że jest zimno i pada. Nie skutkowało. U mojego taty w pokoju jest duże łóżko i biurko i jak krzesło jest wsunięte to można przejść do okna jeśli ktoś siedzi przy kompie to takiej możliwości nie ma. Bombel poszedł tam wczoraj i zaczął tak strasznie płakać bo my nie chcieliśmy go puścić do tego okna bo płakał tam i ściągał kwiatki. Zaczęłam pokazywać mu misia żeby zainteresować czym innym - nie pomogło, zagadywałam - nic. Więc w końcu ja wyszłam z pokoju a tacie powiedziałam, żeby nie zwracał na Niego uwagi ale miał go na oku w razie czego. I ku mojemu zdziwieniu po dosłownie minutce zapanowała cisza a Bombel sam zajął się miśkiem który stał w drugiej części pokoju. Na spacerze był drugi test - zobaczył plac zabaw i strasznie chciał do Niego iść, ja z racji tego, że byliśmy z wózkiem nie mogłam go zostawić gdzieś tam i sobie pójść i to jeszcze przez płot bo za płotem był owy plac zabaw. Zaczęło się wyginanie do tyłu i płacz. Miałam w nosie, że wszyscy na mnie patrzą. Wzięłam wózek, Bombla na ręce i szłam tłumacząc mu spokojnie, że pójdziemy na inny plac zabaw, że tutaj nie wolno. Nie krzyczałam. Starałam się być opanowana. Broń Boże nawet nie pomyślałam o tym, żeby "dać klapsa". I szczerze mówiąc jestem w szoku do tej pory, że gdy opowiedziałam tą historię mamie przez telefon wczoraj wieczorem, ona powiedziała mi, że trzeba było dać klapsa to by się może uspokoił. Wybuchłam wtedy i powiedziałam jej, że ja na Niego ręki nie podniosę NIGDY i nie pozwolę by robił to KTOKOLWIEK. Dzieci się nie bije! To nie jest metoda wychowawcza. Tak nie zachowują się prawdziwi rodzice. Tym bardziej, że ja sama nie pamiętam, żebym dostawała "klapsy". Pamiętam co prawda tylko raz. Jeden jedyny raz. Jednego klapsa. Jak byłam może 6 czy 7latką. Za to że chyba coś odpyskowałam czy coś. Więcej nikt nigdy na mnie ręki nie podniósł. Ja nie mam zamiaru w taki "sposób" wychowywać swojego dziecka. Wiem, że to nie "pomaga" a wręcz pogarsza sprawę. Dziecko potrafi sobie nawet jednego klapsa zapamiętać (tak jak ja właśnie) i pamięta to później do końca życia. I nawet jeśli nie bolał tyłek, to boli serce. NIE BIJĘ i bić NIE BĘDĘ! Nie pozwolę NIKOMU podnieść rękę na moje dziecko!
A jaki znalazłam sobie sposób na złość? A mianowicie kuchnia - pieczenie. Dziś rano popełniłam murzynka ze śliwkami. Bombel bawił się w kuchni łyżkami, pudełkami a ja mogłam się zająć kręceniem, rozpuszczaniem, mieszaniem itd. W wyniku czego efekt widać na zdjęciu. Taki oto mój sposób na rozładowanie energii, złości, stresu i wszystkich negatywnych emocji. Wszystkie je staram się wgnieść, wmieszać jak najmocniej. To pomaga. W trakcie poprawia się humor. A mieszające się składniki rozluźniają emocje. Zabierają na moment w magiczny świat, uwielbiam patrzeć jak mieszają się kolory, składniki i wszystko zamienia się w jedną, jednolitą masę. Polecam. To zdecydowanie lepszy pomysł niż wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach, czy innych ludziach.
Dzieci szczególnie tak małe jak Bombel nie rozumieją jeszcze tak wielu rzeczy, dlaczego więc my, ludzie dorośli, za nich odpowiedzialni, za to jacy będą mamy im pokazywać tą złą stronę życia? Pokazujmy im to co piękne. Pokazujmy im i uczmy, że przytulenie, spokojna rozmowa i wyrażanie emocji nie boli a pomaga. Że lepiej jest pogadać, przytulić, pocałować niż uderzyć. Pamiętajmy, że to nie jest "metoda" wychowawcza.
ale się rozpisałam... ale myślę, że warto było się wygadać.
A jaki znalazłam sobie sposób na złość? A mianowicie kuchnia - pieczenie. Dziś rano popełniłam murzynka ze śliwkami. Bombel bawił się w kuchni łyżkami, pudełkami a ja mogłam się zająć kręceniem, rozpuszczaniem, mieszaniem itd. W wyniku czego efekt widać na zdjęciu. Taki oto mój sposób na rozładowanie energii, złości, stresu i wszystkich negatywnych emocji. Wszystkie je staram się wgnieść, wmieszać jak najmocniej. To pomaga. W trakcie poprawia się humor. A mieszające się składniki rozluźniają emocje. Zabierają na moment w magiczny świat, uwielbiam patrzeć jak mieszają się kolory, składniki i wszystko zamienia się w jedną, jednolitą masę. Polecam. To zdecydowanie lepszy pomysł niż wyżywanie się na Bogu ducha winnych dzieciach, czy innych ludziach.
Dzieci szczególnie tak małe jak Bombel nie rozumieją jeszcze tak wielu rzeczy, dlaczego więc my, ludzie dorośli, za nich odpowiedzialni, za to jacy będą mamy im pokazywać tą złą stronę życia? Pokazujmy im to co piękne. Pokazujmy im i uczmy, że przytulenie, spokojna rozmowa i wyrażanie emocji nie boli a pomaga. Że lepiej jest pogadać, przytulić, pocałować niż uderzyć. Pamiętajmy, że to nie jest "metoda" wychowawcza.
ale się rozpisałam... ale myślę, że warto było się wygadać.
wtorek, 31 lipca 2012
Cytrynowy torcik, spacer i małe sprostowanie.
Wczoraj mnie naszło... znów dorwałam się w kuchni do słodkiego... nie było mnie z półtora godziny. Półtora godziny sama z tym wszystkim... kręciłam, gotowałam, studziłam, mieszałam, gniotłam, kroiłam itd. Wyszło to co wyszło... czyli to co prezentuje się na zdjęciach. Mega duże, mega pyszne.! I wcale nie mega słodkie. Bo to cytrynowiec tylko że w tortownicy :) dlatego taki duży. A drugie cacko to zwykły placek jogurtowy ze śliwkami. Też pychota, najlepszy był jeszcze wieczorem na ciepło.
A tak po za tym to chciałam Was zabrać troszkę do naszego miasteczka... Pokazać kilka miejsc, które bardzo często z Bomblem odwiedzamy. I po kolei: jest fontanna w parku, koło jednej z firm w naszym mieście, jest park z placem zabaw i drugą fontanną niestety nieodremontowaną i niszczeje sobie a mogłaby być naprawdę piękna... Na głównym zdjęciu jest chyba największe, najstarsze i najgrubsze drzewo w naszym mieście. Później rynek, ratusz i plac zabaw koło naszego domu, z którego Bombel mógłby najzwyczajniej w świecie nie wychodzić. Uwielbia się huśtać, zjeżdżać na ślizgawce, siedzieć na koniku i wszędzie ciągnie mamę za rękaw i ma przy tym multum frajdy (a przy okazji mama też widząc Jego radość:) ).***
I chciałam jeszcze słówko co do ostatniego postu. To nie jest tak, że ja Go nie kocham albo, że wyszłam za Niego tylko dlatego, że pojawił się dzidziuś. Kocham Go. Chcę z Nim być do końca życia. Jednak to nie zmienia faktu, że jest kilka rzeczy, które mnie totalnie wkurzają w Nim. Są to rzeczy, które wyniósł ze swojego rodzinnego domu. Niestety taka jest smutna prawda. On sam sobie nie chce się czasem przyznać do tego, że jest mu przykro z powodu tego jakie miał dzieciństwo... Ciężko rozmawiać z Nim o tym co czuje, a ja wiem, że to jest spowodowane tym co przeszedł gdy był mały. Pomału się zmienia. W końcu może uda nam się wyjść razem na prostą bo i tak już razem dużo osiągnęliśmy. Jednak to wciąż nie jest to o czym marzę i stąd ta notka.
czwartek, 26 lipca 2012
o pustym placu zabaw i cieście z cukini
Ja nie rozumiem jak to możliwe... WAKACJE a plac zabaw pusty! Ani żywej duszy! Co prawda rano spotkaliśmy po raz pierwszy prawie, że rówieśnika Kacpra ale to tylko jeden jedyny raz odkąd chodzimy na ten plac zabaw. To w sumie taka daleka, daleka "rodzina", Bo mojego chrzestnego syna żonę z synem właśnie. Jest od Kacperka o 6miesięcy starszy. Widzieli się pierwszy raz. Stanęli naprzeciw siebie i żaden nie odważył się cokolwiek zrobić. Stali tak i patrzyli na siebie :). Szkoda, że musieliśmy iść tak szybko no ale cóż może jeszcze się kiedyś spotkamy na tym placu zabaw. A tak w ogóle to dziwię się na prawdę bo jak to tak w wakacje pusty plac zabaw... No i żałuję bardzo że nie znam mamusiek z dzieciaczkami w wieku Kacperka bo bardzo chciałabym żeby miał on jakiś kontakt z innymi dziećmi, bo jak słyszy na podwórku jakieś starsze to krzyczy po swojemu do nich i widzę że chciałby iść ale to tak tylko w domu się rwie i krzyczy pod oknem a jak przyjdzie co do czego to tak nieufnie i ostrożnie podchodzi. Chciałabym zobaczyć jak się bawi z kimś w swoim wieku :) Musieliby wyglądać wtedy super! Mam nadzieję że może się uda?.
Dziś Kacperski po wczorajszej wojaży już prawie nie ma śladu no i na pewno już nie pamięta wywrotki bo szaleje dalej nie zważając na nic. Puszcza się i wędruje sobie sam coraz odważniej. Fajnie mu to wychodzi, oby tylko nie nabił sobie gdzieś znowu guza. Teraz już śpi. W poprzek łóżeczka. Jak na niego patrzę to mi się moje zdjęcia z dzieciństwa przypominają bo ja też spałam w poprzek łóżka :D
A na dodatek powiem Wam, że pierwszy raz odważyłam się zrobić ciasto z cukini. Cynamonowe ciasto z cukini. Wyszło bardzo słodkie. No ale całkiem niezłe w smaku. I znika. Więc chyba jest dobre :)
niedziela, 22 lipca 2012
o kulinarnym grzechu, spacerkach i urodzinowych przemyśleniach
Obudziłam się rano i usłyszałam stukające o parapet krople deszczu... i tak stukało do południa... przez co postanowiłam popełnić kolejny kulinarny grzech... ciasto z kokosowo-orzechową masą budyniową przełożone powidłami porzeczkowymi i cytrynową pianką na biszkopcie... Po zjedzeniu kawałka świat odrazu się rozchmurzył i teraz czekam aż Bombel wstanie z poobiedniej drzemki by można było iść na spacerek, mam nadzieję, że się uda i że nie będzie padać. Za oknem zimno ale przejść się można a nawet trzeba bo ileż można siedzieć w domu.
Wu. w pracy. Mnie "łamie" spanie, ale nie będę się kładła skoro pewnie za niedługo obudzi się Bombelini. Coraz więcej i coraz częściej odważa się chodzić sam po domku. Z pokoju do pokoju już rzadko kiedy noszę Go na rękach bo zwyczajnie nie mam już siły, więc biorę go za rączkę i tak pomalutku sobie chodzimy po domku. W kuchni najwięcej próbuje sam bo zawsze coś go zaciekawi albo chce coś dostać i tak kombinuje żeby łazić wszerz i wzdłuż sam. Na spacerkach też próbujemy chociaż kawałeczek się przejść na nóżkach, bo nie wiem czy wspominałam gdzieś, że nabyliśmy pierwsze w życiu sandałki i Bombel od piątku śmiga w nich na spacerki, w końcu nie jeździ w samych skarpetkach, no i można Go gdzieniegdzie puścić, żeby postał albo ewentualnie spróbował zrobić parę kroczków.
Po za tym zaczynam zastanawiać się jak zrobić roczek połączony z urodzinami mojego taty... Ludzi będzie chyba z 20 o ile wszyscy o których myślimy się zjawią... A ja wszystko znów będę musiała przygotować i posprzątać sama bo moja mama w środę jedzie do Niemiec i wraca dokładnie w urodziny ich. Taty o pomoc w przygotowaniach do Jego urodzin prosić nie będę a Wu. pewnie jak ja będę akurat coś robić to będzie miał tak zmiany poustawiane, że nic z tej Jego pomocy nie wyjdzie... no ciekawe. Może chociaż teściowa się zainteresuje w końcu? Choć szczerze mówiąc i na to nie liczę... Ale co tam. Dam radę! :)
Wu. w pracy. Mnie "łamie" spanie, ale nie będę się kładła skoro pewnie za niedługo obudzi się Bombelini. Coraz więcej i coraz częściej odważa się chodzić sam po domku. Z pokoju do pokoju już rzadko kiedy noszę Go na rękach bo zwyczajnie nie mam już siły, więc biorę go za rączkę i tak pomalutku sobie chodzimy po domku. W kuchni najwięcej próbuje sam bo zawsze coś go zaciekawi albo chce coś dostać i tak kombinuje żeby łazić wszerz i wzdłuż sam. Na spacerkach też próbujemy chociaż kawałeczek się przejść na nóżkach, bo nie wiem czy wspominałam gdzieś, że nabyliśmy pierwsze w życiu sandałki i Bombel od piątku śmiga w nich na spacerki, w końcu nie jeździ w samych skarpetkach, no i można Go gdzieniegdzie puścić, żeby postał albo ewentualnie spróbował zrobić parę kroczków.
Po za tym zaczynam zastanawiać się jak zrobić roczek połączony z urodzinami mojego taty... Ludzi będzie chyba z 20 o ile wszyscy o których myślimy się zjawią... A ja wszystko znów będę musiała przygotować i posprzątać sama bo moja mama w środę jedzie do Niemiec i wraca dokładnie w urodziny ich. Taty o pomoc w przygotowaniach do Jego urodzin prosić nie będę a Wu. pewnie jak ja będę akurat coś robić to będzie miał tak zmiany poustawiane, że nic z tej Jego pomocy nie wyjdzie... no ciekawe. Może chociaż teściowa się zainteresuje w końcu? Choć szczerze mówiąc i na to nie liczę... Ale co tam. Dam radę! :)
poniedziałek, 2 lipca 2012
Zasiali ziarno...
...w mojej głowie. Siedzę i myślę, choć dobiega północ. A może by tak... piec ciasta? Uwielbiam to robić ostatnimi czasy, chętnie spędzam czas w kuchni piekąc i dekorując różne cuda. Może można zarobić i na tym? Chciałabym, ale... się boję. Co z tego wyjdzie. Zastanawiam się czy to wypali... Zastanawiam się czy w ogóle ktoś chciałby ciasto/tort od osoby która dopiero zaczyna? Myślę... myślę... myślę...
Dziś byliśmy na "wycieczce" z Bomblem w Kłodzku. My robiliśmy zakupy a Bombel sobie spał w najlepsze. Na pamiątkę dostał od nas album z wierszami Polskich poetów. Książka naprawdę mega! Twarda, gruba okładka, twarde kartki, piękne obrazki no i przede wszystkim super wiersze powybierane. Bombeliniemu się spodobała, już mu czytałam i pokazywałam obrazki a On za mną pokazywał paluszkiem i słuchał co do Niego mówię..
Zastanawiam się co zrobić ze swoim życiem...
Dziś byliśmy na "wycieczce" z Bomblem w Kłodzku. My robiliśmy zakupy a Bombel sobie spał w najlepsze. Na pamiątkę dostał od nas album z wierszami Polskich poetów. Książka naprawdę mega! Twarda, gruba okładka, twarde kartki, piękne obrazki no i przede wszystkim super wiersze powybierane. Bombeliniemu się spodobała, już mu czytałam i pokazywałam obrazki a On za mną pokazywał paluszkiem i słuchał co do Niego mówię..
Zastanawiam się co zrobić ze swoim życiem...
niedziela, 20 maja 2012
O niedzieli, maturze i cieście z rabarbarem :)
Niedziela spędzona miło jak nigdy chyba. Najpierw pobudka z małym w łóżku, Wu. go przyniósł do naszego łóżka. Później kawa, zabawa z małym. Obiad. Spacer. Wu na rybkach a ja ciąg dalszy spacerku, zawędrowaliśmy na działkę. Mały spał. Ja rozłożyłam sobie leżak, książka w ręce i pierwszy raz od na prawdę bardzo dawna siedziałam, słuchałam spokoju który panuje na działce i wygrzewając się w słońcu mogłam poczytać. Rewelacyjne uczucie!
Jutro ostatnia część matur - angielski ustny. Boje się. Ale mam nadzieję, że jakoś zdam. I że reszta (pisemne) będą zdane. Chociaż na 30% ale żeby zdać. Trzymajcie kciuki jutro o 14.30 za mnie! :)
Ciasto z rabarbarem? Banalna rzecz i robię ją max 20minut. Najpierw w okrągłej blaszce (może być kwadratowa, jaka chcecie właściwie) układam biszkopty. Na to przygotowany chwilę wcześniej budyń waniliowy lub śmietankowy, tak żeby pokrył wszystkie biszkopty. Na to układam ugotowany rabarbar (gdy tylko zacznie się gotować to wyciągam go z wody, chodzi tylko o to żeby był miękki), dodaję też rodzynki. Rozrzucam po wyłożonym budyniu. Wszystko zalewam galaretką (i tu też już Wasz wybór jaką, ja pierwszym razem wybrałam agrestową a teraz cytrynową). Galaretka częściowo wpływa mi za każdym razem pod budyń, zostawiając niewielką ilość na wierzchu a reszta wsiąka w biszkopty, czyniąc je mega miękkimi i rozpływającymi się w ustach. Wszystko można posypać jeszcze np. czekoladą startą. Jak kto woli. Smacznego :)
Chętnie dodałabym zdjęcia jednak ciasto zostało już wchłonięte... więc może następnym razem ;)
Jutro ostatnia część matur - angielski ustny. Boje się. Ale mam nadzieję, że jakoś zdam. I że reszta (pisemne) będą zdane. Chociaż na 30% ale żeby zdać. Trzymajcie kciuki jutro o 14.30 za mnie! :)
Ciasto z rabarbarem? Banalna rzecz i robię ją max 20minut. Najpierw w okrągłej blaszce (może być kwadratowa, jaka chcecie właściwie) układam biszkopty. Na to przygotowany chwilę wcześniej budyń waniliowy lub śmietankowy, tak żeby pokrył wszystkie biszkopty. Na to układam ugotowany rabarbar (gdy tylko zacznie się gotować to wyciągam go z wody, chodzi tylko o to żeby był miękki), dodaję też rodzynki. Rozrzucam po wyłożonym budyniu. Wszystko zalewam galaretką (i tu też już Wasz wybór jaką, ja pierwszym razem wybrałam agrestową a teraz cytrynową). Galaretka częściowo wpływa mi za każdym razem pod budyń, zostawiając niewielką ilość na wierzchu a reszta wsiąka w biszkopty, czyniąc je mega miękkimi i rozpływającymi się w ustach. Wszystko można posypać jeszcze np. czekoladą startą. Jak kto woli. Smacznego :)
Chętnie dodałabym zdjęcia jednak ciasto zostało już wchłonięte... więc może następnym razem ;)
sobota, 19 maja 2012
Sobota, po prostu.
Właśnie wyciągłam z piekarnika muffinki, pachnie w całym domu. Zrobiłam też ciasto z budyniem i rabarbarem jeszcze tylko trzeba dorobić galaretkę i pierwszy raz w życiu próbowałam zrobić pralinki, zobaczymy co z tego wyjdzie. Umyłam okno w kuchni. A teraz piję kawę i wcinam lody. Później wybieramy się na spacer na działkę jak mały wstanie. Na ogródku suszy się pranie i jakoś tak pozytywnie jest. Na wszystko znalazłam dziś czas. Pierwszy raz od dawna. A po za tym to powiem Wam, że w nocy miałam ubaw z Bombla :) Bo nauczył się raczkować i co wstawałam, żeby go nakarmić to był w innej części łóżeczka i w innej pozycji ;) Raz mu się zdarzyło też że siedział, płakał i jednocześnie spał na siedząco :) Czort mój mały. Łażenie po pokoju i po kuchni to już dla Niego nie problem. Jednak z pokoju do kuchni jeszcze nie dojdzie sam (kuchnia jest naprzeciwo naszego pokoju) no i reszty domu też jeszcze na kolankach nie zwiedza. Ale to pewnie lada dzień :) Na razie ciekawi go każda szafka która stanie na drodze, szuflady, garnki, stół w kuchni i półka pod nim (można wstawać trzymając się jej! ha tyle, że się nie mieści tak do końca. A matka nieomal dostała zawału serca jak to pierwszy raz zobaczyła:) ), zmywarka, pralka i lodówka - tego już się nie można chwycić a jest takie fajne :). No i wogóle wszystko co w zasięgu rączek jest. Także coraz weselej nam z Bomblem.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
No to muszę się wygadać....
ostatnio chodzę jakaś nabuzowana... wszystko mnie wkurza. wszystko się zawsze psuje w najmniej odpowiednim momencie. Nie dość, że wydatków w tym miesiącu w cholerę to jeszcze jakby tego było mało popsuł nam się piecyk gazowy, a gość jedyny w mojej miejscowości który takie naprawia wyjechał na jakieś szkolenie i takim sposobem od piątku wieczorem do jutra nie wiadomo do której godziny zostaliśmy bez ciepłej wody i bez ogrzewania. Z ogrzewaniem pal licho bo już w miarę ciepło i w domu i tak jest ciągle ok.22 stopni, gorzej z wodą, bo czy się ktoś chce umyć, czy kąpać Bombla no to tragedia bo wodę trzeba grzać w wielkim garze.... i pomyśleć, że ludzie tak kiedyś żyli na co dzień a dziś takie kilka dni to potrafi człowieka wkurzyć... No ale mam nadzieję, że gość jutro przyjdzie i zrobi i będzie można normalnie funkcjonować. Szkoda tylko, że ta część która najprawopodobniej siadła kosztuje ok.500zł + koszt montażu itd... MASAKRA. Aż się boję pomyśleć, co to będzie jutro...
Tak bardzo chciałabym, żebyśmy w końcu wyszli na prostą ale wiecznie musi się COŚ znaleźć, stać itp. Jak to mówią, trochę brzydko "jak nie urok, to sr...ka" eh.
A teraz trochę pozytywnie, dostałam od Wu. laptopa. na raty. Z racji tego, że od października wybieram się na studia (tak, to już raczej pewne o ile wszystko z kasą będzie ok...) no i teraz była okazja. Na razie nic jeszcze za niego nie płaciliśmy, więc nie narzekam, ale pewnie zacznę od przyszłego miesiąca :) No ale w każdym bądź razie spełnił jedno z wielu moich marzeń. Czasem jest kochany, ale przez ostatnich kilka dni miałam też co najmniej kilka razy ochotę go udusić....
Nie wiem czy Wam pisałam... Mały nauczył się schodzić tyłem z wersalki! Wygląda przy tym przesłodko i przekomicznie, jak to mówi Wu. "jak mała dżdżowniczka" :) I teraz przy każdej możliwej okazji jak tylko zostawi się go na moment na wersalce, która u nas w pokoju siłą rzeczy jest cały czas rozłożona, to on niezależnie czy leży na pleckach (robi fik i już na brzuszku), czy na brzuszku robi kilka sprytnych ruchów i już jest na brzegu i z nóżkami i pupą zwisającą z łóżka czeka aż ktoś go złapie i schodzi sobie na podłogę zadowolony z siebie :) No i zaczął się podnosić na szczebelkach od łóżeczka jak siedzi do wstawania, jedyne co mnie tylko zastanawia to to, że z leżenia jeszcze sam nie siada, ale z siedzenia jak się go już posadzi to do wstawania chętny, a najlepiej to cały czas go trzymać żeby stał bo nóżki mocno prostuje i nie chce siedzieć czasem nawet :) Cwaniak mały. No i jeszcze nauczył się spać na brzuszku, a właściwie to nie nauczył tylko przypomniał sobie jak to się robi no i teraz w nocy jak się położy na brzuszku to później płacze bo nie umie się s powrotem obrócić (chociaż w dzień kula się w te i s powrotem) no i muszę wstawać, żeby go obrócić ;)
Zaskakuje coraz to czymś nowym. A jutro musimy iść na szczepienie... WZW B. i szczerze powiem, że jakoś sobie tego nie wyobrażam bo on ostatnio przy przebieraniu w domu pieluchy protestuje i mam nie lada problem czasem żeby go ubrać a co dopiero tam po szczepieniu będzie... aż się boję pomyśleć.!! Dobrze że następne dopiero gdzieś październik/listopad. Chociaż trochę spokoju będzie.
Uuuu ale się rozpisałam kochane... Szok. No ale musiałam się wygadać.
Aaa no i chciałyście żebym podała przepis, tyle, że ja to robiłam tak o z głowy. Ciasto francuskie było kupione w biedronce ;) pokroiłam w kwadraty, dałam do środka jagody (ale za pewne wszystko inne co by do głowy nie wpadło też będzie się nieźle spisywać), rogi zebrałam do środka i pozlepiałam brzegi i wsadziłam do piekarnika na ok.15min w temp. 180stopni. A jak już wyciągnęłam to odczekałam chwilę, żeby przestygło, dałam śmietanę, posypałam cukrem i było mniam.! Zniknęło w mig! ;)
Tak bardzo chciałabym, żebyśmy w końcu wyszli na prostą ale wiecznie musi się COŚ znaleźć, stać itp. Jak to mówią, trochę brzydko "jak nie urok, to sr...ka" eh.
A teraz trochę pozytywnie, dostałam od Wu. laptopa. na raty. Z racji tego, że od października wybieram się na studia (tak, to już raczej pewne o ile wszystko z kasą będzie ok...) no i teraz była okazja. Na razie nic jeszcze za niego nie płaciliśmy, więc nie narzekam, ale pewnie zacznę od przyszłego miesiąca :) No ale w każdym bądź razie spełnił jedno z wielu moich marzeń. Czasem jest kochany, ale przez ostatnich kilka dni miałam też co najmniej kilka razy ochotę go udusić....
Nie wiem czy Wam pisałam... Mały nauczył się schodzić tyłem z wersalki! Wygląda przy tym przesłodko i przekomicznie, jak to mówi Wu. "jak mała dżdżowniczka" :) I teraz przy każdej możliwej okazji jak tylko zostawi się go na moment na wersalce, która u nas w pokoju siłą rzeczy jest cały czas rozłożona, to on niezależnie czy leży na pleckach (robi fik i już na brzuszku), czy na brzuszku robi kilka sprytnych ruchów i już jest na brzegu i z nóżkami i pupą zwisającą z łóżka czeka aż ktoś go złapie i schodzi sobie na podłogę zadowolony z siebie :) No i zaczął się podnosić na szczebelkach od łóżeczka jak siedzi do wstawania, jedyne co mnie tylko zastanawia to to, że z leżenia jeszcze sam nie siada, ale z siedzenia jak się go już posadzi to do wstawania chętny, a najlepiej to cały czas go trzymać żeby stał bo nóżki mocno prostuje i nie chce siedzieć czasem nawet :) Cwaniak mały. No i jeszcze nauczył się spać na brzuszku, a właściwie to nie nauczył tylko przypomniał sobie jak to się robi no i teraz w nocy jak się położy na brzuszku to później płacze bo nie umie się s powrotem obrócić (chociaż w dzień kula się w te i s powrotem) no i muszę wstawać, żeby go obrócić ;)
Zaskakuje coraz to czymś nowym. A jutro musimy iść na szczepienie... WZW B. i szczerze powiem, że jakoś sobie tego nie wyobrażam bo on ostatnio przy przebieraniu w domu pieluchy protestuje i mam nie lada problem czasem żeby go ubrać a co dopiero tam po szczepieniu będzie... aż się boję pomyśleć.!! Dobrze że następne dopiero gdzieś październik/listopad. Chociaż trochę spokoju będzie.
Uuuu ale się rozpisałam kochane... Szok. No ale musiałam się wygadać.
Aaa no i chciałyście żebym podała przepis, tyle, że ja to robiłam tak o z głowy. Ciasto francuskie było kupione w biedronce ;) pokroiłam w kwadraty, dałam do środka jagody (ale za pewne wszystko inne co by do głowy nie wpadło też będzie się nieźle spisywać), rogi zebrałam do środka i pozlepiałam brzegi i wsadziłam do piekarnika na ok.15min w temp. 180stopni. A jak już wyciągnęłam to odczekałam chwilę, żeby przestygło, dałam śmietanę, posypałam cukrem i było mniam.! Zniknęło w mig! ;)
czwartek, 19 kwietnia 2012
WAKACJE
Wszem i wobec ogłaszam, że mam już wolne.! I w nosie mam to, że w tym roku nie będę miała paska czerwonego! I że tak naprawdę braknie mi do niego tylko 0,05 bo nauczyciele są tak wspaniałomyślni, że nawet jak przez 3 lata ktoś miał 5 to nie widzą kompletnie nic złego, żeby w czwartej klasie komuś wystawić 3. A tak to pierniczą głupoty, że rozumieją, że ktoś ma inną sytuację itd. Aa szkoda gadać. Dlatego MAM WAKACJE!
Jeszcze tylko zakończenie w przyszły piątek. Matury. Egzamin Zawodowy. I róbta co chceta ;)
Co jakiś czas przychodzą jakieś kartki i takim sposobem mam już z Francji, z Japonii, dwie ze Stanów i dzięki moim rodzicom którzy byli w Anglii mam dwie właśnie stamtąd ;). Sama wysłałam 9 z czego doszło na razie 4. Czekam na kolejne, (na tą od Lesli między innymi ;*)
Właśnie pieką się bułeczki z ciasta francuskiego z jagodami. Niestety ciasto gotowe, ale mam zamiar zrobić sama w najbliższym czasie i może przymierzę się do ciasta drożdżowego, które zawsze piekła moja babcia i którego bardzo mi brakuje ;)
Zmykam bo Bombel się obudził ;)
Jeszcze tylko zakończenie w przyszły piątek. Matury. Egzamin Zawodowy. I róbta co chceta ;)
Co jakiś czas przychodzą jakieś kartki i takim sposobem mam już z Francji, z Japonii, dwie ze Stanów i dzięki moim rodzicom którzy byli w Anglii mam dwie właśnie stamtąd ;). Sama wysłałam 9 z czego doszło na razie 4. Czekam na kolejne, (na tą od Lesli między innymi ;*)
Właśnie pieką się bułeczki z ciasta francuskiego z jagodami. Niestety ciasto gotowe, ale mam zamiar zrobić sama w najbliższym czasie i może przymierzę się do ciasta drożdżowego, które zawsze piekła moja babcia i którego bardzo mi brakuje ;)
Zmykam bo Bombel się obudził ;)
sobota, 17 marca 2012
Wiosna, ah to Ty ;)
Dziś na obiad kartoflak... robimy razem z Wu.
a po za tym wieeelkie sprzątanie
bo przyszła wiosna? :)
Mały wyjątkowo grzeczny, daje mamie posprzątać
więc w pokoju wyprane wszystko (no prawie:) )
Wszystkie powierzchnie płaskie "dostaną" mokrą szmatą ;) heh
jakoś tak mnie energia rozpiera dziś ;)
A po obiadku może jakiś spacerek?
Więcej takich dni poproszę! :)
a po za tym wieeelkie sprzątanie
bo przyszła wiosna? :)
Mały wyjątkowo grzeczny, daje mamie posprzątać
więc w pokoju wyprane wszystko (no prawie:) )
Wszystkie powierzchnie płaskie "dostaną" mokrą szmatą ;) heh
jakoś tak mnie energia rozpiera dziś ;)
A po obiadku może jakiś spacerek?
Więcej takich dni poproszę! :)
niedziela, 8 stycznia 2012
Po weekendowo...
... była gorąca kąpiel, było malowanie paznokci a na deser ...
a wszystko to gdy Bombel uciął sobie wieczorną drzemkę, a tatuś czuwał nad Jego spokojnym snem by mama mogła w końcu mieć chwilę dla siebie :)
A teraz tatuś już jest w pracy na nockę niestety, a Bombel śpi słodko. Oby w końcu pospał w nocy bo ostatnie parę nocek mnie wykańcza...
ps. A jutro niestety ale muszę jechać do szkoły zaliczyć ten jeden przedmiot, o którym Wam pisałam... Trzymajcie kciuki byle zaliczyć. A Bombel zostaje z tatą, który wróci po nocce i raczej nie będzie wyspany itp ale nie ma wyboru :)
dopisek 9.01. zaliczone, na dwa ale ważne że do przodu :) teraz pyszna rybka na obiadek z brokułami i spacerek ze swoimi skarbami :)
dopisek 9.01. zaliczone, na dwa ale ważne że do przodu :) teraz pyszna rybka na obiadek z brokułami i spacerek ze swoimi skarbami :)
środa, 16 listopada 2011
Dwa miesiące
Nasza Klusia ma dzisiaj Dwa miesiące.! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SYNUŚ ;*
Jestem taka szczęśliwa.! Nie wyobrażam sobie już życia bez Niego.! Zmienił wszystko w moim życiu, zmienił na lepsze. Czuję się szczęśliwa i spełniona :)
Ps. szkoda, że w Polsce nie płacą za to, że jest się Panią Domu :D (lub jak kto woli "kurą domową") mi by taka posadka pasowała chyba :D
Mam ochotę upiec coś.!
Nie chce mi się uczyć.! :D
Jestem taka szczęśliwa.! Nie wyobrażam sobie już życia bez Niego.! Zmienił wszystko w moim życiu, zmienił na lepsze. Czuję się szczęśliwa i spełniona :)
Ps. szkoda, że w Polsce nie płacą za to, że jest się Panią Domu :D (lub jak kto woli "kurą domową") mi by taka posadka pasowała chyba :D
Mam ochotę upiec coś.!
Nie chce mi się uczyć.! :D
piątek, 26 sierpnia 2011
Jak w ciepłych krajach...
Za oknem jak to pięknie określiła ostatnio Bajka jest "żar tropików". No ugotować się można. Po domu można biegac (prawie) nago a to i tak nic nie daje. Wypite hektolitry wody też już nie gaszą pragnienia...uff jak ja tęsknię za zimą. Dla takich jak ja (czyt. kochających zimę a nienawidzących lata) taki ukrop to udręka. Tym bardziej, że dzidzia się rozpycha niemiłosiernie i pchając się na boki zamiast w dół daje matce popalić czasem w taki upał :) A ja już tak nie mogę się doczekać kiedy wezmę tego mojego Szkraba na ręce... :) Nie wiem czy to samo powiedziałby Wu. Choć wiem, że się cieszy i że chce tak jak ja żeby dzidzia już była na świecie to jednak chyba z drugiej strony trochę się jeszcze tego wszystkiego boi i chciałby jeszcze żeby jak najdłużej Bombelek był w środku bo On tym samym miałby jeszcze trochę "wolności" :) A ja właśnie już Bombla chce.!
Łóżeczko najprawdopodobniej będzie we wtorek albo środę... więc jeszcze sobie poczekamy. Eh no trudno - nic z tym nie zrobię. A póki co zabieram się za pieczenie czekoladowych muffinek i robienie galaretek z kremem jogurtowym bo mi się chce i już.! Ciekawe czy moje kochanie będzie zadowolone? Bo Wu. to ostatnio coś nie ma ochoty na słodkie - a ja wręcz przeciwnie. Choć podobno mi nie wolno, bo niby miałam cukier na krzywej cukrowej za duży i kazali mi mierzyć a jak ja mierze to on nawet po cieście jest niski :) Więc sobie pozwalam. Bo czekoladę to ja kocham.!
Dopisek. 19:50
A takie smakołyki zagościły dzisiaj na naszym stole w wyniku nudy, która dopadła mnie w ciągu dnia:
Łóżeczko najprawdopodobniej będzie we wtorek albo środę... więc jeszcze sobie poczekamy. Eh no trudno - nic z tym nie zrobię. A póki co zabieram się za pieczenie czekoladowych muffinek i robienie galaretek z kremem jogurtowym bo mi się chce i już.! Ciekawe czy moje kochanie będzie zadowolone? Bo Wu. to ostatnio coś nie ma ochoty na słodkie - a ja wręcz przeciwnie. Choć podobno mi nie wolno, bo niby miałam cukier na krzywej cukrowej za duży i kazali mi mierzyć a jak ja mierze to on nawet po cieście jest niski :) Więc sobie pozwalam. Bo czekoladę to ja kocham.!
Dopisek. 19:50
A takie smakołyki zagościły dzisiaj na naszym stole w wyniku nudy, która dopadła mnie w ciągu dnia:
niedziela, 21 sierpnia 2011
Kulinarny przerywnik :)
Domek się błyszczy po dwóch dniach sprzątania, w końcu jestem zadowolona choć padłam wczoraj wieczorem na pyszczek :) Po sprzątaniu przyszedł czas na wypieki - w końcu jak niedziela to musi być i coś słodkiego. Takim sposobem dorobiliśmy się ciastek kopert z nadzieniem jabłkowym i czekoladowym oraz muffinek z jeżynkami.
Ciastka koperty:
250g mąki
0,5 szkl cukru pudru
250g twarogu półtłustego
150g margaryny (roztopionej)
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
przesmażone jabłuszka, czekolada itp. (mogą byc maliny,jeżyny- jednak nie polecam bo choć pysznie smakuje to jednak czuć drobniutkie pestki jakie w nich są.)
Wszystkie składniki zagniatamy, zawijamy w folię i wsadzamy na 30 minut do lodówki. Następnie rozwałkowujemy, kroimy w kwadraty, nadziewamy czym nam się podoba i zawijamy w kopertę. Pieczemy ok 30 minut w piekarniku (ja piekę w 200stopniach na termoobiegu - jest szybciej i efektowniej ;) )
Wyszły dziwne kształty bo już wieczorem miałam mało siły a robiłam to ok. godziny 21 i chciało mi się już straaaasznie spać :)
Muffinki z jeżynami:
Składniki suche:
2,5 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru waniliowego
szczypta soli
Składniki mokre:
50g roztopionego masła
2 roztrzepane jajka
1 1/4 szklanki mleka
Ponadto:
jeżyny świeże lub mrożone, mogą być też maliny - 1-2 kubeczki
W jednym naczyniu wymieszać składniki suche w drugim mokre, wszystko połączyć, wymieszać szybko i mało dokładnie - mogą pozostać grudki. Dodać jeżyny i też wymieszać.
Piec ok 25 minut w temp. 200 stopni.
Wychodzi ok. 24 muffinek (przynajmniej mi tyle wyszło:) )
To już była wyciągnięta druga tura muffinek :) Wyglądały śmiesznie ale nie chwaląc się "warte grzechu" :)
Jeśli tylko ktoś chce to polecam wykonanie i życzę smacznego.!
Ps. Przepisy nie są mojego autorstwa, zostały znalezione gdzieś w sieci.
Po za tym czekam wciąż na powrót mamy. W planach też do zrobienia pyszny obiadek - ziemniaczane puree (wykonanie Wu.) z sosikiem, schabowe nadziewane grzybkami i cebulką przesmażona, surówka z selera z jabłkiem. Mniam.
Za oknem słonecznie, poszłabym połazić po lesie?
wtorek, 9 sierpnia 2011
Instynkt gniazda?
Mówią, że kobieta w ciąży przed samym porodem zaczyna robić różne dziwne rzeczy. Sprzątać, przepakowywać różne rzeczy, układać wszystko, gotować na zapas itp? Hm no to chyba naprawdę zbliża się ten czas.?
Wczoraj jak już wiecie, cały dzień byłam sama. Zdążyłam za ten czas oblecieć lekarza, Posprzątać pół chałupki zrobić dwa prania, zrobić dżem ze śliwek (swoją drogą pyszny:) ) i sok z aronii (też mniam:) ). Wieczorem padłam bo nie miałam siły, chciałam oglądać z Wu. film ale się nie udało bo zasnęłam. W nocy za to nie mogłam spać, obudziłam się i łaziłam po domu, podjadałam jerzynki, myślałam, mało nie brakowało a włączyłabym sobie kompa (nie zrobiłam tego tylko dlatego, że Wu spał) albo zapaliła światło i zaczęła coś czytać Jednak obeszło się bez tego. Po ok.2 godzinach w końcu zasnęłam, z myślami co zrobić dziś i co muszę spakować do szpitala. Chyba faktycznie muszę to w końcu zrobić bo uświadomiłam sobie w nocy, że mamy już tak mało czasu. Wczoraj zrobiłam ostatnie badania, na których wynik muszę czekać ok 10 dni. Później już tylko czekać spokojnie na poród. Więc nastawiam się, że 10 dni czekam na wyniki, później po 2 dniach wraca mama a później to już niech się dzieje co chce - będę zwarta i gotowa na wszystko (chyba) :)
A tak wyglądają słoiczki z powidełkami i sokiem:
Wczoraj jak już wiecie, cały dzień byłam sama. Zdążyłam za ten czas oblecieć lekarza, Posprzątać pół chałupki zrobić dwa prania, zrobić dżem ze śliwek (swoją drogą pyszny:) ) i sok z aronii (też mniam:) ). Wieczorem padłam bo nie miałam siły, chciałam oglądać z Wu. film ale się nie udało bo zasnęłam. W nocy za to nie mogłam spać, obudziłam się i łaziłam po domu, podjadałam jerzynki, myślałam, mało nie brakowało a włączyłabym sobie kompa (nie zrobiłam tego tylko dlatego, że Wu spał) albo zapaliła światło i zaczęła coś czytać Jednak obeszło się bez tego. Po ok.2 godzinach w końcu zasnęłam, z myślami co zrobić dziś i co muszę spakować do szpitala. Chyba faktycznie muszę to w końcu zrobić bo uświadomiłam sobie w nocy, że mamy już tak mało czasu. Wczoraj zrobiłam ostatnie badania, na których wynik muszę czekać ok 10 dni. Później już tylko czekać spokojnie na poród. Więc nastawiam się, że 10 dni czekam na wyniki, później po 2 dniach wraca mama a później to już niech się dzieje co chce - będę zwarta i gotowa na wszystko (chyba) :)
A tak wyglądają słoiczki z powidełkami i sokiem:
Subskrybuj:
Posty (Atom)


